Kategorie:

Moja historia cofnięcia zmiany płci. Tranzycja i detranzycja

Gdy byłem bardzo młody, zostałem zmanipulowany i nakłoniony do zmiany płci (zwanej też korektą płci lub tranzycją płci) przez około 40-letniego transseksualistę. Przez kilka lat podawał mi blokery dojrzewania – niebezpieczne dla zdrowia środki blokujące działanie testosteronu – oraz hormony płci przeciwnej, czyli estrogeny. Tuż przed 18-stką psycholog, psychiatra i seksuolog po jednej wizycie, bez jakichkolwiek badań, sfabrykowali mi diagnozę transseksualizmu i skierowali, już oficjalnie, na zmianę płci, co nigdy nie powinno się było wydarzyć. Obecnie jestem po jej cofnięciu, wróceniu do prawdziwej płci, z którą się urodziłem, z czego bardzo się cieszę. Historię tę opisuję poniżej. Cały artykuł jest też dostępny w formacie PDF (do druku i czytników) tutaj.

 

Blog „To Tylko Teoria” istnieje i może się rozwijać dzięki niezależnemu wsparciu finansowemu moich Patronów i Patronek. Aby dołączyć do ich grona zapraszam do mojego profilu w serwisie Patronite.

 

zmiana płci detranzycja
Na zdjęciu po lewej jestem około rok po cofnięciu zmiany płci, na zdjęciu po prawej osiem lat po.

 

Transseksualizm – praprzyczyny

Jestem gejem i ma to duże znaczenie dla tej historii. Gdy miałem 12 lat, zmagałem się z brakiem samoakceptacji. To, że podobają mi się osoby tej samej płci, czułem już wcześniej. Po raz pierwszy dziecięce „zauroczenie” przeżyłem na wakacjach, gdzie z rodziną jeździliśmy co lato. Łowiąc codziennie ryby o 5 rano poznałem o rok starszego chłopaka, który przyjechał tam na kolonie. Poczułem do niego coś, co nazwałbym dokładnie tak, jak napisałem przed chwilą: dziecięcym zauroczeniem, bez jakichkolwiek odniesień do seksualności ani w ogóle kontaktu fizycznego. Miałem 7, góra 8 lat. W tym wieku wiele dzieci po raz pierwszy łapie się na tego typu niewinnej fascynacji osobą płci przeciwnej lub, u gejów i lesbijek, tej samej płci. Nigdy więcej go nie spotkałem, ale kolejne wydarzenia z mojego życia jednoznacznie wskazywały, że podobają mi się osoby tej samej płci. Dopiero później zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że jest to coś nietypowego, wręcz że uchodzi za niepożądane.

 

Świadomość tego, że pociągają mnie osoby tej samej płci, dojrzewała we mnie bardzo powoli i stopniowo. Z czasem, będąc już w starszych klasach szkoły podstawowej, a potem gimnazjum, wiedziałem, że dziewczyny ani trochę mi się nie podobały: tak emocjonalnie, jak i fizycznie. Pary jednopłciowe były z kolei nieakceptowane i aktywnie potępiane. Ba, były wręcz wyśmiewane, a określenie kogoś mianem „geja” stanowiło obraźliwe przezwisko. Kiedy zastanawiałem się nad swoją przyszłością, coraz częściej myślałem, że ułożenie normalnego, zdrowego, życia jako gej, będzie niemożliwe. Kształtowało się też we mnie przekonanie, że pociąg do osób tej samej płci jest zły. Wbrew stereotypom nie wynikało to z lekcji religii, bo na nich z podobnym, tylko łagodniejszym poglądem, negatywnym wobec homoseksualizmu, spotkałem się dopiero w liceum; nie pamiętam, by nawet względnie surowa zakonnica w gimnazjum uczyła nas negatywnego podejścia do gejów.

 

Trudno jest ukrywać orientację homoseksualną w wieku dorastania i tak jak wiele lesbijek i gejów wie, jest to dla rówieśników, którzy się o niej dowiedzą lub się jej domyślają, świetny powód do wyśmiewania, obrażania, znieważania albo straszenia, np. że komuś się o tym fakcie rozpowie. Bycie obiektem kpin, nękania, plotek, także ze strony kolegów, z którymi jeszcze do niedawna miało się dobre relacje, również wpędza w zakłopotanie i pogubienie w wewnętrznych odczuciach, tożsamości i odnoszeniu siebie i swojego rozwoju do innych. Jeden do niedawna bliski kolega udaje, że Cię nie zna, inny pluje w Twoim kierunku, i tak dalej. To także znacznie przyczyniało się do powstania we mnie przeświadczenia, że homoseksualizm to coś złego oraz pogłębiało moje zaburzenia postrzegania ciała.

 

Nie bez znaczenia jest, że na mój negatywny stosunek do gejów, ważny dla dalszych wydarzeń, wpłynął też wizerunek osób homoseksualnych w mediach. Przedstawiały one często zdjęcia z parad równości, na których widnieli dziwnie ubrani i niepokojąco zachowujący się geje, fetyszyści, ekshibicjoniści. A ja, podobnie jak bardzo wielu innych homoseksualnych mężczyzn, kompletnie się z takimi wzorcami i zachowaniami nie utożsamiałem. Nie utożsamiam się z nimi do dzisiaj. Przez taki medialny przekaz utwierdzałem się w przekonaniu, że homoseksualizm to coś dziwnego i odpychającego, a w każdym razie związanego z zaburzeniami – skoro jednostki wyglądające na zaburzone psychicznie i seksualnie są pokazywane jako geje i wydają się być niemal jedynymi, które otwarcie o tym mówią. Nie miałem świadomości, że medialny przekaz nie odzwierciedla rzeczywistości, że jest wielu zwykłych gejów spoza subkultury klubowej, ekshibicjonistycznej, paradującej. Tej ostatniej zresztą nie potępiam, ale krytykuję za jej zagalopowanie w złym kierunku.

 

Niestety stereotyp przaśnych, krzykliwych, niedojrzałych i histerycznie, teatralnie bądź ekshibicjonistycznie manifestujących swoją seksualność gejów subkultura gejowska oraz część mainstreamowych mediów promuje do dzisiaj, robiąc tym krzywdę kolejnym pokoleniom młodych, homoseksualnych chłopaków. Jako dziecko i nastolatek uległem złudzeniu, że tego rodzaju prowokacyjno-agresywny styl jest dla gejów standardowy, co stało się kolejną przyczyną wypierania orientacji. Straciłem nadzieję, że mógłbym znaleźć zwykłego chłopaka-geja, bo zacząłem myśleć, że „normalnych” gejów prawie nie ma. Dziś, po wieloletnim obserwowaniu środowiska aktywistów LGBT wiem, że powodem dominacji takich kontrowersyjnych osób bądź motywów na paradach jest to, że w wielu organizacjach LGBT znacznie większy wpływ na ich kształt i działalność aktywistyczną miały i mają nie osoby homoseksualne, a „queerowe”, fetyszyści, transseksualiści i inni specyficzni działacze, podpinający się pod temat homoseksualności, zyskującej coraz większą sympatię społeczną.

 

Pomysł na zmianę płci

W wieku 13 lat, borykając się z ogromnym dylematem dotyczącym orientacji, niemożnością normalnego dla tego wieku „chodzenia z kimś” i nasilającą się dysforią płciową, trafiłem na program „Rozmowy w toku”, prowadzony przez Ewę Drzyzgę, w którym przedstawieni byli transseksualiści. Wtedy pierwszy raz pojawiła mi się w głowie myśl, aby zainteresować się tym tematem. Szukając informacji w Internecie natrafiłem na forum dla osób trans. Dość szybko podłapałem kontakt z jednym z jego użytkowników – około 40-letnią wówczas osobą transseksualną typu m/k (dokonującą zmiany z mężczyzny na kobietę). Nazwę ją na potrzeby tego tekstu Ewą. Komunikacja między nami przeniosła się na popularne wtedy Gadu-Gadu i była dość intensywna. Z moimi problemami dotyczącymi tożsamości, orientacji, emocji, szkoły i innych zwracałem się właśnie do Ewy. Była osobą z reguły bezrobotną, z niedużej miejscowości w województwie opolskim, i miała sporo czasu na pisanie ze mną. Już w pierwszym etapie naszej internetowej znajomości nakłoniła mnie, abym używał żeńskich form, zamiast męskich. Była to perswazja, sugestia, żebym „nie bał” się pisać „jak dziewczyna”. Z czasem doszły do tego próby przekonania mnie, że powinienem ubierać dziewczęce rzeczy, stosować makijaż i malować paznokcie.

 

Ewa, podobnie jak sporo innych osób trans – o czym przekonałem się dosadnie, poznając wiele ludzi z tego środowiska – nie znosiła gejów. Pałała żywą nienawiścią do homoseksualizmu, o czym wielokrotnie mi pisała. Krytykowała, wyśmiewała, dewaluowała, demonizowała. Niechęcią tą utwierdzała również mnie, że geje to źli ludzie. Transseksualna Ewa była dla mnie kimś ważnym, choć poznanym tylko w Internecie, bo mogłem pisać do niej o różnych sprawach, w których nie czułem, bym mógł zaufać komukolwiek innemu. Brak bezpośredniego kontaktu na żywo (całość odbywała się przez Gadu-Gadu) bardzo sprzyjał tej nastoletniej naiwności.

 

Gdy miałem 14 lat, w naszych rozmowach pojawił się temat blokerów dojrzewania. Ewa zaoferowała, że będzie wysyłać mi lek o nazwie Androcur. Jest to wydawany na receptę octan cyproteronu, o działaniu antyandrogennym (hamuje testosteron). Ten bloker dojrzewania ma wiele skutków ubocznych, część z nich oznaczona jest jako występująca „często”. Między innymi są to (za ulotką): „toksyczne uszkodzenie wątroby, w tym żółtaczka, zapalenie wątroby, niewydolność wątroby”, „nastroje depresyjne”, „ginekomastia”, „zmęczenie”, „uderzenia gorąca”, „łagodne nowotwory mózgu (oponiaki)”, „łagodne i złośliwe guzy wątroby”, „zaburzenia zakrzepowo zatorowe”, „osteoporoza”. Po około pół roku, kiedy napisałem Ewie, że mam bóle brzucha po prawej stronie pod żebrami, powiedziała, że zapomniała mi powiedzieć, bym razem z Androcurem brał codziennie lek „osłonowy” na wątrobę (z sylimaryną), wydawany bez recepty.

 

Kilka lat później, około 18-stki, miałem wykonywaną densytometrię, czyli pomiar gęstości kości. Wykazała zaawansowaną osteoporozę (wskaźnik Z: -2,8). Lekarz opisujący wynik podał, że mam prawie ¼ ubytku masy kostnej względem prawidłowej dla mojego wieku.

 

korekta płci skutki uboczne
Wynik mojej densytometrii z 2011 roku, gdy miałem 18 lat. Z-score wskazuje na zaawansowaną osteoporozę.

 

Powtórzone po 10 latach badanie densytometryczne (w 2022 roku – gdy byłem już kilka lat po cofnięciu zmiany płci i odstawieniu wszystkich leków hormonalnych) wskazało osteopenię, i to pomimo prawidłowej diety, suplementacji witaminą D i bardzo aktywnego trybu życia, jaki zacząłem wieść, gdy otrząsnąłem się po traumie, którą była zmiana płci (tzw. korekta płci).

 

zmiana płci skutki uboczne
Moja densytometria z 2022 roku, czyli kiedy miałem 28 lat. Z-score wskazuje na osteopenię, w niektórych miejscach bliską osteoporozie.

 

Po niecałym roku, odkąd rozpocząłem zażywanie blokerów dojrzewania – gdy miałem jakieś 15 lat – Ewa zaczęła przysyłać mi również lek estrogenowy, dostępny tylko na receptę, i w tym przypadku wszystko w tajemnicy przed moją rodziną. Można powiedzieć, że wystartowałem wówczas już z pełną hormonalną terapią zmiany płci: nie tylko blokowałem swój testosteron, ale też przyjmowałem pochodną estradiolu w tabletkach. Czułem coraz większy dyskomfort i frustrację, gdy ktoś określał mnie po męsku albo gdy musiałem założyć jakieś typowo męskie ubranie. Czułem też ogromną niechęć do swojego ciała i jego męskich cech, odczuwałem wstręt oraz wstyd. Ewa, forum i portale dla osób trans, jak również przekaz transseksualnych aktywistów, utwierdzał mnie w tym wyobcowaniu i pchał ku kolejnym krokom zmiany płci, niczym członkowie sekty zachęcający nowicjusza do dokonania coraz radykalniejszych wyrzeczeń.

 

Jakby wtedy ktoś mnie zapytał czy jestem szczęśliwy, że „zmieniam płeć”, nie tylko potwierdziłbym, ale wręcz bym o tym zapewniał. Dlatego, gdyby w tamtym czasie przeprowadzono na mnie ankietę, czy jestem zadowolony ze „zmiany płci”, entuzjastycznie odpowiedziałbym, że tak. Uległem wówczas zjawisku dysonansu poznawczego, więc mimo fatalnego samopoczucia w związku z moim ciałem i sytuacją, miałem wrażenie, że idę w dobrym kierunku, a tranzycja płci mi pomaga. Im trudniejsze było dla mnie bycie (trans)„kobietą”, tym bardziej to wypierałem i uzasadniałem sam przed sobą sensowność dalszego brnięcia w ten obłęd. Ewa, a także publikowane przez transseksualnych aktywistów fałszywe informacje w Internecie, wraz z nadawaniem im pozorów rzetelnej wiedzy przez zideologizowanych seksuologów, psychologów i psychiatrów, zakorzeniały we mnie myśl, że to, co się dzieje, musi być właściwe.

 

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki finansowaniu od moich Patronów w serwisie Patronite. Chcesz również wesprzeć moją działalność? Dołącz tutaj.

 

 

Tak więc dorosły transseksualny mężczyzna, upodabniający swoje ciało do kobiecego poprzez zmianę płci, nakłonił 14-letniego mnie do mówienia i pisania w formie żeńskiej, kompletnie mieszając w mojej rozwijającej się psychice. Zachęcił mnie także do malowania twarzy i ubierania się bardziej dziewczęco. Nie były to szczególnie kobiece ubrania, bo głównie luźne, ale jednak damskie bluzy czy spodnie. Zresztą z tego powodu regularnie Ewa ganiła mnie, abym „szykował się” bardziej kobieco. Wielokrotnie wprost mówiła, że powinienem zacząć zakładać buty na obcasie, spódnice, sukienki itp., czego nie robiłem i z czego niejednokrotnie czułem, że muszę się jej tłumaczyć. Po dość krótkim okresie stosowania makijażu, praktycznie całkowicie zarzuciłem większość typowo kobiecych zabiegów. Jednak nie wiązałem tego z tym, że pomysł zmiany płci był dla mnie zły. Uważałem to raczej za coś oryginalnego i wygodnego. W tamtym czasie pisało się i mówiło dużo dobrego o „męskich”, „zaradnych” i „silnych” kobietach. Grywałem też regularnie w takie gry, jak np. „Tomb Raider” i archetyp tego typu kobiety mi imponował. Brzmi to infantylnie, ale ja byłem nastolatkiem. Nakłonionym jednak nie tylko do zmiany zaimków i żeńskiego stylu ubioru, ale przede wszystkim do identyfikowania się jako „transseksualna kobieta” i do zażywania silnych leków zmieniających metabolizm i gospodarkę hormonalną, negatywnie wpływających na rozwój mojego ciała.

 

Diagnoza transpłciowości

Równolegle do opisanych wydarzeń, zacząłem chodzić na wizyty diagnostyczne do poznańskiej poradni seksuologiczno-psychologicznej. Prowadził ją znany profesor, o którym później było głośno w mediach, gdyż został skazany na karę bezwzględnego więzienia za molestowanie pacjentek. Proces ten odbył się już po mojej styczności z nim, zaś ja prawie wszystkie konsultacje miałem z jego pracowniczką i doktorantką, dziś mającą stopień doktora. To ona przeprowadzała ze mną wywiad kliniczny i testy diagnostyczne. Dodatkowo, zrobiono mi też w tamtym czasie badanie genetyczne, aby sprawdzić, czy nie mam zaburzeń rozwoju płciowego (zwane też hermafrodytyzmem lub interpłciowością). Wykazało ono, że mam prawidłowy, męski kariotyp: 46XY.

 

kariotyp transseksualizm
Wynik mojego kariotypu, wskazujący na prawidłową liczbę chromosomów oraz męskie chromosomy płciowe. Dane dotyczące tego, komu udzielona została porada, są zamazane, ponieważ byłem w tamtym czasie niepełnoletni, wobec czego widnieją tam informacje mojej mamy.

 

Nie pamiętam dokładnie jak długo trwała ta diagnostyka psychologiczno-seksuologiczna. Zapadło mi w głowie, że był to kilkumiesięczny proces, a nie pojedyncze konsultacje. Na sam koniec zorganizowano mi też spotkanie z konsylium specjalistów na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ostatecznie prowadząca diagnozę psycholog, wraz z ów profesorem, wydała opinię na mój temat w grudniu 2008 roku.

 

Nie pomogły formułki, które wyczytałem na forum dla transseksualistów, aby mówić, że „od dziecka czułem się dziewczyną”, jak i inne wskazówki, podsuwane przez Ewę, w które w tamtym czasie szczerze wierzyłem. W skrócie opinia mówiła, że mam dysforię płciową (nazywaną wtedy „zespołem dezaprobaty płci”) i jestem nieakceptującym swojej homoseksualnej orientacji nastolatkiem, dążącym do zmiany płci, aby być postrzeganym jako heteroseksualna kobieta – w końcu gej po zmianie płci nadal będzie gejem, ale ze społecznego punktu widzenia będzie zarazem heteroseksualną kobietą. „Słabo uświadomione tendencje homoseksualne występujące u Łukasza Sakowskiego przy (…) wysokim dyskomforcie psychicznym wynikającym z braku akceptacji siebie w roli „geja”, spowodowały przyjęcie przez niego idei „bycia osobą transseksualną”, jako korzystniejszego wariantu w samoocenie” – brzmi jej fragment.

 

transseksualizm transpłciowość
Końcowy fragment mojej pierwszej diagnozy, którą otrzymałem w wieku 15 lat, w roku 2008. Zamazany fragment dotyczy informacji osobistych. Zespół dezaprobaty płci to synonim dysforii płciowej.

 

Diagnoza była słuszna, a cały proces przeprowadzony przez tę psycholog dokładny i wnikliwy, ale ja całkowicie ją zanegowałem. W czym, rzecz jasna, silnie „wsparła” mnie Ewa oraz internetowe „materiały edukacyjne” ze stron, forów i fundacji kierowanych do osób „trans”. Przekonywano na nich, że tranzycja to najlepszy wybór, co potwierdzają „specjaliści”. Później próbowałem wyprosić w tej poradni chociaż blokery dojrzewania, aby mieć je oficjalnie, a nie od Ewy, ale prowadzący gabinet seksuolog się na to nie zgodził. Czas i bieg wydarzeń pokazały, że ta decyzja była właściwa.

 

Moje dalsze losy – a miałem przy tej diagnozie 15 lat – wyglądały więc tak, że wciąż brałem blokery dojrzewania i hormony od Ewy (z czasem wysyłała mi już recepty na swoje imię i nazwisko, a nie wykupione opakowania leków), co ukrywałem przed wszystkimi. Żyłem w przekonaniu, że zmiana płci jest dla mnie czymś odpowiednim. Poza krótkimi okresami prezentowania się bardziej kobieco generalnie nie przywiązywałem do tego większej wagi. Sporo czasu i tak spędzałem w domu i okazji do jakiejkolwiek kobiecej ekspresji było niewiele. Kiedy nie musiałem wychodzić do szkoły to bywało, że dosłownie całe dwa lub trzy tygodnie nie opuszczałem mieszkania. Znajomości z dzieciństwa pozrywałem, ze wstydu i lęku, a często same upadały, bo prawie nikt nie chciał się zadawać z „dziwakiem”, jakim byłem. Nowych praktycznie nie zawierałem.

 

Byłem mocno wyalienowany, z wyłącznie internetowymi znajomościami, w tym przede wszystkim z Ewą. W zasadzie zapomniałem jak to jest wyjść na spacer czy spotkać się z kolegami. Bardzo mi tego brakowało, bo wychowałem się na blokowisku, gdzie normą było, że po odrobieniu zadań domowych, a w wakacje od rana do wieczora, z przerwą na obiad, biegało się z kolegami po podwórku. Potem takie normalne, dobre rzeczy, zaczęły wręcz budzić we mnie lęk. Zwykłe wyjście z domu potrafiło sprawić, że wpadałem w panikę.

 

Wiem, jak to jest nie wiedzieć, kim się jest i być z tego powodu zagubionym, zrozpaczonym, pustym. Jak to jest czuć tak silny lęk przed wyjściem z domu, że kolejne próby kończą się powrotem do pokoju dającego poczucie bezpieczeństwa. Jak to jest przesiadywać całymi dniami i godzinami w Internecie albo grać w gry komputerowe, nie mając żadnych bliskich znajomych, ani dalszych kontaktów społecznych.

 

Poza kwestiami środowiskowymi wpływ na moją alienację miały blokery dojrzewania, gdyż wśród częstych skutków ubocznych ich stosowania są „nastroje depresyjne”[1]. Kiedy ktoś jest pod ich wpływem i popada w depresję, dużo trudniej jest mu zrozumieć swoje emocje i motywacje i tym samym zahamować proces zmiany płci, obojętnie jak bardzo by był szkodliwy. Dlatego, choć 60-90% osób wyrasta z dysforii płciowej, co potwierdzają liczne badania naukowe [2],[3],[4],[5],[6],[7],[8],[9],[10], to wśród tych, którzy już zaczęli zażywać leki, odsetek osób, którym dysforia minęła, maleje. Jednak co najmniej u części z nich nie dlatego, że zmiana płci im służy, lecz ponieważ nie są mentalnie w stanie zrozumieć, co się z nimi dzieje i zdecydować się na cofnięcie zmiany płci, gdyż blokery dojrzewania rozregulowują proces dojrzewania mózgu. Ja byłem takim właśnie przypadkiem.

 

Blokery dojrzewania
Fragment ulotki leku Androcur (bloker dojrzewania), czyli octanu cyproteronu, ukazujący częste skutki uboczne.

 

Co więcej, blokery dojrzewania i leki hormonalne podawane w tak młodym wieku, oprócz tego że oddziałują na mózg i psychikę, powodując stany depresyjne, to wywołują też symptomy przypominające menopauzę. Pamiętam, jak wielokrotnie budziłem się w nocy cały spocony, ale tak, że pościel była mokra, jak po wyjęciu z pralki. Do tego nieregularne uderzenia gorąca czy nagłe stany wzburzenia emocjonalnego. Te przykre doświadczenia mogą dodatkowo skłaniać do zdecydowania się na dalszą zmianę płci, byle tylko wszystko to już minęło. Zmiana płci jest więc samonapędzającą się, masochistyczną karuzelą, z której bardzo trudno zrezygnować.

 

Tranzycja płciowa w wieku nastoletnim

Później nadszedł czas liceum, gdzie próbowałem funkcjonować jako dziewczyna, również okresowo starając się być „bardziej kobiecym”, za kolejnymi namowami Ewy. Być może czerpała ona jakąś przyjemność z wizji mnie jako hiperkobiecej kobiety. Co jakiś czas nalegała, abym zaczął nosić szpilki czy sukienki, czemu jednak nie uległem, ale próbowałem na inne sposoby. Wyglądało to raczej komicznie, bo ani nie lubiłem ani nie potrafiłem robić sobie makijażu. Pamiętam też, jak irytowało mnie marnowanie czasu na takie rzeczy. Ponownie więc po pewnym okresie odpuściłem, uznając się za „męską kobietę” – wzorzec, któremu hołdowałem.

 

Nie „udawałem” kobiety, lecz realnie czułem, że robię to, co powinienem i wmawiałem sobie, że „jestem” kobietą. To nie była gra czy podstęp, ani też „przebieractwo” – nie miało to dla mnie charakteru, czy nawet podtekstu seksualnego, fetyszystycznego lub teatralnego. Nie traktowałem tego jako „przebieranie się za kobietę” lub „granie kobiety”. Był to efekt wewnętrznego pogubienia i wmówienia mi, że moje problemy z brakiem akceptacji siebie skończą się, jeśli będę pielęgnował kobiecą tożsamość. Odkąd dokonałem detranzycji, czyli cofnięcia zmiany płci, nigdy już się na kobietę nie stylizowałem ani się nią nie czułem. Zrozumiałem jakiej płci jestem i zaakceptowałem mój homoseksualizm.

 

Oczywiście funkcjonowanie jako kobieta, kiedy jest się mężczyzną, nie jest możliwe. Jednak żyłem w przekonaniu, że gdy będę miał 18 lat i dokonam formalnej zmiany płci, czyli zmiany dokumentów tożsamości na żeńskie, zacznę normalne życie i wszystko się zmieni. Taką wizję roztaczał przede mną świat transseksualnych aktywistów i organizacji zajmujących się promowaniem tej toksycznej ideologii. Problemów z niedopasowaniem siebie do roli „dziewczyny” doszukiwałem się w czynnikach zewnętrznych, w niektórych sytuacjach obarczając winą „transfobię” i „złe” społeczeństwo. Wciąż wypierałem, że mógłbym być gejem.

 

Gdyby to wszystko działo się dziś, w roku 2023, być może identyfikowałbym się w wieku nastu lat jako niebinarny. Wtedy o czymś takim, jak niebinarność, w ogóle nie było w Polsce mowy, nawet na forach transseksualistów; moda na subkulturę niebinarności przybyła dopiero później. Dawało by mi to pewne poczucie rozmycia, ucieczki od zdecydowanych określeń oraz działań, a więc i odpowiedzialności, a dodatkowo nie wymagało by zażywania blokerów dojrzewania i hormonów. Ale zarazem przez nieścisłość, subiektywność i niekonkretność powodowałoby tkwienie w zawieszeniu, normalizowanie patologicznego stanu i, w dłuższej perspektywie, przeszkadzałoby w zrozumieniu problemu i jego przyczyn oraz wyjściu z niego. Poza tym w czasach, kiedy zmieniałem płeć, czyli latach 2007/2008-2014, to zwłaszcza na początku tego okresu proces zmiany płci nie cieszył się popularnością w mediach. Dzisiaj jest natomiast tak, że młodzi ludzie za stwierdzenie, że są transseksualni lub niebinarni, otrzymują uznanie, ponieważ uchodzą za mniejszość, za poszkodowanych, za ofiary, za osoby zasługujące na przywileje. Niektórzy aktywiści, influencerzy i dziennikarze zrobili wielkie kariery praktycznie tylko na tym, że „są trans” albo że są „rodzicami osoby trans”. Wszystko to sprawia, że taka tożsamość może być kusząca, czego nie było w otoczeniu, w którym ja „decydowałem” o mojej zmianie płci.

 

Specjaliści, którzy sfabrykowali diagnozę

Wracając do mojej historii: na krótko przed osiemnastką poszedłem do pewnej poznańskiej psycholożki. Była znana w środowisku transseksualistów. Polecano ją na forach, oficjalnie rekomendowała ją jako rzetelną ekspertkę fundacja Trans-Fuzja. Zrobiła na mnie wrażenie miłej, mającej poczucie misji. Wyjaśniłem jej, że od kilku lat otrzymuję „na czarno” blokery dojrzewania i hormony, od osoby transseksualnej poznanej w Internecie, oraz że moi rodzice o tym nie wiedzą. Nie zmartwiło jej to, przeciwnie. Wyraziła entuzjazm, że mogłem od tak młodego wieku „być sobą”. Powiedziałem jej również o diagnozie sprzed trzech lat, na co dosłownie machnęła ręką i zareagowała z uśmiechem, że jej autor i tak będzie wkrótce siedział w więzieniu za molestowanie (proces ów profesora seksuologii już trwał, ale wyrok jeszcze wtedy nie zapadł). Dodała, żebym nie mówił o tej diagnozie w Sądzie podczas procesu, lecz po prostu o tym zapomniał. Powiedziała też, że w razie pytań Sądu powinienem mówić, że chodziłem do niej na wizyty przez dłuższy czas, a nie tylko dwa razy – czyli tak, jak było naprawdę – oraz abym nie mówił, że brałem hormony od Ewy. Zwyczajnie namówiła mnie do kłamstwa.

 

Zaproponowała, że na następne spotkanie przygotuje opinię psychologiczną zaświadczającą o moim transseksualizmie, i abym przyszedł na nie z mamą. Pamiętam, że jeszcze dwukrotnie spytałem, czy nie możemy zrobić testów psychologicznych. Odpowiedziała, że i tak nie byłoby czasu, bo zamyka już na stałe gabinet i lada dzień wylatuje do Kanady. Nie wzięła ode mnie żadnych pieniędzy. Nie wiem czy dlatego, że wspomniałem jej także o finansowych problemach, czy ponieważ była „na wyjściu” i nie mogła już wystawiać rachunków. Na kolejnym spotkaniu zapewniła mamę, zmartwioną brakiem testów diagnostycznych, że jestem „transseksualny”. Powtórzyła, aby w Sądzie nie mówić o opinii profesora „od molestowania” i by w razie czego powiedzieć, że chodziłem do niej na konsultacje wielokrotnie. Podała mi kontakt do jej zaprzyjaźnionej psychiatry i seksuolożki, których zaświadczenia diagnostyczne o moim „transseksualizmie” były potrzebne do Sądu – do prawnej zmiany płci (tzw. uzgodnienie płci) w dokumentach – i życzyła wszystkiego dobrego.

 

„Niniejszym zaświadczam, iż na podstawie spotkań diagnostyczno-terapeutycznych, podczas których przeprowadzony został wywiad kliniczny oraz bateria testów psychologicznych z Łukaszem Sakowskim (tu padają moje dokładniejsze dane oraz żeńskie imię, które wybrałem) stwierdzam, iż jest osobą transseksualną” – brzmi opinia psycholożki. Jest ona całkowicie sfabrykowana. Nie miałem u niej żadnych spotkań diagnostyczno-terapeutycznych. Nie przeprowadziła ze mną również jakichkolwiek testów. Końcowe zdanie jej opinii – „Nie stwierdza się u pacjentki zaburzeń natury psychicznej” – brzmi pokrzepiająco, ale nie zostało podparte żadnymi analizami. Wszystko było przez tę psycholożkę zmyślone i zapisane w dokumencie kierującym mnie na zmianę płci, gdy byłem krótko przed osiemnastką.

 

transseksualizm zmiana płci
Sfabrykowana diagnoza, którą otrzymałem na drugiej wizycie, w roku 2011, dwa miesiące przed osiemnastką. Również zdanie o tym, że byłem w pełni świadomy konsekwencji zmiany płci jest kłamstwem, zarówno w tym sensie, że nie byłem, jak i w tym, że ów psycholożka w żaden sposób tego u mnie nie zbadała.

 

Zacytuję tu jeszcze fragment tej pogłębionej opinii z 2008 roku, wystawionej gdy miałem 15 lat, i którą zanegowałem pod wpływem Ewy, a na którą fabrykująca diagnozę psycholożka machnęła ręką: „Łukasz Sakowski nie przejawia zachowań charakterystycznych dla osób transseksualnych, brak u niego wykładników transseksualizmu, a tym samym brak uzasadnienia do dalszego postępowania przewidzianego dla osób z tym zaburzeniem”.

 

W następnym kroku udałem się do lekarzy, do których odesłała mnie fabrykująca diagnozę psycholożka. Było to konieczne, ponieważ do Sądu oprócz diagnozy psychologicznej potrzebna była również psychiatryczna i seksuologiczna. U psychiatry wizyta trwała około 10 minut. Zapytała mnie, czy nie mam urojeń, zmian nastroju albo myśli samobójczych, po czym wypisała zaświadczenie z diagnozą transseksualizmu. Nie zrobiła żadnych badań ani rzeczywistego wywiadu klinicznego. Dziś kobieta ta nie żyje – zmarła kilka lat temu. Z kolei seksuolożka (a zarazem ginekolożka) – która także nie zrobiła mi żadnego rzetelnego wywiadu klinicznego w kierunku transpłciowości ani zaburzeń mogących dawać objawy dysforii płciowej, pomimo iż wystawiła mi zaświadczenie z diagnozą transseksualizmu oraz przepisywała leki hormonalne na receptę – przyjmuje pacjentów do dzisiaj. Pamiętam, że jej podejście było niezwykle lekkomyślne: jej główna uwaga dotyczyła tego, że „wyglądam super”, a moje obawy o wątrobę całkowicie zbyła stwierdzeniem, że „są ważniejsze sprawy, którymi trzeba się zająć”. Dla tych lekarzy i psychologów, działających w nurcie afirmacji zamiast realnej pomocy, ważniejsze było zrobienie ze mnie transseksualisty, niż moje zdrowie psychiczne i fizyczne, które w tamtych okresie były w coraz gorszym stanie.

 

Podejrzewam, że działało to tak, że seksuolożka i psychiatra, mając „cynk” od tej konkretnej psycholożki, wystawiały bezrefleksyjnie zaświadczenia diagnostyczne. Krąg poleceń robił swoje i tak funkcjonował ten mały system „transowania” dorosłych i nieletnich – w tym mnie. Zamiast skierować mnie na psychoterapię, której potrzebowałem, popchnięto mnie do zmiany płci, która mi zaszkodziła. Miałem ogromny chaos w głowie, niepoukładane podstawowe aspekty osobowości i tożsamości, objawy depresji, zanik kontaktów społecznych i zaburzenia lękowe. Tranzycja była ostatnią rzeczą, której mogłem naprawdę chcieć i potrzebować.

 

Z perspektywy czasu widzę, że działania tej trójki – psycholożki, seksuolożki oraz psychiatry – były nie tylko nieetyczne i nielegalne, ale również niezgodne z wiedzą naukową. Część cytowanych przeze mnie wcześniej artykułów naukowych [2],[4],[7],[8],[9],[10], udowadniających że dysforia płciowa w 60-90% przypadków mija z wiekiem, była opublikowana przed rokiem 2011, kiedy to otrzymałem tę sfabrykowaną diagnozę. Wobec tego wszystkie trzy „specjalistki”, u których byłem, miały obowiązek zawodowy znać te dane i stosować je w swojej praktyce klinicznej. A jednak żadna tego nie zrobiła. Jedyne, co mogę przytoczyć na obronę fabrykującej diagnozę psycholożki to to, że gdy powiedziałem jej o przyjmowanych „na czarno” blokerach dojrzewania i hormonach od Ewy, poleciła mi zrobić badanie gęstości kości (o którym wcześniej wspominałem).

 

Prawna zmiana płci poprzez Sąd i Urząd Stanu Cywilnego trwała około roku i wbrew temu, co głoszą aktywiści transseksualni, przedstawiający ten proces jak niekończącą się mordęgę, wcale nie była trudna. A w dodatku było to ponad 10 lat temu, kiedy sędziowie standardowo powoływali podczas procesu biegłych sądowych, w tym w moim przypadku. Wydłużało to całą sprawę, bo wymagało wyznaczenia biegłego psychologa i dodatkowego terminu rozprawy. Aktualnie już nie zawsze jest to praktykowane.

 

Coś tu nie gra

Kiedy rozpoczynałem studia, wyglądałem już, przynajmniej jeśli nie zwracać uwagi na szczegóły, jak młoda kobieta. Nie miałem zarostu, moje rysy twarzy były w miarę możliwości delikatne, włosy długie, sylwetka kobieca. Jako tako panowałem nad głosem i potrafiłem go zawyżać. Ze względu na przyjmowanie blokerów i hormonów od 14./15. roku życia urósł mi biust, ukształtowało się wcięcie w talii, a miednica była szeroka. Pójście na uniwersytet potraktowałem trochę jako „rozpoczęcie czegoś nowego”, mając też już żeńskie dane osobowe i żeński PESEL.

 

Jednak bardzo szybko okazało się, że stare problemy nie zniknęły. To mit, że tranzycja płci „leczy” z depresji, problemów w relacjach społecznych, autyzmu, zaburzenia osobowości typu borderline, nieakceptacji swojej orientacji seksualnej, myśli samobójczych, czy innych kłopotów. Wielokrotnie już spotkałem się z zarzutami o „transfobię”, gdy pisałem, że osoby z dysforią płciową, zwłaszcza młode, powinny iść na psychoterapię, a nie być kierowane na zmianę płci. Natomiast zdaniem psychiatrów i psychologów z coraz bardziej dochodowej branży zmiany płci problemy takich osób są spowodowane niezgodnością płciową/transseksualizmem i odmawianie im tranzycji płciowej jest „transfobią”. Według mnie jest to popychanie osób z poważnymi problemami ze sobą na drogę, która nie tylko nie pomaga, ale wręcz niszczy zdrowie i życie.

 

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki finansowaniu od moich Patronów w serwisie Patronite. Chcesz również wesprzeć moją działalność? Dołącz tutaj.

 

 

Chociaż dotychczasowe badania pokazują, że stosunkowo niewiele osób rezygnuje ze zmiany płci [11],[12],[13],[14],[15] – od jednego do około dziesięciu procent badanych – to istnieje szereg poważnych powodów, przez które dane te są dramatycznie zaniżone. Główny z nich dotyczy metodologicznego błędu przeżywalności (ang. survivor bias). Polega on na tym, że do badań odsetka detranzycji – czyli odsetka pokazującego, ile osób cofa zmianę płci – zalicza się osoby, które prawnie zmieniły płeć, a następnie wróciły do swojej prawdziwej płci. Tymczasem bardzo dużo osób rezygnuje z tranzycji płci nim metrykalnie zmieni sobie dokumenty tożsamości. Osoby te nie są z reguły wliczane do takich badań.

 

Aby uzmysłowić skalę błędu przeżywalności, wyobraźmy sobie hipotetyczny przykład, gdzie na 100 osób rozpoczynających zmianę płci jedynie 20 dokonuje metrykalnej (czyli prawnej) zmiany w dokumentach, a pozostałe 80 cofa ten proces, zanim zdecyduje się na krok prawny. Następnie z tych 20 osób jedna cofa zmianę płci, zaś pozostałe 19 przy niej obstaje. W oficjalnych statystykach będzie więc informacja, że tylko 5% osób (jedna na dwadzieścia) dokonuje detranzycji, podczas gdy w rzeczywistości w tym przykładzie byłoby to 81% (81 osób na 100).

 

Prowadzę aktualnie zbiórkę na pomoc prawną w zakresie pociągnięcia do odpowiedzialności nieuczciwych lekarzy i psychologów. Zbiórka znajduje się tutaj.

 

Kolejny poważny błąd metodologiczny, przez który wskaźnik cofnięcia zmiany płci jest względnie niski w dzisiejszych statystykach, wynika z tego, że badane okresy zadowolenia z tranzycji wynoszą zwykle od kilku do kilkunastu lat, a zmiana płci jest czymś, o prawidłowości czego można wnioskować dopiero pod koniec życia. Wiele osób zrezygnuje ze zmiany płci po 8, 10, 20 latach, kiedy trafią w końcu na dobrego psychoterapeutę albo odpowiednie okoliczności życiowe, skłaniające do refleksji oraz emocjonalnej, psychicznej i intelektualnej dojrzałości. Ci, którzy zasilają statystyki „zadowolonych ze zmiany płci”, po kilku latach mogą okazać się dowodem na to, że zmiana płci to proces okaleczający, a nie leczący. „Detranzycja może być zjawiskiem częstszym, niż wcześniej odnotowywano” – zauważają naukowcy [16].

 

Zwolennicy zmiany płci często odwołują się do prac naukowych sprawdzających, ile osób cofnęło zmianę płci pięć lat po jej rozpoczęciu, które to prace wskazują zwykle na kilka procent badanych. Tymczasem „istnieją pewne dowody, że ludzie dokonują cofnięcia zmiany płci średnio 4 lub 8 lat po całkowitej zmianie płci” – stwierdzają badacze[16]. Ja zmianę płci cofnąłem po 8 latach, więc gdyby objęto mnie takim 5-letnim okresem badawczym, również zasilałbym statystyki „zadowolonych”.

 

Zmiana płci (korekta płci): rezygnacja

W okresie studiów, kiedy teoretycznie powinienem wieść szczęśliwe życie „trans-kobiety”, mającej udany „passing”, moje wątpliwości jeszcze bardziej się nasilały. Gdy zaplanowałem po raz pierwszy, około 20-stki, operację orchidektomii (usunięcia jąder), stres i napięcie mocno we mnie narastały. Zbliżający się termin skutecznie zmotywował mnie do odwołania zabiegu. Ewa wyraziła wobec tego dezaprobatę. Chwaliła się też, że jej, przy użyciu jakichś trików administracyjnych, udało się przeprowadzić go na NFZ, poprzez sfabrykowanie diagnozy choroby jąder. Natomiast pełnej operacji wszycia penisa do wewnątrz w celu stworzenia imitacji waginy, podobnie jak większość transseksualnych „kobiet”, nie miała.

 

Sam przed sobą odwołanie operacji tłumaczyłem „obiektywnymi” przesłankami (kwestie finansowe, czasowe itd.) – racjonalizowałem. Jednak w głębi poczułem ulgę. Przełożyłem to na później; nie pamiętam już czy o pół roku, czy bardziej rok. Minęły miesiące, a ja odwołałem również drugi termin i tym razem nie rezerwowałem kolejnego. Do zabiegu ostatecznie nie doszło. I bardzo dobrze, bo gdybym wykonał tę operację, musiałbym po detranzycji do końca życia zażywać szkodliwe dla zdrowia leki hormonalne, miałbym też problemy natury seksualnej i stałbym się bezpłodny. Uratowałem się dzięki własnemu rozsądkowi, głębokiemu i coraz silniej uświadomionemu poczuciu, że cała idea „zmiany płci” to absurdalny i patologiczny pomysł, a także dzięki wiedzy biologicznej (studiowałem już wówczas biologię) i zdystansowanie się od Ewy.

 

Targał mną też efekt utopionych kosztów, czyli poczucie, że tyle już straciłem czasu, zdrowia, nerwów, kontaktów społecznych i pieniędzy na proces zmiany płci, że „bez sensu” byłoby się teraz wycofywać, nawet jeśli to najlepsze, co mógłbym zrobić. Ten błąd poznawczy jest z pewnością kolejnym powodem zaniżającym statystyki detranzycji. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak bardzo cierpią osoby, które zrobiły chirurgiczną operację zmiany płci i wypierają, że to był błąd, aby nie oszaleć z rozpaczy. To tłumaczy również, czemu tak namiętnie atakują ludzi takich jak ja, którym udało się cofnąć zmianę płci. Wstyd przed innymi i wstręt do siebie są w takiej sytuacji ogromne. Doskonale pamiętam, jak bałem się przyznać sam przed sobą, a potem przed innymi, że zmiana płci była błędem. Niektórzy zamiast zaakceptować, że podjęli złą decyzję (lub zostali do niej popchnięci czy zmanipulowani, jak w moim przypadku) i próbować odwrócić jej skutki, będą korzystać z wszelkich możliwych sposobów, aby odwrócić swoją uwagę od tego faktu, tkwiąc w patologicznej sytuacji.

 

Wiedza ma znaczenie

Ważnym, choć nie pierwszorzędnym czynnikiem w całym tym procesie, było zdobycie wiedzy biologicznej. Ponieważ studiowałem biologię i studia te traktowałem naprawdę poważnie, dużo się na nich nauczyłem. Prace dyplomowe napisałem z biochemii i histologii oraz genetyki. Ogółem sądzę, że dużo na tych studiach skorzystałem i sporo się nauczyłem. Nie tylko w kontekście uzyskanej wiedzy, ale również umiejętności świadomego i rozumnego poruszania się po naukach przyrodniczych, czytania badań naukowych, weryfikowania informacji i innych tego rodzaju narzędzi, które rozwijam do dziś. Dzięki temu zacząłem zauważać, jak wiele dogmatów obecnych w narracji działaczy transpłciowych to dezinformacja, manipulacje i kłamstwa, dla niepoznaki nazywane „nowoczesną nauką”, z którą w rzeczywistości nie mają nic wspólnego. Najczęściej poprzez wielokrotne, natrętne powtarzanie, że nauka – a zwłaszcza rzekomo psychologia i seksuologia – popiera ich tezy, udaje im się przekonać do siebie nieświadome osoby, takie jak ja wcześniej. Do dziś mam w pamięci, jak sam klepałem te formułki rodzicom: „Przecież tak mówi nauka”, „to są fakty, wynikające z opinii seksuologów”.

 

Dzięki wiedzy biologicznej – czy szerzej, przyrodniczej – dostrzegłem, jak absurdalne i niezgodne z faktami są poglądy takie jak: „Płeć biologiczna nie istnieje”; „Płeć to spektrum”; „Płci jest wiele, a jedną z nich jest transpłciowość”; „Płeć można sobie wybrać”; „O płci decyduje mózg i psychika, a nie biologiczna płeć”; „dysforia płciowa jest nieodwracalna”, „transpłciowość jest wrodzona”. Te i inne dezinformujące tezy, podchodzące pod denializm płci, są jedynie życzeniami aktywistów, nie mają natomiast najmniejszego oparcia w rzetelnej, ugruntowanej i nie powiązanej z aktywizmem nauce.

 

Detranzycja – powrót do swojej prawdziwej płci

W maju lub czerwcu 2014 roku, przy okazji badań endokrynologicznych, udałem się na bezpłatną konsultację psychologiczną w ramach dziennego pobytu w szpitalu. Choć była pojedyncza i trwała około półtorej godziny, dała mi bardzo dużo. Nie przyznałem się na niej, że myślę o cofnięciu zmiany płci. Czułem wstyd i gdy psycholożka poruszyła ten temat wprost, zaprzeczyłem. Zadała mi jednak właściwe pytania, a to skłoniło mnie do dalszych refleksji.

 

Latem 2014 roku zdecydowałem się na odstawienie leków hormonalnych. Trochę później przyznałem się rodzinie, że zmiana płci to był błąd. Zerwałem też całkowicie kontakt z Ewą. Zastanawiałem się, jak to zrobić, aby wrócić z powrotem do męskich danych osobowych, gdyż nie istniała ścieżka prawna dla takiej sytuacji. O pomoc zwróciłem się na forum dla osób trans. Spotkałem się tam jednak z wrogością, uznano mnie za zdrajcę. Niektóre osoby napisały, że jeśli już muszę odkręcać tranzycję, to żebym zrobił to zagranicą, a nie w Polsce, bo przeze mnie polskie sądy będą mniej chętnie wydawać pozytywne (dla zmiany płci) orzeczenia. Fakt, że od ponad roku – odkąd zacząłem na blogu poruszać temat płci – jestem nękany i szkalowany przez transaktywistów oraz ich otoczenie, też nie jest przypadkowy. Dowiedziałem się jakiś czas temu, że środowisko polskich działaczy transseksualnych skądś wie o moim powrocie do prawdziwej płci. Byłem nawet szantażowany przez jednego z bardziej rozpoznawalnych transseksualistów w tym kraju, że może ujawnić moją prywatną historię. Prawdę mówiąc, w dużej mierze właśnie to skłoniło mnie do dokonania niniejszego coming-outu.

 

W pierwszej kolejności udałem się do biegłej sądowej psycholożki, która wystawiła mi opinię podczas pierwszego procesu sądowego tuż po 18-stce. Dla jasności: nie była to ta, która sfabrykowała diagnozę – biegła sądowa to zupełnie inna osoba, jeszcze jeden psycholog, ale wybierany z ramienia Sądu. Poradziła mi, abym złożył w Sądzie pozew na takiej samej zasadzie, jak poprzednio, tyle że w kierunku uznania, że jestem mężczyzną. (Sąd w swoim orzeczeniu przy procesach zmiany płci uznaje, że ktoś jest określonej płci – przeciwnej do biologicznej – i na tej podstawie można potem dokonać zmiany w akcie urodzenia i wyrobić nowy dowód osobisty w urzędzie.) Była biegła zaoferowała też, że poprze w Sądzie moje powództwo.

 

W swojej pierwotnej opinii dla Sądu – podczas pierwszego procesu – do której zrobiła ze mną i moimi rodzicami wywiad kliniczny oraz kilka testów, biegła sądowa napisała, że „U osób w tym wieku nadal bardzo intensywnie kształtuje się osobowość oraz indywidualne poczucie tożsamości płciowej”, a także że kształtowanie „identyfikacji płciowej nie jest jeszcze zakończone”. W trakcie zeznań przy pierwszym postępowaniu (podczas zmiany płci na żeńską) biegła powiedziała też, żebym był ostrożny z nieodwracalnymi operacjami chirurgicznymi.

 

tranzycja płci
Fragment opinii diagnostycznej biegłej sądowej podczas pierwszego procesu zmiany danych osobowych (w trakcie zmiany płci), z roku 2012.

 

Przy pierwszym procesie sądowym (podczas tranzycji) sędzia pytała mnie, czy ktoś wpływał na moją decyzję o zmianie płci, czemu ja zaprzeczałem. Robiłem to zresztą nie w pełni świadomie. To znaczy, nie czułem, że mówię nieprawdę i nie rozumiałem jeszcze wtedy, jak bardzo zostałem jako nastolatek zmanipulowany. Nie wiedziałem też, jak zły był mój stan emocjonalny i psychiczny, i że rozwojowo nie byłem zdolny do wolnego i świadomego podjęcia takich decyzji. Cały czas tkwiłem w przekonaniu, że wszystko było moją własną decyzją i nie chciałem sam przed sobą przyznać, że byłem urabiany przez dorosłego transseksualistę, być może fetyszystę, do podejmowania radykalnych zmian w moim ciele. W mój „powrotny” proces sądowy (podczas detranzycji) włączyła się prokuratura, która również była po mojej stronie. Domyślam się, że prokuratorka zrobiła to, aby wzbudzić czujność co do ewentualnych manipulacji ze strony osób trzecich, takich jak Ewa.

 

Podczas sądowego procesu detranzycji przyznałem się przed Sądem do opinii, którą otrzymałem w wieku 15 lat od niesławnego seksuologa oraz jego doktorantki, a którą przy pierwszym procesie zataiłem. Winę wziąłem wtedy na siebie, nie tłumacząc psycholożki, która dała mi sfabrykowaną opinię i poleciła kłamać. Zależało mi na jak najszybszym dokończeniu procesu detranzycji. Byłem niezwykle zestresowany, że może się nie udać. Wiedziałem przy tym, że jeśli o tym opowiem, psycholożka od sfabrykowanej diagnozy będzie wzywana wprost z Kanady na przesłuchanie, co zabierze kolejne miesiące na dodatkowy termin rozprawy. Wówczas kwestia winy nie miała dla mnie znaczenia, mój priorytet był inny.

 

Ponieważ tej pierwszej, celnej opinii diagnostycznej z 2008 roku nie miałem – zniszczyłem ją zaraz po tym, gdy ją otrzymałem w wieku 15 lat – musiałem nawiązać kontakt z psycholożką z poradni seksuologicznej, która robiła mi wówczas te badania i wystawiła diagnozę wraz ze wspomnianym profesorem seksuologii. Udało jej się je znaleźć te dokumenty w archiwum, przekazała mi je i wróciłem z nimi do Sądu. Sędzia ponownie wyznaczyła biegłych sądowych. Dwa fragmenty ich opinii także chcę tutaj zacytować.

 

detranzycja płci
Fragmenty opinii biegłych sądowych podczas procesu detranzycji (cofania zmiany płci) w Sądzie, w roku 2015.

 

W wyniku drugiego procesu sądowego otrzymałem w końcu pożądane orzeczenie i mogłem z powrotem zmienić dane osobowe na męskie. Otrzymałem trzeci w życiu PESEL: pierwszy miałem przy urodzeniu, drugi podczas tranzycji, a trzeci – przy detranzycji.

 

W tamtym czasie, po prawnym powrocie do mojej prawdziwej płci, mogłem już wykonać operację usunięcia piersi, której wcześniej lekarze nie chcieli mi zrobić. Formalnie był to zabieg na ginekomastię, ale chirurg powiedział mi, że funkcjonalnie rzecz biorąc będzie to pełna mastektomia. Blokery dojrzewania oraz leki hormonalne zacząłem brać tak wcześnie i zażywałem je tak długo, że tkanka gruczołowa urosła jak u biologicznej kobiety. Moja klatka piersiowa do dzisiaj jest przez to trochę zniekształcona, a blizny po operacji są bolesne. Mam też szerszą, kobiecą miednicę, z którą nic nie jestem w stanie zrobić – wcześnie zażyte blokery i hormony doprowadziły do kobiecej budowy kości. Przykład ten dobrze obrazuje, jak groźna dla zdrowia jest zmiana płci – bo chociaż nie przeszedłem żadnej poważnej operacji z zakresu zmiany płci, typu kastracja (orchidektomia), to i tak, aby chociaż częściowo cofnąć skutki brania blokerów dojrzewania i hormonów żeńskich, musiałem mieć poważny zabieg chirurgiczny w pełnym znieczuleniu, pod narkozą. Była to dla mnie ciężka operacja, z której skutkami mierzyłem się przez dłuższy czas, będąc jeszcze później zmuszonym do dodatkowych kosztownych zabiegów, m.in. z powodu bolesnych i nieestetycznych blizn.

 

Łukasz Sakowski trans
Ja w roku 2015, krótko po detranzycji. Fot. Kamila Bejenka.

 

Chociaż moje gonady po jakimś czasie od odstawienia blokerów i hormonów na szczęście wróciły do produkcji testosteronu, dzięki czemu nie muszę go zażywać w formie uszkadzających wątrobę leków, to długo jeszcze zajęło, zanim przestałem być raz po raz brany za kobietę, mimo obcięcia na krótko włosów i zakładania już męskich ubrań. Jeszcze dziś zdarza się czasem, że ktoś przy rozmowie telefonicznej powie do mnie „pani”, po głosie, ale sytuacje takie, jak ta która spotkała mnie niedawno – sąsiadka z malutkim dzieckiem, jadąc razem ze mną w windzie, kilkakrotnie poprawiała je, gdy nazywało mnie „pani” – nie budzą we mnie złości czy smutku, lecz są zabawne. Zapewne już na zawsze będę miał delikatniejsze, sfeminizowane rysy twarzy.

 

Formalną i medyczną detranzycję mam już za sobą, ale z konsekwencjami tego, co się wydarzyło, borykałem się dalej i zmagam się do dzisiaj. Podwyższone ryzyko różnych chorób, osteopenię czy zniekształconą klatkę piersiową będę miał już zawsze. Podobnie jak złe wspomnienia z traumy, którą niewątpliwie jest proces okaleczenia ciała i psychiki, zwany tranzycją płci lub zmianą płci.

 

Luki w medycynie

Mój przykład pokazuje, jak duże luki mają badania wykazujące niewielki odsetek osób dokonujących detranzycji, i wskazujące na rzekome powszechne zadowolenie ze zmiany płci. Niedawno opublikowane badanie, które cytowałem wcześniej, w mediach ogłoszone jako niezbity dowód, że tranzycja płci to świetne rozwiązanie dla młodych ludzi z dysforią płciową, obejmowało okres zaledwie pięciu lat. Moje kluczenie po tej szkodliwej ścieżce zmiany płci trwało mniej więcej 8 lat. Gdyby takie badanie zrobiono wtedy Polsce, byłbym jedną z osób zasilających „statystykę zadowolonych”.

 

Ludzie dekadami mogą wypierać różne doświadczenia, uczucia i cechy własnej osobowości i tożsamości. Rzetelne badania tego typu musiałyby do śmierci śledzić życie osób twierdzących, że są zadowolone z tranzycji. A i tak, dopóki nie istnieje technika badania mózgu pozwalająca sprawdzić, co ktoś rzeczywiście myśli i odczuwa – fenomenologicznie – nie byłyby one całkiem miarodajne, bo umrzeć można również z fałszywym przekonaniem o słuszności swoich błędnych działań.

 

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki finansowaniu od moich Patronów w serwisie Patronite. Chcesz również wesprzeć moją działalność? Dołącz tutaj.

 

 

Komunikaty niektórych organizacji, takich jak Światowa Organizacja Zdrowia, pozytywnie oceniają procedurę zmiany płci. Opierają się w tym jednak na tego rodzaju błędnych badaniach, bez wnikania w ich słabą metodologię, a w efekcie nieadekwatne do rzeczywistości wyniki. Aktywiści transseksualni głoszą, że istnieje „pozytywny konsensus naukowy”, że zmiana płci jest korzystna dla zdrowia. Jest to jedynie narracja na temat faktów, które – jak widać – są przez zwolenników idei „nieodwracalnej dysforii płciowej i transseksualizmu” podawane bardzo wybiórczo, manipulująco i w sposób niepełny.

 

Jeśli ktoś twierdzi, że osoby niepełnoletnie, czy nawet 18-letnie, mogą świadomie decydować o tak poważnych kwestiach, jak zażywanie blokerów dojrzewania czy hormonów płci przeciwnej, bez fizjologicznego uzasadnienia, bo sam uważa, że jest lub był na tyle wyjątkowy w tym wieku, aby móc o tym decydować, to jego poczucie pewności i niezwykłości powinno wzbudzić nie mniejszy niepokój i zmartwienie niż pogląd, który wygłasza. Ponieważ ludzki mózg, w tym przede wszystkim kora przedczołowa, odpowiedzialna za racjonalne myślenie, ocenianie skutków swoich działań, czy regulowanie emocji, dojrzewa dopiero w okolicy 25. roku życia, tak silnie ingerujący w ciało, psychikę i socjalizację proces, jak zmiana płci, powinien być dozwolony dopiero po osiągnięciu tego wieku.

 

Zmiany na Zachodzie

Regularnie natykam się na wypowiedzi, według których osoby po detranzycji nie istnieją, a pisze się o nich (to znaczy o nas, bo również o mnie), aby szczuć na transseksualistów, a jeśli już faktycznie są, to powodem ich powrotu do prawdziwej płci jest nietolerancja społeczeństwa, a nie to, że sam proces zmiany płci był błędem. W rzeczywistości taka narracja to znany od dawna rodzaj manipulatorskiej socjotechniki, która pod ciężarem dowodów musi upaść. Tak też zaczęło się już dziać w krajach zachodnich: kolejne państwa lub autonomiczne regiony rezygnują ze zmiany płci u małoletnich, a tę dla dorosłych obostrzają specjalnymi przepisami.

 

Prowadzę aktualnie zbiórkę na pomoc prawną w zakresie pociągnięcia do odpowiedzialności nieuczciwych lekarzy i psychologów. Zbiórka znajduje się tutaj.

 

Przyznający medyczne Nagrody Nobla Instytut Karolinska zakazał standardowej zmiany płci u małoletnich w roku 2021, a w roku 2022 rutynowego kierowania młodzieży z dysforią płciową na procedurę zmiany płci zakazała cała Szwecja [17]. Podobnie, ale już dwa lata wcześniej, uczyniła Finlandia [18]. W roku 2022 Francuska Akademia Medyczna wyraźnie ostrzegła przed zmienianiem płci. Pod koniec tego samego roku Hiszpańskie Towarzystwo Pediatryczne oraz Hiszpańskie Towarzystwo Psychiatrii Dzieci i Młodzieży wyraziły oficjalny sprzeciw wobec zmiany płci u osób małoletnich [19]. W roku 2022 również Wielka Brytania zamknęła klinikę zmiany płci u dzieci „Tavistock”, ponieważ w wyniku śledztwa i ewaluacyjnego raportu (The Cass [20]) okazało się, że dzieci były tam masowo kierowane na zmianę płci bez diagnostyki psychiatrycznej i bez psychoterapii, a ich rodzice byli szantażowani, że jeśli nie będą popierali tranzycji swojego dziecka, rzekomo się ono z tego powodu zabije. W roku 2023 do ograniczenia dostępu do zmiany płci wezwała norweska instytucja publiczna zajmująca się ochroną zdrowia, sam proces zmiany płci nazywając „eksperymentalnym”.

 

Coraz więcej osób w sytuacji podobnej do mojej opowiada głośno o tym, co się im przydarzyło; na jaw wychodzą kolejne manipulacje w badaniach naukowych, które rzekomo dowodziły, że tranzycja płci jest korzystna a osób rezygnujących jest niewiele, lub że blokery dojrzewania nie niosą poważnych skutków ubocznych.

 

Obecnie światowe, zarówno liberalne, prawicowe, jak i lewicowe media, takie jak „The Guardian”, „BBC”, „The Times”, „Reuters”, „The Economist”, „The New York Times”, „The Atlantic”, „The Conversation”, „ABC”, „The Washington Post”, „Newsweek” (amerykański) – i wiele innych – regularnie piszą o tematach, które poruszyłem. W Polsce natomiast fakty te próbuje się przedstawiać jako „rosyjską propagandę” czy „prawicowe kłamstwa”, a „prawa osób trans” stara się ukazywać jako analogiczne do praw gejów i lesbijek, pomijając przy tym zasadniczą różnicę: w tym pierwszym chodzi o okaleczanie siebie lub innych, w tym drugim o wolność osobistą w kwestiach związkowo-uczuciowo-erotycznych. Ignorowane jest też, że o ile orientacja seksualna jest faktem stricte biologicznym i psychologicznym, tak transseksualizm, jak ujęła to w swoim niedawnym oświadczeniu Francuska Akademia Medyczna (fr. Académie Nationale de Médecine), jest kwestią „przede wszystkim społeczną”[21]. Czynienie analogii między osobami homoseksualnymi a tymi, które deklarują, że są transpłciowe, czynione jest ze szkodą dla rzetelnej i uczciwej debaty publicznej i opinii społecznej, która o opisywanych problemach powinna się dowiedzieć.

 

Tak naprawdę spór w tym temacie wcale nie przebiega tak, jak się go aktualnie stereotypowo opisuje. Nie jest tak, jak przedstawiają to aktywiści, że mamy biednych i uciskanych transseksualistów po dobrej stronie historii, a po drugiej transfobicznych bigotów, którzy znudzili się nękaniem gejów i przerzucili się na osoby trans. Fakt jest taki, że znaczna część krytyków transaktywistów (i ich postulatów) to właśnie geje i lesbijki (którzy w krajach anglojęzycznych zaczęli zakładać nowe organizacje – LGB, bez osób trans i niebinarnych), oraz klasyczne feministki. A do tego coraz liczniejsi naukowcy, lekarze i psycholodzy. Prawica przede wszystkim konflikt ten podchwytuje i nagłaśnia, ale nie ona jest tutaj główną stroną sporu. Przedstawianie go na zasadzie, że każdy, kto jest przeciwny postulatom transseksualistów, popiera PiS czy Konfederację, jest demagogicznym zakłamywaniem rzeczywistości. Ja osobiście zdecydowanie bliższy jestem poglądom lewicowym i nie chciałbym, aby moja historia została wykorzystana do rozgrywek politycznych.

 

Łukasz Sakowski detranzycja
Ja w 2021 roku, 7 lat po detranzycji. Fot. Andrzej Korcz.

 

Dlaczego zdecydowałem się na coming-out

Tranzycja i jej skutki kosztowały mnie wiele cierpienia fizycznego i psychicznego, które ciężko opisać słowami, gdyż dotyczą bardzo trudnych chwil i okresów w moim życiu. Napisałem ten tekst, ponieważ leży mi na sercu dobro młodych ludzi, którzy są dziś zagubieni co do swojej tożsamości, nie lubią swojego ciała lub kwestionują swoją orientację seksualną i są kierowani przez transseksualnych działaczy oraz nieuczciwych psychologów czy psychiatrów w stronę medycznych modyfikacji ciała.

 

Po tym, co przeżyłem, żadne zagrywki i manipulacje aktywistów, influencerów i innych tego typu osób, żadne kampanie pseudoinformacyjne przedstawiające transseksualizm i zmianę płci w pozytywnym świetle, nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Kiedy słyszę slogany o „byciu sobą”, „dopasowaniu ciała do płci psychicznej”, „kobiecej duszy w męskim ciele”, które systemowo głoszą transseksualiści, nie tylko nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia. Ja właśnie dzięki takim hasłom, a także innym specyficznym zachowaniom, wiem z kim tak naprawdę mam do czynienia. Jednak wielu młodych ludzi siłą rzeczy tego nie wie.

 

Jest mi też bardzo żal rodziców, którzy są szantażowani przez aktywistów, że brak tranzycji płciowej ich dziecka skończy się samobójstwem. Popularny przekaz, że „lepsza żywa córka, niż martwy syn” to okrutna manipulacja. Rodzice pod jej wpływem nie wiedzą co począć i z desperacji, lęku o swoje dzieci oraz z braku dostępu do wiedzy ulegają dezinformacji aktywistów, że zmiana płci to jedyne, co może pomóc, choć w rzeczywistości te szkodliwe dla zdrowia i częściowo nieodwracalne terapie hormonalne, operacje, zmiany prawne i społeczne, w najmniejszym stopniu nie leczą. Chciałbym aby mój coming-out rozpoczął w Polsce dyskusję na temat nieetycznych praktyk zajmujących się tranzycją płci lekarzy, psychologów, seksuologów, aktywistów i różnej maści internetowych celebrytów zarabiających, lub robiących medialne kariery, na fizycznym i psychicznym okaleczaniu młodych osób.

 

Niniejszy artykuł ukazał się i jest dostępny za darmo dzięki wsparciu moich Patronów oraz Patronek. Jeżeli chcesz do nich dołączyć, zapraszam na mój profil w serwisie Patronite.

 

 

Źródła

[1] Androcur (Cyproteroni acetas). Ulotka dołączona do opakowania: informacja dla użytkownika. Bayer AG.

[2] Madeleine S. C. Wallien i wsp. „Psychosexual outcome of gender-dysphoric children”. Journal of the American Academy of Child & Adolescent Psychiatry (2008).

[3] Thomas D. Steensma i wsp. „Factors associated with desistence and persistence of childhood gender dysphoria: a quantitative follow-up study”. Journal of the American Academy of Child & Adolescent Psychiatry (2013).

[4] Alexander Korte i wsp. „Gender identity disorders in childhood and adolescence: currently debated concepts and treatment strategies”. Deutsches Ärzteblatt International (2008).

[5] Jiska Ristori i wsp. „Gender dysphoria in childhood”. International Review of Psychiatry (2016).

[6] Devita Singh i wsp. „A follow-up study of boys with gender identity disorder”. Frontiers in Psychiatry (2021).

[7] Kelley D. Drummond i wsp. „A follow-up study of girls with gender identity disorder”. Developmental psychology (2008).

[8] Charles W. Davenport. „A follow-up study of 10 feminine boys”. Archives of Sexual behavior (1986).

[9] Phil S. Lebovitz.  „Feminine behavior in boys: Aspects of its outcome”. American Journal of Psychiatry (1972).

[10] John Money i wsp. „Homosexual outcome of discordant gender identity/role in childhood: Longitudinal follow-up”. Journal of Pediatric Psychology (1979).

[11] Cecilia Dhejne i wsp. „An analysis of all applications for sex reassignment surgery in Sweden, 1960–2010: Prevalence, incidence, and regrets”. Archives of sexual behavior (2014).

[12] R. Hall i wsp. „Access to care and frequency of detransition among a cohort discharged by a UK national adult gender identity clinic: retrospective case-note review”. BJPsych open (2021).

[13] Jack L. Turban i wsp. „Factors leading to “detransition” among transgender and gender diverse people in the United States: A mixed-methods analysis”. LGBT health (2021).

[14] Kristina R. Olson i wsp. „Gender identity 5 years after social transition”. Pediatrics (2022).

[15] Valeria P. Bustos i wsp. „Regret after gender-affirmation surgery: a systematic review and meta-analysis of prevalence”. Plastic and Reconstructive Surgery Global Open (2021).

[16] R. Hall i wsp. „Access to care and frequency of detransition among a cohort discharged by a UK national adult gender identity clinic: retrospective case-note review”. BJPsych Open (2021).

[17] Socialstyrelsen. „Uppdaterade rekommendationer för hormonbehandling vid könsdysfori hos unga” (2022).

[18] Palveluvalikoimaneuvoston suositus (PALKO). „Alaikäisten sukupuoli-identiteetin variaatioihin liittyvän dysforian lääketieteelliset hoitomenetelmät” (2020).

[19] Asociación Española de Psiquiatría. „La AEP y la Sociedad de Psiquiatría Infantil se adhieren al comunicado de la Asociación Española de Psiquiatría de la Infancia y Adolescencia sobre la Ley Trans” (2022).

[20] The Cass Review. „Independent review of gender identity services for children and young people: Interim report” (2022).

[21] „La médecine face à la transidentité de genre chez les enfants et les adolescents”. Académie Nationale de Médecine (2022).

 

Najnowsze wpisy

`

140 komentarzy do “Moja historia cofnięcia zmiany płci. Tranzycja i detranzycja

    1. Pokaż mi 15latka, który myśli samodzielnie jak dorosły i jest odporny na wszelkie manipulacje o wpływy społeczeństwa, które mu w jakiś sposób imponuje. Czekam

    2. Ten komentarz jest tak nie na miejscu. Zawsze znajdzie się jakiś inteligent, który doda swoje pięć groszy „mogłeś być mądrzejszy, mogłeś postąpić inaczej”. Byłam szantażowana emocjonalnie i manipulowana przez dorosłą, bliską osobę, a dopiero po 22 roku życia i pomocy psychologa zrozumiałam co tak naprawdę się działo. Owszem możesz zachować się dojrzalej na swój wiek, ale w środku i tak jesteś dzieciakiem, który jeszcze wiele nie rozumie.

      1. Opowiedz lepiej co robiłeś, żeby przekonać rodziców do twoich głupich decyzji. ty mogłeś byc głupim ale jaka forma manipulacji z twojej strony zaowocowała głupotą u dorosłych ludzi?

        1. Cała ta opowieść nie zawiera absolutnie żadnej informacji o jakiejkolwiek reakcji rodziców. Rozumiem, że można gdzieś tam w tajemnicy brać leki… no ale wizyty u różnych lekarzy, psychologów, specjalistów w przypadku osoby niepełnoletniej, są jednak związane z obecnością opiekuna prawnego lub rodzica. Cała ta historia trwała parę dobrych lat i rodzice niczego nie wiedzieli, nie zauważyli, nie zareagowali? Dziwne to trochę…

    3. XD Nie, nie mógł, ponieważ nie miał ani doświadczenia życiowego, ani nie miał rozwiniętych wszystkich struktur mózgu, który rozwija się do 21 roku życia.

    4. Wręcz przeciwnie. Spójrz na to z pełnej perspektywy.
      Pomijając fakt że nastoletnie lata są bardzo trudne dla większości młodzieży, to dodajmy fakt że autor jest homoseksualny. W tamtych czasach bycie gejem nie było tak akceptowalne jak dzisiaj, więc strach przed stygmatyzmem rówieśników, oraz potrzeba zrozumienia siebie może skłonić do masy złych decyzji. Dodaj jeszcze do tego dorosłęgo manipulanta.
      Ocena „mogłeś mysleć prawie jak dorosły” jest strasznie ignoracnka.

      1. Nawet obecnie niestety nie jest akceptowany. Większość w Polsce może i popiera małżeństwa jednopłciowe, ale jest przeciwko adopcji. I to w ramach swoich urojeń i uprzedzeń:(

      2. A jak myślisz w tych czasach był postrzegany transseksualizm? Bo coś mi się wydaje że gorzej niż homoseksualizm i to mi się kupy nie trzyma

  1. „Po tym, co przeżyłem, żadne zagrywki i manipulacje aktywistów, influencerów i innych tego typu osób, żadne kampanie pseudoinformacyjne przedstawiające transseksualizm i zmianę płci w pozytywnym świetle, nie robią na mnie najmniejszego wrażenia.” <<< jak dobrze rozumiem gdybyś miał spotkać osobę, która po wielomiesięcznej szczegółowej analizie psychologicznej wraz z psycho-testami miała by stwierdzony transseksualizm (dysforię płciową), czyli miała by stwierdzoną diagnozę zgodnie z obecną wiedzą medyczną i naukową definiującą transseksualizm [nie tak jak u Ciebie] to sprzeciwiłbyś się jej tranzycji jako zagrywkę i manipulację?
    Rozumiem, że nie dopuszczasz możliwości istnienia osób transpłciowych cierpiących na dysforię płciową i wszelka tranzycja takich osób jest zła?
    Bo to są Twoje wnioski, które w podsumowaniach poszczególnych działów wysnuwasz. Np. mimo, iż przyrównujesz dane o satysfakcji, w której podajesz stopień zadowolenia, następnie podajesz tezę, w której kreślisz możliwość nieprawidłowości tych danych, nie potwierdzasz tej tezy ani nie podajesz dowodów jej słuszności i ostatecznie uznajesz, że tranzycja krzywdzi ludzi [w domyśle wszystkich] i jak rozumiem trzeba jej zakazać bo jak napisałeś „(…)„transpłciowość jest wrodzona”. Te (…) tezy (…)są jedynie życzeniami aktywistów, nie mają natomiast najmniejszego oparcia w rzetelnej, ugruntowanej i nie powiązanej z aktywizmem nauce.”
    Oczywiście piszesz to jako osoba nie transpłciowa o czym wiedziałeś zgodnie z badaniami, ale nie uznajesz jak rozumiem podstaw naukowych i rzetelności tych badań, które stwierdziły, że NIE jesteś osobą transpłciową, bo bazują na NIE NAUKOWYM według pojęciu transpłciowości i jako takie wszystkie osoby w tym psychologowie i biegli, którzy opiniowali Twój stan psychiczny są winni szerzeniu wiedzy nienaukowej i te osoby powinno się odsunąć od pełnionych funkcji? Bo nie uważasz w swoich wnioskach, że osoby które sfałszowały wyniki są winne tylko wina leży znacznie szerzej wśród wszystkich osób ze „środowiska trans” oraz wszystkich lekarzy i naukowców [wliczając osoby które pomogły w Twojej detranzycji] szerzących wg. Ciebie nierzetelną, nie ugruntowaną i powiązaną z aktywizmem nauką?
    „Dzięki wiedzy biologicznej – czy szerzej, przyrodniczej – dostrzegłem, jak absurdalne i niezgodne z faktami są poglądy takie jak: (…)„Płeć to spektrum”;” <<< jak rozumiem nie uznajesz istnienia Interpłciowości, oraz spektrum występowania takiego stanu rzeczy, jak również podważasz istnienie takiego organu jak jądro-jajnik czyli organu występującego u niektórych osób Interpłciowych? Co jak rozumiem jest sprzeczne z biologią?

    1. „jak rozumiem nie uznajesz istnienia Interpłciowości”

      Czytasz dupą czy tylko sobie wybierasz fragmenty? Wspomina o interpłciowości w kontekście badań genetycznych i zresztą opisał na czym ona polega w zalinkowanym odnośniku i nagrał o tym osobny podcast. Osoby interpłciowe natomiast jak najbardziej klasyfikuje się na męskie i żeńskie, a ich sama interpłciowość jest wrodzona, a nie jak to ma miejsce w self-id czy psychiatrii genderowej – ustalana decyzyjnie wedle uczuć.

      1. Interplciowosc polega na obecności nieprawidłowej gonady z różnie rozwiniętymi wewnętrznymi i zewnętrznymi narządami płciowymi. Nie, osób interplciowych – jeżeli takie rozpoznanie zostanie postawione przy urodzeniu – absolutnie nie klasyfikuje sie na męskie i żeńskie i nie poddaje terapiom- w żadnym wypadku! Ostateczna płeć jest ustalana wlasnie wg odczuwanej tożsamości płciowej i dopiero wowczas dokonuje sie korekt chirurgicznych lub leczenia hormonalnego. Osób interplciowych nie opisuje się jako trans, ponieważ z definicji nie mają określonej przy urodzeniu płci, wiec nie mogą jej korygować. Jednakże po osiągnięciu odpowiedniego wieku dochodzi u nich do ustalenia płci zgodnie z odczuwaną tożsamością płciową.

    2. Chyba w ogóle nie zrozumiałeś o co chodzi autorowi. On pisze ze jest nieczuły na manipulację faktami a nie ze w ogóle jest przeciwny zmianie płci w przypadkach właściwie zdiagnozowanych u osób dojrzałych do podjęcia takiej decyzji.
      I nie pisze ze neguje interpłciowość (gonady meskie i zenskiew 1 ciele itp.), tylko przekonanie o tym, że jest więcej niż 2 płcie. Wyinterpretowujesz co ci pasuje pod tezę, a potem z tym dzielnie walczysz.

  2. Postępowanie specjalistów i rodziców było krzywdzące.
    I właśnie dlatego temat tożsamości powinno się poruszać bo wiele osób nawet specjalistów nie ma zielonego pojęcia o tym i wystawia takie „opinie” po 1 spotkaniu.
    Specjaliści i rodzice powinni się zainteresowac skąd zmiana w cechach płciowychi skad te leki, dociekać co ta potrzeba korekty płci oznacza dla ciebie i przede wszystkim stwierdzić orientacje egodystoniczna a nie dysforie płciowa.
    To co ciebie spotkało nie jest procedurą korekty płci (takiej jakiej chcą środowiska queer) ale koszmarem polskiego kształcenia, który nigdy nie powinien mieć miejsca.

    Bardzo mi przykro, że to wszystko cie spotkało i nie umniejszam twojej krzywdy. Zastanów się jednak czy nie wylewasz dziecka z kąpielą – to że zdarzają się błędy (nawet karygodne i podchodzące pod zarzuty prokuratorskie) nie oznacza że cała dziedzina jest zła. Każda procedura medyczna ma ryzyko, skutki uboczne i cześć osób żałuje tych procedur, zabiegów.
    Niestety nie ma magicznego sposobu uniknięcia tego ryzyka a chyba to próbujesz osiągnąć. Chcesz wszystkich ochronić tak jak ciebie nie ochronili dorośli. Jednak nie każda osoba w tranzycji jest stłamszonym gejem, ale właśnie osoba transplciowa.

    1. Ale ten artykuł nie jest o procedurach medycznych a o praniu mózgu jaki mogą przechodzić dzieci i rodzice dzięki zideologizowanym i niedouczonym osobnikom, i takich samych niedouczonych i zideologizowanych, a dodatkowo łasych na kasę ,,specjalistów” po psychologii, psychiatrii itd. Jak widać, mocno trzymających się razem.

  3. Przeczytałam całość i jestem poruszona. Nie rozumiem tylko dlaczego wrzucasz wszystkich do jednego wora? To, że Ty delikatnie mówiąc nie odnalazłeś się po zmianie płci, czujesz się tym skrzywdzony nie znaczy, że inni też tak się czują!! Na pewno są tacy, którym to odmieniło życie na plus.
    Jesteś homoseksualistą. Dobrze powinieneś wiedzieć jak to jest gdy ktoś podważa Twoją orientację, Twoje uczucia. Może warto zrozumieć, że każdy z nas jest inny?

    1. Przecież on te historyjke sobie wymyślił. Serio czy on naprawdę wierzy że ktoś poza podobnymi mu ignorantami i transfobami kupi bajke o 40 letnim typie z blokerami hormonalnymi w kieszeni?
      Gdzie takie leki to się i tak podaje przed okresem dojrzewania, bo podawane w trakcie okresu dojrzewania – no raczej nie będą działać 😀

      Gość jest tak odklejony, że tutaj już tylko ortopeda by pomógł…

      1. tzw. blokery hormonalne podaje się też na raka prostaty albo celem obniżenia popędu płciowego („kastracja chemiczna”). oczywiście, że działają one także po okresie dojrzewania! tylko nie w tak radykalny sposób, bo organizm zdążył się już rozwinąć

  4. Bardzo ciekawa publikacja, chyba pierwsza w Polsce, tak otwarcie mówiąca o nadużyciach w procesie zmiany płci, szczególnie u bardzo młodych osób. W krajach anglosaskich toczy się teraz gorąca dyskusja na ten temat, skutkująca m.in. zamknięciem brytyjskiej kliniki Tavistock, ale tez atakami na osoby otwarcie krytykujące zbyt liberalne podejście władz do zagadnienia stosowania blokerów hormonalnych u nieletnich.

  5. Matko, sam musze przyznac. Bralem mojego kolege za dziwaka ktory zafascynowal sie jakimis dewjacjami, i nie mialem pojecia co mu sie dzialo w jego glowie. Okres dojrzewania, zagubienie, stany depresyjne. Na wszystko to reagowal agresja i wulgarnoscia, czym jeszcze bardziej mnie do siebie zrazal. Teraz jak pomysle ze on mnie i nas przyjaciol potrzebowal, zamiast tak jak zapewnial ma nas gdzies. Wstd mi, ze zwyczajnie nie porozmawialem, bo teraz widze jak paskudne zycie mial wtedy. Mam nadzieje ze teraz jest szczesliwy, czy to na drodze ktora wybral, czy z niej zawrocil, czy nawet doszedl tam gdzie sobie wymyslil.
    Gratuluje Ci Lukasz odnalezienia swojej drogi i przyznania do (w tym wypadku) bledu.
    Zycze szczescia, i prosze nie gniewaj sie na ludzi jak ja, ktorzy nie ogarniaja tych sparaw. To wszystko przerasta samych ludzi ktorzy sa zwolennikami swoich ideii.
    Pozdrawiam

  6. Szkoda tylko, ze ten wpis bardzo uderza srodowisko osob trans. Stawiasz nas w bardzy zlym świetle „kolego” 😉

    1. Zakładając, że nie jesteś trollem to sami siebie stawiacie w złym świetle. Czym się różnicie od sekty JP2, która interesy własnego „środowiska” stawia ponad ochronę dzieci? Odpowiem ci: niczym.

  7. Szacunek. Dzieki za ten wpis. Jako matka nastolatkow obserwuje to z boku i mam wrażenie, ze fala również w Polsce zaczyna opadać. Na szczęście.

  8. Przeczytanie twojego tekstu na temat transseksualizmu bardzo mnie zainteresowało i skłoniło do refleksji. Zgadzam się z twoim punktem widzenia, który uważam za rozważny i uzasadniony. Od dłuższego czasu obserwuję negatywne zjawiska w środowisku transseksualnym, takie jak kierowanie dzieci na zmianę płci bez należytego namysłu czy też patologie zachodzące wśród transseksualistów. Szczerze wątpię, by wśród nich istniał jakiś znaczący odsetek rzeczywistych transseksualistów.

    Sama mam podobne doświadczenia, chociaż mniej ekstremalne. Miałam styczność z osobą w podobnym wieku jak ty, ale dopiero w wieku 20 lat. Moje problemy były nieco inne, ale też związane z transseksualizmem. Już od dziecka byłam nastawiona negatywnie do myśli o byciu kobietą, co okazało się później prawdą. Jednak po lekturze forów internetowych w języku angielskim i polskim, skłoniłam się do przekonania, że jestem transseksualistą i powinnam przystąpić do procedury zmiany płci, zamiast udać się na psychoterapię. Wskutek traumatycznych doświadczeń z przemocą domową, nie wierzyłam ludziom ani psychologom. Ta sama osoba, o której wspomniałeś, zasugerowała mi, żebym kłamała podczas diagnozy, czego też się trzymałam. Uważam dzisiaj, że gdybym podjęła terapię psychologiczną, mogłabym całkowicie wyzdrowieć z dysforii płciowej, a moja orientacja seksualna, która zawiera w sobie elementy autoginefilii, nie byłaby przeszkodą w szczęśliwym życiu jako mężczyzna.

    Zgadzam się, że akceptacja samego siebie jest kluczowa, bez względu na to, jaka jest nasza płeć. Wiele osób boryka się z trudnościami związanymi z tożsamością płciową i każda sytuacja jest indywidualna i wymaga indywidualnego podejścia. Ważne jest, aby mieć dostęp do odpowiedniej pomocy psychologicznej i medycznej, która pomagałaby nam w rozwiązaniu problemów, z jakimi się borykamy. Sądzę, że powinniśmy szanować wybory każdej osoby, która decyduje się na zmianę płci, ale równocześnie musimy pamiętać, że nie jest to rozwiązanie dla wszystkich i każda sytuacja jest inna. Dlatego ważne jest, abyśmy mieli możliwość zasięgnięcia rzetelnej pomocy i wsparcia w procesie samopoznania i akceptacji siebie.

    Ty akceptujesz siebie jako mężczyznę po detranzycji, ja jakoś żyję jako osoba z męskim ciałem i umysłem ale kobiecą tożsamością. Identyfikuję się z wybranym imieniem i życiem, a wszystkie moje związki, wszystkie doświadczenia seksualne i wszystkie znajomości miałam już z nową płcią. Błędna tranzycja jest dla mnie jedną z wielu błędnych decyzji jakie człowiek podejmuje w życiu i braku dostępu do rzetelnej psychoterapii 20 lat temu. Chciałabym też, żeby inni ludzie to uszanowali i nie oczekiwali ode mnie powrotu do poprzedniej płci.

    1. Popadając w skrajności i widząc wrogość z każdej strony nie jesteśmy w stanie zbudować realnie funkcjonującego sytemu opieki, wsparcia i leczenia zarówno dla osób trans, osób z innymi rodzajami dysforii czy ogólnie osób nie akceptowanych w społeczeństwie. Niestety nie mamy ani wpływu, ani forum umożliwiającego rzetelną dyskusję o problemach zdrowotnych i społecznych, nie ma linii czy to naukowej czy politycznej, która umożliwiłaby taką debatę, a ze względu, iż dotyczy ona niezwykle małych ilości osób jedyna możliwość by przedstawić własne zdanie to manifestacje i kontrowersje bo społeczeństwo nie zwraca uwagi na „normalną” dyskusję i rzeczową narrację, a do mediów przebija się tylko krzyk i szok. Dlatego tylko to znamy w tych tematach.
      Nie dziwi fakt, że gdy osoby które zostały uratowane przy próbie samobójstwa nie są leczone w szpitalu „bo nie ma miejsca” to osoby cierpiące inne „problemy” nie otrzymują należytej pomocy. Gdyby proces tranzycji byłby odpowiednio nadzorowany i opracowane byłoby drzewo diagnostyki obejmujące osoby już w trakcie tranzycji to zminimalizowało by to sytuacje takie jak te. Tzn. terapia i opieka psychologiczna nie powinna kończyć się na etapie diagnozy, a trwać przez cały okres tranzycji i uwzględniać niezależne testy korygujące taką terapię.
      Błędne diagnozy czy działanie wbrew opinii lekarzy i znanej medycyny pod wpływem osób trzecich prowadzi do tragedii, tak samo jak możliwość nie udzielenia pomocy i tranzycji też może doprowadzić do tragedii. To pokazuje jak ważne jest zaufanie i wiedza z zakresu medycyny zarówno przez lekarzy jak i pacjentów, gdzie podczas badań i analizy nieznajomość sytuacji i dysproporcja w zakresie decyzyjności (lekarz pacjent) może doprowadzić do przeciwstawienia się dobrej i słusznej diagnozie tylko na podstawie własnych odczuć i wątpliwości. Co jest niezwykle trudnym problemem ze strony lekarzy medycyny w zakresie prezentacji wyników i przekonania do akceptacji ich ze strony pacjenta. Niestety etyka medyczna w Polsce jest tylko przedmiotem na studiach i wielu lekarzy w tym psychiatrów czy magistrów psychologii nie rozwija zdolności etyki już poza studiami w praktyce zawodowej i panuje przekonanie w środowisku, że etyka „jest”.

  9. Panie Łukaszu, wyrażam szacunek dla Pana wewnętrznej uczciwości, szczerych poszukiwań prawdy (w tym o sobie) i odważnej troski o innych w czasach zarządzania opresją kosztem prawdy…

  10. Wielki szacunek za podzielenie się z nami Twoją historią , z którą w pewnej mierze się utożsamiam. Jako nastolatka mocno umęczyłam się poszukiwaniem prawdy o sobie i nie pomagało mi w tym niewłaściwe środowisko i błądzenie w gąszczu nieprawd. Myślę ,że gdybym dziś przeżywała to co te 20 lat temu kiedy byłam dorastającą, samotną dziewczyną powszechna dziś dostępność nieprawdziwych informacji mogłaby mieć dramatyczny wpływ na mój los . Dziś po krótkiej terapii ze zdrowo praktykującą panią psycholog jestem żoną i matką dumną ze swojej radosnej i pięknej rodziny i smutnym snem zdaje mi się to co przeżywałam szukając prawdy o sobie. Moje obecne życie tak bardzo różni się od tamtego ciemnego czasu ale dumna jestem ze swojej historii i dzięki niej dobrze też rozumiem Ciebie. Prawda jest lekarstwem. Szukajmy więc prawdy.

    1. Witam wszystkich. Mój syn niedawno oświadczył mi, że jest trans – szok, niedowierzanie, nie wiem do dzisiaj co ze sobą zrobić. Ma 20 lat, zaczął studia. Zwierzył mi się, że trwa to od pół roku i w przyszłości zamierza przejść tranzycję. Oczywiście przeszukałem sieć wzdłuż i wszerz szukając informacji na te tematy. Tutaj trafiłem zupełnie przypadkowo i po przeczytaniu tej historii mnie zmroziło, bo dostrzegam podobny schemat. Ma jakiegoś tajemniczego przyjaciela, zaczął się obracać w tym „towarzystwie”, był na marszu równości, ponoć przebierał się już w sukienki i malował paznockie. Kiedy zrobił ten swoisty comming out, dostarczył ulotkę z propagandą LGBT, gdzie głównym autorytetem jest p. Grodzka i to, że każdy może się identyfikować jak chce, jako np. drzewo!? Prawdopodobnie od nich dostał także przypinkę trans, którą także nosi. Ma już także kontakty do psychologa, który ma mu zrobić „badania” aby mógł zacząć terapię hormonalną. Próbuję z nim rozmawiać, wyciągnąć nieco więcej informacji, ale po tej lekturze klocki zdają się do siebie pasować. Piszę ten komentarz, bo szukam jakiejkolwiek pomocy – jeśli jest to podobna historia, jeśli mój syn został zindoktrynowany to zrobię wszystko żeby go z tego wyciągnąć. Szukam kontaktów do psychologów, którzy mogliby pomóc w takim przypadku, chodzi mi o takich uczciwych, którzy rzetelnie będą potrafili zdiagnozować co się dzieje (a nie tacy z polecenia z tego środowiska), jeśli się okaże że jest osobą trans to trudno, to jego życie, ale niech to będzie rzetelne badanie. Akcja dzieje się we Wrocławiu, ale jeśli będzie trzeba to udam się wszędzie. Zresztą każda pomoc się liczy, za każdy pomysł będę wdzięczny dozgonnie.

  11. Bardzo dużo musiał Cię kosztować ten wpis. Czyta się jak dobrą powieść sensacyjną a z sensacją to nie ma nic wspólnego, strasznie to wszystko smutne ale koniec pozytywny. Widać, że sporo musiałeś się napracować nad sobą, wielki szacunek za to. Myślę, że ten artykuł pomoże wielu młodym ludziom. Trzymaj się, wiedz, że więcej ludzi Cię wspiera niż hejtuje, mimo, że może to wyglądać inaczej.

  12. Niech pan się trzyma, panie Łukaszu! Podziw za odwagę! Ja, podobnie jak pan, w okresie dojrzewania nie miałem żadnych kontaktów towarzyskich i spędzałem 90% czasu na graniu w gry

  13. Bardzo dziękuję za ten artykuł. Przeczytałem z zapartym tchem. Gratuluję tez odwagi włożenia kija w mrowisko, bo odwagi opowiedzenia takiej historii o sobie nie jestem nawet w stanie zmierzyć.

  14. Łukaszu, gratuluję odwagi!
    Otworzyłeś puszkę pandory i ze względu na impakt jaki Twój blog ma na społeczeństwo nie da się tematu zamilczeń. Jestem przekonany, że w najbliższych dniach, tygodniach (nie daj boże miesiącach czy latach) nie będzie Ci przez to łatwo, ale uratujesz dzięki temu coming outowi wiele młodych żyć i pomożesz wielu rodzicom. 🙂 Więc mam nadzieję, że to da Ci siłę, żeby przeczekać najbliższe burze.

  15. Dam do poczytania rodzicom i córkom. Dobrze chłopie, że poradziłeś sobie! Wg mnie, w ogóle jakiekolwiek naciski na określanie płci czy tożsamości płciowej młodego człowieka, któremu hormony pracują, szczególnie w okresie nastoletnim, to kryminał. Pozdrawiam

  16. Super artykuł, ale w obecnej formie bardziej dla rodziców niż młodych.

    Dla młodych ludzi proponuję żebyś napisał też wersję mocno skróconą (niestety więcej niż jedna strona tekstu będzie dla wielu nie do przebrnięcia).

    plus za bibliografie

  17. Bardzo mądry artykuł w dobry sposób obnaża wszystkie błędy systemowe jakie funkcjonują w naszym kraju i nie tylko oraz społeczeństwie i medycynie.
    Nie wiem czy autor tego artykułu czyta komentarze ale jeżeli jest zainteresowany krytyką to ja powiem tylko tyle, że oprócz rzeczowego wyjaśnienia wszystkich wad systemu które dopuściły do tego, że autor został skrzywdzony pomijany jest jeden bardzo ważny aspekt.

    Żeby było jasne ja nie staram się tutaj umniejszyć w jakikolwiek sposób błędów w prawie, medycynie czy tym jak działa społeczeństwo i co powinno się zmienić bo to są bardzo ważne rzeczy o których piszesz. Natomiast artykuł jest napisany mocno w stylu „cały świat był przeciwko mnie a mimo wszystko wybrnąłem z tego bo jestem taki mądry”.

    Z całym szacunkiem panie Łukaszu ale w bardzo pomijalny sposób mówi pan o swojej było nie było naiwności i braku rozsądku. Pisze pan:
    „Uratowałem się dzięki własnemu rozsądkowi, głębokiemu i coraz silniej uświadomionemu poczuciu, że cała idea „zmiany płci” to absurdalny i patologiczny pomysł, a także dzięki wiedzy biologicznej (studiowałem już wówczas biologię) i zdystansowanie się od Ewy.”
    Ma to trochę wydźwięk lekkiej pychy i dodatkowo kładzie nacisk że to była od początku wina przede wszystkim innych. Ja bym raczej powiedział że był to pierwszy raz kiedy posłuchał pan rozsądku. Pisze pan jakby to tylko i wyłącznie system skrzywdził pana i unika pan wzięcia odpowiedzialności za podstawowy błąd od którego się zaczęło, a którym był właśnie brak rozsądku, naiwność i łatwowierność. Mądrość do której pan doszedł (o czym świadczy rzeczowość tego artykułu) przyszła dużo później i jest to raczej mądrość zdobyta drogą doświadczenia na błędach.

    I też żeby nie było ja zdaję sobie sprawę że wtedy był pan nastolatkiem i że był pan mocno zagubiony w tym kim pan jest. Ale z drugiej strony biorąc pod uwagę że jest pan człowiekiem wykształconym i wierzącym w naukę to uwierzył pan obcej osobie z Internetu do tego rozsądek kazał panu zrobić wszystkie badania testy psychologiczne itd. z których wynikło coś innego, a to właśnie łatwowierność pierwszej lepszej osobie z sieci która okazała trochę zrozumienia i poczucia bliskości sprawiła że zanegował pan to wszystko.

    Na koniec powiem tylko, że rozumiem, że celem artykułu było napisane o wadach systemu tego jak działa prawo, jak działają lekarze i jak działa nieuświadomione społeczeństwo, a nawet jak działa cała społeczność osób homo oraz transseksualnych. To są ważne aspekty i należy w sposób obiektywny obnażać wszelkie wady i błędy w ich działaniu. Bardzo dobrze że dziś jest pan człowiekiem uświadomionym i myślącym samodzielnie. Natomiast sam pan napisał akapit o „wypieraniu się błędów”, a w nim:

    „Niektórzy zamiast zaakceptować, że podjęli złą decyzję (lub zostali do niej popchnięci czy zmanipulowani, jak w moim przypadku)”

    Pan również w dużym stopniu zrzuca odpowiedzialność z siebie i przerzuca wszystko na manipulację, która oczywiście była i jej istnienia nie pomijam. Tak, że jest dokładnie tak jak pan pisze bardzo trudno jest przyznać przed samym sobą do swoich błędów i najłatwiej przerzucić je na innych.

  18. Ten artykuł powinien się odbić szerokim echem we wszystkich mediach, zwłaszcza tych głównego nurtu, ale czy się odbije? Czy jest jakiś sposób, żeby do tego doprowadzić? Historia jest wstrząsająca i nie powinna być przemilczana.

    1. Powinien. Środowisko trans nie lubi tych, którzy podważają ich zakłamaną narrację, na ich forach nie mówi się o żalu potranzycyjnym otwarcie i szczerze. Powiem tylko, że takich ludzi jest więcej, a ja jestem jedną z kobiet, która weszła w tę zaburzoną, zwodniczą społeczność trans, a obecnie robię prawną detranzycję. Trafiłam tam z google, po różnych życiowych doświadczeniach, które obrzydziły mi bycie postrzeganą jako kobieta – słaba, seksualna, delikatna i krucha.

  19. bez sensu. teraz się będziesz mścił na osobach trans tylko dlatego, że sam zostałeś zmanipulowany i źle zdiagnozowany? nie twierdzę że to tylko twoja wina, ale nie zmienia to faktu, że winę ponosi tu max kilka osób (Ewa, ty, lekarze ktorzy stawiali złą diagnozę), a nie całe środowisko. Wg lektury osoby z którymi pisałeś zawsze starały ci się pomóc, a za pewne, żeby nie wyjść na homo/transfobiczne uznawały, że jesteś pewien tego co robisz. Być może rzeczywiście powinna być większa czujność zwłaszcza wśród osób lgbt, ale jej nie będzie, bo żyjemy w takiej prawicy, która graniczy już faszyzmem, więc odpowiedź na nią też jest skrajna. A w takiej skrajności będą zarówno takie czarnki jak i maje heban, jędraszewscy i „Ewy”. Ok. może jest to problem, ale na pewno nie są tu winne tylko osoby trans, które robią co mogą żeby przetrwać i starają się przetrwać innym, szczególnie nastolatkom. Skoro prawactwo rozpętało wojnę, to nikt na tej wojnie nie będzie się pytać, czy aby na pewno potrzebuje pomocy, tylko tę pomoc otrzyma

    1. Gdzie w tym artykule „mszczenie na osobach trans”, o którym piszesz? Ja widzę w tym ogromną walkę o prawdę i własne szczęście oraz odwagę, aby poprzez podzielenie się trudnymi, osobistymi doświadczeniami, pomóc innym osobom (znajdującym się być może w podobnej sytuacji). Trudno jest mi także dostrzec „winę” Łukasza, bo to tak, jakby powiedzieć o osobie w depresji, która dokonuje samobójstwa, że to jej wina. Owszem, to w jej ręku znalazły się leki, nóż lub sznur, ale doskonale wiemy, że osoba w depresji nie podejmuje tych działań w pełni świadomie, w pewnym aspekcie podejmuje je z rozpaczy i poczucia braku możliwości wyjścia ze swojej sytuacji. I na koniec, przykro czyta się ostatnie napisane przez Ciebie zdanie. Gdzie w tym wszystkim człowiek i jego rzeczywiste dobro, skoro nikt nie będzie się pytał, czy potrzebuję pomocy? Zachęcam do zrzucenia z oczu „tęczowego filtru” i spojrzenia na sprawę szerzej.

    2. Co to za nazwisko? Obudź się dziewczyno (lub chłopaku), cokolwiek tam masz w chromosomach i nie idź tą drogą. Sama robię detranzycję prawną a społeczną dawno zrobiłam i w końcu czuję, że naprawdę żyję. Tranzycja zniszczyła mi część życia.

  20. Mega profesjonalny artykuł, i szczerze mówiąc chyba jeden z tych które zapamiętam na długo. Podejmuje pan prawdopodobnie ogromne ryzyko publikując to, ale mam nadzieję że ten głos nie zostanie stłumiony

  21. Świetny, mocny, prawdziwy i bardzo potrzebny tekst! Współczuję Ci ogromnie traumy, którą przeszedłeś, to nie powinno się nigdy wydarzyć. Dziękuję, że opowiedziałeś o tym, co Cię spotkało. Ten tekst powinien być lekturą obowiązkową już od, co najmniej, siódmej klasy szkoły podstawowej, czy to w ramach godziny wychowawczej czy wychowania do życia w rodzinie. Gratuluję Ci samozaparcia i rozsądku, które ochroniły Cię przed trwałym okaleczeniem fizycznym, choć, z Twoich słów wyziera ogrom cierpienia fizycznego i psychicznego, których skutki będą odczuwalne już zawsze. Dziękuję Ci Łukasz. Życzę sukcesów i szczęścia.

  22. No, bardzo odważne i mądre posunięcie. Człowiek, który nie boi się iść pod prąd tak jak autorw końcu znajdzie Źródło i doświadczy na sobie prawdziwego Spokoju wewnętrznego i akceptacji.

    Ci aktywiści LGBT i „popychacze ku nowoczesności” są b.często jeśli zawsze opłacani bo ta zmiana społeczna wpisuje się w plan inżynierii społecznej rozpisanej na pokolenia ku uczynieniu ludzi poddanymi elicie zarządzającej.

    Ja czytałem kiedyś książkę homoseksualisty amerykańskiego, który podobnie miał odwagę pytać i szukać i kiedy mając żonę i dzieci, nie mogąc już dłużej okłamywać rodziny postanowił zostać formalnie gejem (lata chyba 90-te) , wówczas pod wpływem porządnych oddanych przyjaciół poszedł na terapie psychologiczną ku zrozumieniu siebie. Jak w końcu zrozumiał skąd u niego ta aberacja, a chodziło o ojca jego rolę w dojrzewaniu, także identyfikacji seksualnej, rozpoczął studia psychologii, naprawił swoje relacje ze swoim wycofanym i zamkniętym ojcem i odnalazł spokój wewnętrzny. Jak heteroseksualista otworzył gabinet i przyjmował osoby homoseksualne pomagając im ogarnąć pewien haos i brak relacji z rodzicem. Wtedy zaczął być prześladowany z poziomu zarządu miast. Zamykano mu gabinety, grożono śmiercią itd. Jednym słowem poszedł pod prąd do źródła i stał się specjalistą w temacie. I do tego wydał świetną książkę. Pozdrawiam i życzę pogody ducha mimo wszystko.

  23. Mocny tekst, otwiera oczy na patologię systemu. Psychoterapia, zbawienna w wielu przypadkach, może być użyta do zniszczenia życia. Straszne to co spotkało Ciebie w tak młodym wieku. Masz jakieś info co u Ewy? Czy ta osoba w ogóle istnieje czy może była/był tylko szkodliwym, internetowym trollem?

  24. Ło Stary! Szacunek za upór w działaniu i odwagę do przyznania się przed samym sobą oraz wielkie dzięki za bardzo ważne i wartościowe podzielenie się tym publicznie.
    Powodzenia!

  25. Panie Łukaszu, chylę czoła że zdecydował się Pan podzielić tą historią. I bardzo Pana szanuję za całą Pana działalność która jest jakimś punktem oparcia pośród wszechobecnego bełkotu internetowego.

  26. Szacun za to co napisałeś. Znając moralność różnego rodzaju nowoczesnych 'aktywistów’ domyślam się, że Twoja decyzja była bardzo trudna, a ich reakcje nie będą merytoryczne tylko emocjonalne. Tak jak wszystko co dzieje się w temacie szeroko pojętej 'płci’ od kilkunastu lat. Tylko emocje, minimalna ilość merytoryki. A w tle cierpienie setek, może tysięcy młodych ludzi.

  27. masz jakies zdjecia jako tranzystora? bo z zamieszonych wszedzie widze faceta, ale moze ja sie nie znam.
    mimo wszystko takie historie utwierdzaja mnie tylko w przekonaniu ze jak ktos chce zmieniac plec – minimum 18 lat, a najlepiej z 21 bo czemu nie. twoje fanaberie kosztowaly polakow (poprzez nfz) iles tam pieniedzy, pewnie jeszcze wiecej kosztowaly twoja rodzine (kasa, nerwy) a finalnie i tak sie okazalo ze uja to warte.

  28. Bardzo wstrząsająca historia, ale dająca też dużo do myślenia… Pozdrowienia dla Ciebie, cieszę się, że udało Ci się w końcu poznać samego siebie!

  29. Na naszym rynku ukazała się właśnie doskonała książka Abigail Shrier „Nieodwracalna krzywda”, opisująca „epidemię” transpłciowości wśród nastolatek.

  30. Bardzo ciekawy tekst o sprawach, o których, w zasadzie, nikt nie mówi. Powinni się z nim zapoznać, przede wszystkim, rodzice dzieci, żeby nie dali się zmanipulować rozmaitym „specjalistom”. Znam dwie osoby, które zmieniły płeć a ta wiadomość wywoływała jedynie uśmiech, a raczej rechot, u ich znajomych. Zmienili, to zmienili. Nikt nie zastanawiał się jakie frustracje przeżywali przed i nikt nawet nie pomyślał, że ich decyzja może ich wcale nie uszczęśliwiać na dalszą metę. Po prostu zmienili, to zmienili i mają, co chcieli. Warto wiedzieć.

  31. Będzie pewnie mało spójnie, bo jestem po treningu i myślenie jest przez to cięższe.

    Tu historia pokazuje nie tyle złe skutki tranzycji, co złożony problem, który zaczął się od uprzedzeń i wszechobecnej homofobii, później z kolei wmówiono ci transpłciowość, mimo że nawet dostałeś diagnozę popartą długimi obserwacjami, że trans nie jesteś.
    To z kolei udowadniać powinno, że system diagnozowania sam w sobie działa, tylko zdarzają się medycy, którzy wypisują diagnozę na zawołanie.
    Jesteś z Poznania, więc powinieneś kojarzyć psychiatrę, który wypisywał benzo narkomanom, mimo że znał ich cele. Był chyba nawet o to sądzony albo coś pomyliłam.

    Twoja sytuacja powinna otworzyć dyskusję na rzetelną edukację seksualną, która uczyłaby dzieciaki ostrożności w kontaktach w internecie (na żywo w sumie też), by nie dochodziło do sytuacji, że nastolatek kumpluje się z minimum kilkanaście lat starszym człowiekiem, bo taka relacja z góry jest skazana na nierówność i istotne wpływy dorosłego. Ostatnio dużo się mówi w niektórych bańkach informacyjnych o związkach hetero, gdzie kobieta jest ledwo dorosła i spotyka się facetem 30+ i ludzie nie widzą w tym nic złego, bo to jest tak znormalizowane.
    Druga sprawa, to w takiej edukacji seksualnej ważna jest nauka akceptacji siebie i życia w zgodzie z tym, kim się jest. Bez względu na swoją orientację, wygląd, czy płeć. Tego i dziś brakuje, a zamiast tego niektórzy politycy (którzy zresztą pieją teraz z zachwytu nad twoim wpisem) urządzają nagonkę, że tego nie trzeba, że to pedofilia itd.

    Zabrakło dodania, że tranzycja w warunkach medycznych sama w sobie nie doprowadza do takich efektów, o których piszesz, ponieważ jest się pod kontrolą lekarzy. Jeden z leków, który brałeś najpierw, czyli potocznie nazywany bloker, powinien być brany wraz z hormonami. Ty byłeś w sytuacji, gdzie przez bodajże rok w okresie rozwoju byłeś pozbawiony jakichkolwiek hormonów płciowych, co właśnie mogło doprowadzić do osłabienia twojego kośćca. Tu nie winię ciebie za tę sytuację, ponieważ byłeś urobiony przez najpewniej fetyszystkę i nawet nie wiadomo czy faktycznie była to osoba trans, czy zwyczajnie podawała się za taką i wiedziała, że w takim środowisku łatwiej o upolowanie dzieciaka, bo częściej takie dzieci są zostawione same sobie i nie mają wsparcia.

    W pewnym momencie napisałeś, że wiesz, że proces tranzycji nie jest wcale taki trudny w Polsce, jak to inni mówią, bo sam miałeś ten proces dość szybki. Niestety, ulegasz tu przyćmieniu przez dowód anegdotyczny. Miałeś „szczęście” być tą osobą, która dostawała prawie wszystko bez większego problemu, miałeś też zasoby finansowe na diagnozowanie czy nawet potem umówioną operację usuwania jąder. Proces sądowy o zmianę danych chyba też nie był utrudniony, bo nie wspominasz nic o rodzicach, którzy by stawali przeciwko. Tu nałożyło się naprawdę wiele czynników, dlatego pisanie o tym, jak o standardowej procedurze jest dalekie od faktów.

    A co jeszcze można dodać – być może gdyby o transpłciowości mowiło się w normalnym tonie, bez tworzenia nagonki na ludzi, tylko poprzez stwierdzenie „no okej, przytrafia się”, to dzieciaki, które mogą czuć się nie tak (nie wnikam czy faktycznie trans są czy nie) mogłyby łatwiej prosić bliskich o pomoc i ewentualną rzetelną diagnozę (taką jak miałeś w wieku 15 lat), zamiast prosić o rady i pomoc przypadkowe osoby z internetu i robić wszystko w ukryciu.

    Twoj przypadek mówi też o błędach medycznych lub raczej istniejącym problemie „wykupowania” recept/diagnoz, co – jak już pisałam – jest sytuacją znaną wśród wielu profesji. W Obornikach z kolei jest ortopeda, który wypisze każdemu zwolnienie lekarskie na ból kolan czy czegoś w tym stylu, jeśli tylko pojdziesz do niego prywatnie i trochę postękasz na bolesność, nawet jeśli to nieprawda. Jest to znane w okolicy i jak komuś kończy się umowa i chciałby iść na L4, żeby jeszcze trochę oskubać z pieniędzy, to ludzie od razu mówią o możliwości u tego lekarza.

    I taka drobna uwaga – pisałeś o zdjęciach przed i po, jednakże obie fotografie są już po detranzycji. To z kolei jest clickbaitem. Jeśli chodziło ci o innego rodzaju przed i po, to w takim razie zostało to trochę źle ujęte.

    Jeśli natomiast chodzi o jakąś małą radę na koniec – twoja sylwetka nie jest skazana dożywotnio na prezentowanie żeńskich cech. Odpowiednie zbudowanie mięśni potrafi skutecznie ukryć wcięcie w talii, czy szerokie biodra. Jest to wtedy praca prawie jak u rzeźbiarza poprzez bawienie się proporcjami poszczególnych części ciała. Blizny po usunięciu biustu mogą z kolei zostać zakryte tatuażem w cielistym kolorze. Część kobiet po porodzie, gdy ma ogromne rozstępy na brzuchu, decyduje się na taki zabieg, jeśli je na to stać.

    1. Phew. Co to za droga? Zrobić sobie więcej szkodliwych zabiegów by odwrócić błąd? Nonsens. Niech płacą za to ci, którzy nas okaleczali. Zresztą ja bym żadnego tatuażu nie chciała. Koniec z okaleczaniem przez medyków – nie mają dostępu do mojego ciała. (Też jestem detrans).

  32. Gratuluję odwagi, życzę dużo szczęścia i siły. To bardzo, bardzo ważne świadectwo, bardzo ważny głos w sprawie tranzycji. Mam wrażenie, że nowoczesna medycyna uległa modzie i chciwości, liczy się kasa, jaka płynie od ludzi z poważnymi problemami, którzy potrzebują pomocy i łatwo ich zmanipulować. Nie neguję zupełnie sensu tranzycji płci, może faktycznie są przypadki, w których jest to potrzebne, ale to co się aktualnie dzieje nazywam lobotomią XXI wieku. Nie daj się zastraszyć!

    1. A ja dzisiaj neguję całkowicie i nie boję się tego powiedzieć. Okaleczanie ciała i faszerowanie hormonami to eksperyment i biznes a nie pomoc. Poczucie szczęścia jest subiektywną sprawą, ale zwykle pyta się o nie osoby tuż po zabiegu a wtedy większość powie, że jest zadowolona. Refleksja przychodzi, gdy człowiek uporządkuje swoje problemy, które skłoniły go do tej autodestrukcji swojego ciała.

  33. Dzięki za twoją dowagę do podzielenia się tą historią. Na pewno nie było Ci łatwo ze względu na to, że padłeś ofiarą nadużycia jako młody chłopak.

    Myślę, że takich historii będzie więcej — przecierasz szlak. Robisz coś bardzo dobrego.

    Wyobrażam, sobie jak ciężko musiało być przez to przechodzić i jeszcze przez tyle lat mieć z tego powodu wielu hejterów i byłych znajomych, którzy rozsiewali na twój temat pomówienia i kłamstwa, żeby obniżyć twoją wiarygodność i Cie szantażowali, żebyś czuł lęk. Teraz to wszystko nabrało sensu.

    Czytałam wnikliwie dyskusje na social mediach i widzę, że transaktywiści postanowili się na Ciebie rzucić. Ewidentnie się boją i postanowili zaatakować w odwecie.

    Napisałam tekst o tym jakich manipulacji się dopuszczają, żeby Cię szkalować, może będzie to ciekawe dla Ciebie i czytelników:

    http://kayaszu.pl/2023/04/12/lukasz-sakowski-mowi-o-swojej-de-tranzycji-a-transaktywisci-zbieraja-szyki-by-mocniej-go-szkalowac/

  34. Zrobiłeś coś wartościowego, nie dla jednych ani drugich – w imię prawdy.
    Widzę tutaj próbę dyskredytacji lub relatywizacji problemu jakiego doświadczył bohater. Drodzy czytelnicy – nie rozcieńczajcie i nie manipulujcie. To, że tutaj było o włos od tragedii spowodowanej chorą ideologią LGBT w praktyce, nie znaczy że ludzie z tymi problemami nie istnieją. Jestem przekonany, że są ludzie z zaburzeniami, dla których tranzycja jest jedyną szansą na lepszej jakości życie. Z drugiej strony nie udawajcie, że nie ma ludzi, dla których tranzycja stała się piekłem i największym błędem w życiu bo ktoś stawiał na dogmatyzm i ideologię a nie na fakty i naukowe podejście. Teraz jako społeczeństwo powinniśmy zadbać o jak najlepszej jakości diagnozę problemu tak aby decyzja o tranzycji była maksymalnie trafiona a nie jak niektórym oszołomom z lewej strony się wydaje – aby tranzycja odbywała się równie łatwo jak wizyta u kosmetyczki.

  35. Wielkie podziękowania za tak szczegółowy – i pewnie niełatwy w upublicznieniu – artykuł. Siłą rzeczy mało kto ma taki wgląd w tę materię, a jeszcze mniej osób potrafi o niej tak otwarcie mówić.
    Nota bene, już wcześniej wiedziałem, że coś jest solidnie nie tak z tym całym LGBT, informacja o tym, że bi i homoseksualiści się od nich zaczynają dystansować wiele wyjaśnia.

  36. Bardzo bardzo mocny i ciekawy artykuł. Ale powiedz mi czy w takim razie uważasz że każdy transseksualista popełnia błąd? Że nie ma żadnych wskazań do zmiany płci? Że zawsze można to „wyleczyć” terapia? Czy że jednak są wyjątki?
    Zgodzę się ze teraz to trochę „modne” być LGBT+.

    1. Ja uważam, że zawsze można wyleczyć terapią. Można zaakceptować siebie takim/ą, jakim/ą się jest. Czasami może być to trudne, jeżeli w rodzinie brakuje ojca, ale wszystko da się przepracować jeżeli pozwolimy terapeutom działać w odpowiednim nurcie a nie promować afirmacyjnych oszołomów takich jak DH, czy BG.

      1. Za duża generalizacja. Sam jestem po tranzycji (społecznej 16 lat, medycznej i prawnej przeszło 10), po przepracowaniu problemów psychologicznych, ogarnięciu się życiowym – i jestem szczęśliwym człowiekiem 😉 Nie żałuję korekty.
        Zgadzam się co do tego, że im mniej ingerencji w ciało, tym lepiej; że terapia jest w przypadku osób odczuwających dysforię (niezależnie czy są transseksualne, czy ich dysforia wynika z innych problemów) wielkim nieobecnym i to od niej powinno się zacząć. Jestem silnym przeciwnikiem tranzycji dzieci i młodzieży. Ale nie uznaję czegoś takiego jak „wszystko” „zawsze”, „nigdy” itd. To jest skrajnie indywidualne.
        Przykładowo u mnie dopiero po rozpoczęciu tranzycji zaczęły ustępować zaburzenia – także te, których z dysforią w ogóle nie wiązałem. Poza tym, że wyszedłem z ośmioletniej depresji i zaburzeń lękowych, moja dysforia się wyciszyła i nabrałem pewności siebie, całkowicie ustąpiła paruroza, którą miałem od dzieciaka. Rzecz teoretycznie niezwiązana z czymkolwiek. Ot; ciekawostka.
        Czy chcę przez to powiedzieć, że tranzycja to magiczne remedium? Nie. To, że mi tranzycja (na co wszystko póki co wskazuje) pomogła, jest takim samym dowodem anegdotycznym, jak to, że Tobie czy Łukaszowi zaszkodziła. Chodzi o to, by nie projektować swoich przeżyć na innych.
        Przykro mi z powodu Twojego cierpienia i szczerze mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie przez coś takiego przechodził.
        Szczęścia <3

  37. „Jednak bardzo szybko okazało się, że stare problemy nie zniknęły. To mit, że tranzycja płci „leczy” z depresji, problemów w relacjach społecznych, autyzmu, zaburzenia osobowości typu borderline, nieakceptacji swojej orientacji seksualnej, myśli samobójczych, czy innych kłopotów”. – Nawet osobom otyłym, które próbują zejść z wagi, nie mówi się, że wymarzone 70 czy 50 kg sprawi, że ich kłopoty znikną. Szokujące jest dla mnie to, że w dużo poważniejszej kwestii, jaką jest zmiana płci, może pojawić się w ogóle takie stwierdzenie.

    Panie Łukaszu, czy Ewa pana kiedykolwiek przeprosiła?

  38. Gratuluję Ci ogromnej odwagi. Jestem zdania że ewentualna decyzja o zmianie płci powinna być poprzedzona dogłębną diagnostyką i przede wszystkim powinna dotyczyć wyłącznie osób pełnoletnich. Wiek nastoletni, gdy młody człowiek może mieć problem z budowaniem własnej tożsamości, jest zdecydowanie zbyt wczesnym momentem na podejmowanie tak doniosłej decyzji.

  39. Świadectwo zdecydowanie tłumaczy (lub wręcz usprawiedliwia – do indywidualnej oceny czytelników) twoje zapatrywania na kwestię transpłciowości. Bardzo przykre, że pod wpływem manipulacji ewidentnie niezrównoważonej osoby z poważnymi problemami musiałeś przejść przez wszystko, przez co przeszedłeś. To powiedziawszy, pewien ciąg obserwacji z mojej strony:
    – koniec końców okazało się, że nie jesteś osobą trans
    – niektórzy podobno jednak nimi są
    – można odnieść wrażenie, że wyrażasz przekonanie że skoro ty koniec końców nie okazałeś się osobą trans, wszystkie inne osoby się za takie uważające są w jednakowym błędzie
    – wygląda to na wnioskowanie z własnego przykładu, co choć zrozumiałe z racji na osobiste przeżycia, zdaje się nie być zgodne z metodą naukową
    – patrząc na dzisiaj powszechnie widywane wyrazy akceptacji praktycznie wszystkich osób trans wobec gejów, można uznać, że osoba zwana „Ewą” była przypadkiem bardzo skrajnym i po prostu spotkał cię niewyobrażalny pech, że znalazłeś się pod jej wpływem
    – jednak powyższe nie powinno być powodem do przyjmowania całościowo negatywnej opinii na temat aktywistów trans oraz obecnego consensusu medycznego na temat transpłciowości. Tranzycja w przeważającym odsetku poprawia jakość życia osób z dysforią płciową
    – twoja historia uczy nas, że badania psychologiczne powinny zostać poszerzone i ulepszone w celu bardziej rzetelnej oceny każdej osoby (zwłaszcza młodych), szczególnie pod kątem siły przekonania o poczuciu innej płci, emocjonalnego skonfliktowania itd. Ponieważ tożsamość płciowa jest kwestią bardzo delikatną i złożoną, na pewno nic nie powinno być robione w tych sprawach pochopnie.

  40. Bardzo potrzebny i odważny tekst. Myślę, że z naszą zachodnią kulturą dzieje się coś złego, że pozwalamy młodym ludziom (dzieciom) na zniszczenie sobie życia i zdrowia. Edukacja totalnie zawodzi nie tylko tu w Polsce. Zamiast uczyć dzieci, że dojrzewanie to trudna rzecz, że mózg i ciało ,,szaleją” w tym czasie pod wpływem naturalnego procesu dojrzewania, że można się czuć przez pewien czas bardzo źle we własnym ciele i to jest OK, bo tak się zdarza, ładuje się dzieciaki bzdurami o niebinarności, trans tożsamości w dzieciństwie itp. To ma rozwiązać problemy i sprawić, że będzie się zadowolonym. Dorastanie nie polega na byciu zadowolonym, ale na nauczeniu radzenia sobie z przeciwnościami i rozczarowaniami, umiejętnością akceptowania tego, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, a na inne tak. Przede wszystkim powinniśmy uczyć dzieci afirmacji własnego ciała jedynego jakie mamy, które jest podstawą naszej egzystencji. Afirmacji czyli akceptacji i zadowolenia z siebie, a nie transformacji na drodze chirurgii plastycznej.
    Powinniśmy uczyć dzieci wspierać się wzajemnie w tym trudnym czasie dorastania i wyposażyć je w taką wiedzę, że gdy same będą rodzicami nastolatka to będą dobrze rozumieć zachodzące w młodym człowieku procesy biologiczne i ich psychologiczne konsekwencje. Obecnie to nie ma miejsca.
    Żeby była jasność nie neguję istnienia osób trans, ale uważam, że byciu trans może orzekać świadomie jedynie osoba dorosła. Dorosły człowiek rozumie czym jest seks, pożądanie i jaką rolę odgrywają w tym genitalia, bo tego doświadczył. Dlatego uważam, że tylko taka osoba jest w stanie stwierdzić, że rzeczywiście pragnie tranzycji. Żadne dziecko nie jest do tego zdolne, ci którzy twierdzą inaczej krzywdzą dzieci.

  41. To naprawdę przykre co Pana spotkało i współczuję. Nie mniej jednak opisuje Pan swoje doświadczenie. Bardzo przykre, traumatyczne i osobiste – Tak. Ale przy tym jednostkowe i swoje. Na podstawi swojej historii nie można wyciągać wniosków dotyczących wszystkich.

    W Pana przypadku terapia afirmująca nie mogła odnieść pozytywnego skutku ponieważ nie jest Pan osobą transpłciową. Został pan skrzywdzony przez szurnietą osobę z internetu, której wiarygodności nie sposób już zweryfikować, a szkoda bo należało by ją pozwać. To co próbował Pan robić to poddać się leczeniu homoseksualności swego rodzaju wariacją na temat „terapii konwersyjnej”. Korekta płci nie służy i nie służyła do tego celu. Nie leczy się chorych nerek lekami na serce. Tak samo było w tym przypadku. Leczenie, którego się Pan podjął nie było dla Pana. Warto przy tym zaznaczyć, że nie cierpiał Pan na żadną chorobę, którą należy jakkolwiek leczyć, może poza depresją.

    Przyjmował Pan leki wysyłane przez obcą osobę, bez żadnej weryfikacji – czego nie można nazwać terapią prowadzoną przez specjalistę. Specjaliści bowiem są doskonale świadomi skutków ubocznych proponowanych leków i kontrolują stan pacjenta. Kolejni lekarze, którzy tak bez problemu wystawili Panu dokumenty zachowali się nieprofesjonalnie. Niemniej jednak można sobie wyobrazić, że uznali Pana za niezwykle pewną swego i odważną osobę transpłciową, która mimo wszystkich przeciwności chce żyć w zgodzie ze sobą. Nie usprawiedliwia to ich zaniedbań. Od tego są lekarzami, że powinni Pana zbadać.

    Przeżył Pan straszną traumę i tego Panu współczuję. Jest to wytłumaczenie dla Pańskiej postawy, która bez wątpienia jest transfobiczna. Nie usprawiedliwia jednak pogardliwego języka, który Pan notorycznie stosuje w swoich tekstach, niechęci do zrozumienia, że Pańskie doświadczenia nie są uniwersalne dla całej populacji, a sytuacja innych osób różnić się może od Pańskiej.

    Pozdrawiam Pana serdecznie i mam szczerą nadzieję, że uda się Panu przepracować tą traumę do końca i zaprzestanie Pan wyżywania się na osobach transpłciowych, które w przeciwieństwie do Pana są transpulciowe i potrzebują wsparcia, akceptacji i leczenia hormonalnego.

    1. Dobra. Wejdź na TikToka I poszukaj sobie Jeffreya Marsha. Jest stukniętą osobą z internetu, ile dzieci skrzywdzi? Chodzi o to, że cała transkultura otwiera furtkę dla takich zjawisk. Ile dzieciaków jesteście w stanie złożyć jako ofiary dla swojej ideologii?

      1. Czyli Pani to wyznawczyni czarnkowej teorii istnienia „ideologii gender”, „ideologii elgiebetow” ? To jest bardzo ciekawa postawa u kogoś, kto podaje się za feministkę, szczególnie jak sie zna historię feminizmu…

  42. Panie Łukaszu, gratuluje odwagi do podzielenia się swoją poruszająca historia! Życzę dużo siły i radości w życiu, aby dalej być świadkiem prawdy o człowieku.

  43. ty ale tu masz racje – raz długo konwersowałem z bardzo ładną trans dziewczyną m/k i ona też nie lubiła gejów, uważała to za coś nienormalnego, gdy jej wypomniałem że seks z osobą trans dla wielu osób też jest nieakceptowalny to się strasznie oburzała, że przecież jest kobietą. Chyba prawdziwe osoby transseksualne mają pełny mózg przeciwnej płci, z reguły ciało mężczyzny i mózg kobiety bo zarodek najpierw ma zawsze formę żeńską a później pod wpływem androgenów zmienia się na męską, zawiązka mózgowa jest zalewana na końcu i czasem – np. pod wpływem BPA, choć ten proces nie do końca jest badany – nie wykształcą się prawidłowo elementy męskie np. jądro Onufa w mózgu i człowiek rodzi się z ciałem mężczyzny i mózgiem kobiety, z wszystkimi kobiecymi wadami i zaletami.

  44. Cieszę się, że pojawiło się kolejne świadectwo osoby, która próbuje zdyskredytować szaleństwo zwane ,,zmianą płci”. Za kilka lat wszyscy będziemy się tego wstydzić jak lobotomii i innych tego typu wynalazków. Pozdrawiam Pana serdecznie, proszę nie przejmować się hejtem.

  45. Dziękuję za ten tekst. Cieszę się, że są ludzie, którzy mają odwagę mówić prawdę. Za kilka lat ,,zmiana płci” będzie traktowana tak jak lobotomia… Poczekajmy…

  46. Długo nic mnie poruszyło tak, jak ten tekst, mogę sobie jedynie wyobrazić, co czułeś, jak ciężko Ci było. Trzymaj się, Łukasz, dziękuję za ten głos i za wszystko, co robisz na tym blogu. Cieszę się, że nie dałeś się zastraszyć, moc jest z Tobą!

  47. Panie Łukaszu, jeśli mogę wyrazić swoją opinie, uważam, że opis takiego osobistego doświadczenia jest ważny dlatego, żeby ludzie mieli całe spektrum informacji i rozumieli jakie presje na nich mogą wywierać inni oraz dominujące przedstawienia innych w społeczeństwie, mediach, itd (jak w Pana przypadku, bycie gejem było demonizowane co bardzo na Pana wpłynęło, był Pan również pod wpływem manipulacji, osoby, która założyła, że to, co się z nią dzieje, na pewno dzieje się też z Panem i chcącą brać czynny udział w „zmianie” przez nią samą zaprojektowaną).
    Jednak wydaje mi się niesprawiedliwe i krzywdzące innych popadanie z jednej skrajności w drugą… W diagnozie z 2008 roku, którą uznaje Pan za naukową i rzetelną widnieje informacja, że Pańska diagnoza jest taka, że nie jest Pan osobą transseksualną, że nie występują u Pana charakterystyczne dla osób transseksualnych kwestie. I chociaż transseksualność jest w tej diagnozie nazwana zaburzeniem to nie jest negowana, tj. istnieją inne osoby transseksualne i ta sama osoba diagnozująca Pana i uznająca, że Pan nią nie jest nie neguje istnienia transseksualności. A Pan jednak nazywa ją „toksyczną ideologią”. Pan czuł się bardzo źle z faktem, że jest Pan gejem, bo nie było i wciąż nie do końca w Polsce jest to akceptowane. Tak samo nie jest akceptowane to, że niektóre osoby są transseksualne. Że należy lepiej diagnozować? Ostrożności nigdy nie zaszkodzi, ale Pana dobrze zdiagnozowano w 2008. Był Pan po prostu zmanipulowany i brał Pan leki na własną rękę i podważył Pan diagnozę, w której jednak był Pan widziany jako człowiek, uznany jako gej, zrozumiane były Pana wątpliwości… ale był Pan pod wpływem manipulacji i odosobnienia. Także może pozostawmy rzetelne diagnozy w spokoju i uszanujmy osoby, które jednak są transspłciowe bez odbierania niczego Pańskiej historii, która oczywiście może się zdarzyć też innym w kontekście obecnej walki o swoje prawa osób transpłciowych. Znam hiszpańskie badania, które pokazują jak aktywizm transspłciowy wpływa na dzieci, że właśnie zaczyna im się wydawać, że są transspłciowe. To jednak nie zmienia faktu, że niektóre z nich będą. I że prawa osób transpłciowych w Hiszpanii są uznane przez prawo. Nie popadajmy z jednej skrajności w drugą. Niektóre osoby mają niższy popęd seksualny i ktoś może im wmówić albo im się może wydawać, że są gejami. A potem okaże się, że nie są. To nie znaczy, że nie istnieją geje, i że jest to „szkodliwa ideologia”. Szanujmy się.
    Wpis ważny ze względu na skutki uboczne przyjmowania leków przy ewentualnie postawionej złej diagnozie, ale nie wykazujący szacunku do osób transpłciowych.

  48. To bardzo ważny i chyba pierwszy tak donośny głos w tej sprawie. Mam nadzieję, że wielu pogubionych w natłoku mód i presji nastolatków znajdzie w nim odpowiedź na swoje pytania. Brawo i chylę czoła!
    I, tak po ludzku, jest mi bardzo przykro, że tego doświadczyłeś. Tego ogromu cierpienia nie mogłeś oddać w tekście, który musi być przecież merytoryczny, ale wyobrażam sobie, że to były i pewnie będą lata udręki i bólu…

  49. Bardzo cenne świadectwo w czasach, kiedy aktywistów namawiających do tranzycji traktuje się jak święte krowy, a sprzeciw wobec nich to myślozbrodnia.

    1. Nikt nikogo nie namawia do tranzycji, to jest zawsze własna decyzja.
      Jeśli ktoś namawia, to jest wyjątkowym przypadkiem, może osobą z zaburzeniem osobowości i należy wystrzegać się takich osób.
      Jednak aktywiści na rzecz równości i równego traktowania nigdy nikogo nie namawiają, jedynie uznają i akceptują wybory osób z dysforią.

  50. Poruszająca historia i bardzo nie na miejscu są tutaj komentarze niektórych osób głównie ze środowiska lewicowego aktywizmu. Serio, człowiek się dzieli największą prawdopodobnie traumą w swoim życiu i nawet tutaj musicie wcisnąć siebie i swoje ego, z tym swoim „ale to jednostkowa historia a większość osób nie żałuje tranzycji”? Chyba empatii nie macie. Tak, to jednostkowa historia, Jego historia i ma prawo ją opowiadać i być wysłuchany a nie wszystko jest o was. Właśnie przez takie wpieprzanie wszędzie ja, ja ja i upatrywanie wszędzie potencjalnej dyskryminacji i mikroagresji niektóre środowiska np. feministyczne się was wypierają.

    Co do Pana Łukasza, wiele razy nie zgadzałam się z Pana poglądami np. o dzietności i sterylizacji ale ogromnie mnie poruszyła ta historia, bardzo współczuję i życzę dużo zdrowia, siły i spokoju. Aż chciałoby się, aby osoby które doprowadziły Pana do takiego stanu (zwłaszcza osoba nielegalnie dystrybuująca leki) spotkały się z odpowiedzialnością prawną. Czy będzie Pan dochodził takiej odpowiedzialności?

  51. bardzo wspolczuje tego przez co przeszedłes. wspolczuje wszystkim zagubionym. dziekuje za opowiedzenie o tym. pozdrawiam

  52. Jeśli wpisać w Google hasło „bloger detranzycja”, mamy pełno wzmianek o tym wpisie, ale tylko na stronach kojarzonych jako katolickie albo chrześcijańskie. Lewica i liberałowie ocenzurowali Pana bardzo konsekwentnie, zwartym szykiem.

  53. To piękne, że dla dobra innych zdecydował się Pan podzielić tak intymną historią. Równocześnie bardzo przykre, że ktoś Pana szantażował jej ujawnieniem jakby miał to być jakiś powód do wstydu czy coś złego. Życzę Panu wszystkiego najlepszego i dziękuję za to szczere wyznanie.

  54. Gościu – jak już wymyślasz jakąś historyjkę to się kurde postaraj żeby była wiarygodna… bo to jest taka bajka w jaką uwierzy ci tylko ktoś kto zostawił mózg w innych spodniach…

  55. Chylę czoła przed odwagą tak szczerego opisania swej historii. Przed laty intensywnie blogowałem, ale napór hejtu skutecznie mnie zniechęcił do szczerego pisania o sobie, choć akurat poruszałem inne dylematy.
    Zastanawiam się, dlaczego tak ważna jest rola patronów. Sam mimo wszystko pisuję regularnie do mediów bez jakiegokolwiek honorarium, nawet gazetę ze swoim tekstem kupuję jak każdy czytelnik.

  56. Ujawniłeś swoje personalia, co ma swoje plusy i minusy. Plus, że to nadaje niesamowitej wiarygodność. Minus, że zdaje się, że nie chcesz napisać od czego się to wszystko zaczęło – co zrozumiałe, bo chodzi mi o to jak wyglądało Wasze życie rodzinne, relacje w domu, zwłaszcza ojciec-syn. To jest bardzo ważne w kontekście tego co się takiego wydarzyło, że pojawiły się u Ciebie skłonności homoseksualne. Że nie szukałeś pomocy w rodzinie tylko u faceta-Ewy. Rozumiem, że nigdy tego nie poznamy, bo to dotyczy prawa do prywatności Twoich bliskich. Z tekstu wynika, że pozostajesz osobą o skłonnościach homoseksualnych akceptującą ten stan rzeczy, pytanie czy to nie wymaga głębszej terapii celem odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało? Zostań z Bogiem.

    1. Obawiam się, że z Ciebie taki „chrześcijanin” jak ze mnie pijący wino (jestem abstynentem. Nie obraź się, ale pisząc o „homoseksualnych skłonnościach” ośmieszasz siebie i religię, w który ponoć tak wierzysz. Bóg stworzył osoby homoseksualne, tak jak heteroseksualistów na swój obraz i podobieństwo – tak powinni wierzyć chrześcijanie, inaczej nie mają za grosz logiki. Według ateistów homoseksualizm jest wytworem nie Boga lecz natury. Ja akurat jestem wierzący. Szkodliwą społecznie dewiacją podlegającą naprawie, choćby lobotomią są nałogi (tytoń, pijaństwo, narkotyki). Homoseksualizm jest cechą wrodzoną jak płeć. Mimo wszystko z Bogiem i rozumem, któy ponoć Bóg daje każdemu, albo prawie każdemu człowiekowi

      1. Skoro już padło słowo „logika”, to pociągnijmy ten temat. Bóg stworzył nie tylko homoseksualistów ale i chorych na raka. Czy z tego powodu mamy uznać, że nie należy nic robić z tym „tworem Boga”? Twierdzisz, że „Homoseksualizm jest cechą wrodzoną jak płeć”. A gdzie dowody? Bo badania naukowe wskazują na coś innego: „Nearly half a million genomes reveal five DNA markers associated with sexual behaviour — but none with the power to predict the sexuality of an individual” (J. Lambert, „No 'gay gene’: Massive study homes in on genetic basis of human sexuality”, Nature, 2019). A skoro dopuszczasz tak radykalne metody jak lobotomia, to dopuszczasz także łagodniejsze metody leczenia różnych przypadłości jak np. bezpłodność spowodowana skłonnością do tej samej płci. Tyle na temat logiki.

    2. Ludzie, którzy myślą, że homoseksualizm jest czymś nienaturalnym są prawdziwym zagrożeniem dla społeczeństwa. Podobnie, jak niebinary są zamknięci w swojej ideologii. Ja potępiam zarówno homofobstwo, jak i niebinarnych aktywistów. Jedni i drudzy dla swojego widzimisię zakłamują rzeczywistość.

  57. Panie Łukaszu, serdecznie współczuję Panu z powodu tego co Pan przeszedł i teraz przechodzi. Trans-fanatycy wylali na Pana wielkie wiadro pomyj, ale wierzę, że Pana działalność przyczyni się do tego, że wiele osób nie zostanie wmanewrowanych w taką sytuację jak Pan. Życzę Panu wiele wytrwałości w zwalczaniu tego swoistego trans-płaskoziemstwa, cały świat tego bardzo potrzebuje.

  58. Nie wiem czemu, ale ufam Tobie i uważam że jesteś bardzo wiarygodny i przede wszystkim mądrym człowiekiem. I naprawdę cieszę się że piszesz o takich trudnych tematach. Bo osób takich jak Ty jest pełno i oby nie musiały przechodzić tego co Ty. Osobiście jestem zła o to, że wszędzie się znajdzie ktoś kto wykorzysta dla zarobku czy sławy zwykłych ludzi. Gdyby tylko ludzie tak bardzo nie utrudniali innym życia i zmuszali do bycia kimś kim nie są, świat byłby piękniejszy. Żyjemy jednak w świecie gdzie ludzi próbuje się na siłę wciskać w jakiejś ramy, bo tak ,,niby łatwiej”. ale czy aby na pewno ? A tu jednak mimo wszystko każdy z nas jest inny i wyjątkowy. I naprawdę uważam, że nie ma co ,, dłubać w ciele czy w głowie ” i zmieniać na siłę czyjejś natury i tego kim kto jest. z tego co widzę to nie ma w tym dobrych intencji, tylko dobre pole do zarobku…

    P.s Mam nadzieję, że znalazłeś a jak nie to znajdziesz swoją drogą połówkę. Jesteś naprawdę wyjątkowy i zasługujesz na to by być szczęśliwym takim jakim jesteś.

    Mam nadzieję, że w niczym Cię nie uraziłam. Niestety nie umiem w ,, komentarze ” ale przyznam że ten tekst dużo mi pokazał. Pozdrowienia

  59. Panie Łukaszu, bardzo dziękuję za opisanie swych strasznych przeżyć, odkrycie bolesnej prawdy i za obnażenie skali bezwzględnej manipulacji stosowanej przez wpływowe lobby transseksualne i zwykłych, szeregowych łajdaków typu „Ewa”. Myślę że swoją odwagą, szerokim ujawnieniem tej wstrząsającej historii uchroni Pan wiele zagubionych osób przed popełnieniem podobnych błędów, całkowicie niszczących zdrowie fizyczne i psychiczne.
    Jest Pan wspaniałym człowiekiem; życzę by wszystko się Panu w życiu ułożyło jak najlepiej, i by wrócił Pan do zdrowia – na ile to tylko możliwe.

  60. Drogi Łukaszu, jeśli Twoja historia jest prawdziwa, w co raczej nie wątpię to bardzo Ci współczuję. Miałeś dwóch oprawców – podłe, otumanione homofobią społeczeństwo i zwyrodniałego transseksualistę, przez którego idiotyczną homofobię wiele wycierpiałeś. Wątpię, żeby wszyscy transseksualiści byli złymi ludźmi, ale ich nie rozumiem. Sam urodziłem się biseksualnej orientacji i zdaję sobie sprawę, że orientacja seksualna jest cechą wrodzoną, tak jak: rasa, płeć, narodowość, nieraz poziom sprawności. Orientacja seksualna tak jak wiek nie podlega zmianom. Współczuję Ci, że tak szybko odkryłeś swoją orientację seksualną. Choć jest ona cechą wrodzoną, organizm w nienawistnym społeczeństwie broni się przed wiedzą o sobie. Ja np. przeczuwałem coś już jako dziecko, ale dopiero tuż przed 16 odkryłem, że jestem niehetero. Twoja historia pokazała, na dwa niezwykle ważne problemy – homofobię, skrajną homofobiczną propagandę i antyspołeczne uprzedzenia olbrzymiej części naszego w dużej mierze pseudokatolickiego społeczeństwa, jak i propagandę części ludzi trans, którzy wykorzystują innych do swoich niecnych celów – żeby poczuć się lepiej.

    1. Szanowny Panie Mateuszu, homofobia ma proste wytłumaczenie w oparciu o nauki przyrodnicze na poziomie przedmiotu biologia z klasy 4 szkoły podstawowej. Homoseksualizm jest sprzeczny z potrzebą przedłużania każdego gatunku ssaka, więc awersja wobec osobników homoseksualnych jest zjawiskiem naturalnym. Nie da się zbudować tolerancji wobec osób homoseksualnych bez odpowiedniej podstawy światopoglądowej. Jak Pan sądzi, jaka jest wartość osobników homoseksualnych z punktu widzenia darwinowskiej teorii doboru naturalnego? Jeżeli chcemy więc wznieść się na poziom wyższy niż biologiczny, na dzień dobry musimy ustalić, dlaczego chcemy to zrobić, a potem jak i według jakich wskazówek. Nie sądzę, aby Pana stosunek do otaczającego świata cokolwiek tu pomógł („podłe, otumanione homofobią społeczeństwo”).

  61. To bardzo ważne świadectwo od osoby, której nie można zarzucić wrogości wobec osób LGBT czy braku szerokiej wiedzy i doświadczenia w tej kwestii. To bardzo ważne, że pojawia się w Polsce w 2023 roku, gdy toksyczna idelogia gender zyskuje coraz szersze uznanie.

    Łukasz zostanie teraz zaatakowany z wielu stron, bo ośmiela się kwestionować narrację o niebinarności i płci kulturowej jako jedynym prawdziwym wyznaczniku płci. Myślę, że jako osoba dojrzała jest na to gotowy, ale i tak bardzo go podziwiam, że odważył się zaryzykować w imię prawdy. Środowiska trans będą próbowały zignorować ten głos, ale na dłuższą metę to się nie uda i wywoła u nich wyparcie oraz agresję.

    Osobnym wątkiem jest odpowiedzialność osób umożliwiających mu działanie na swoją szkodę i niszczenie swojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Mam tu na myśli głównie lekarzy i terapeutów działąjących w niszy „transseksualizmu”. Nie wiem jakie mieli motywy, zapewne różne: ideologiczne, finansowe, a może po prostu byli zwyczajnie niedouczeni. Widzę tu też dość częstą wśród lekarzy w ogóle tendencję do pojścia na łatwiznę, zaniechania głębszej diagnostyki oraz wprowadzanie pacjenta w procedury medyczne bez jego realnej wiedzy i zgody. Lekarz wie lepiej, co dla ciebie pacjencie dobre i nie ma ani chęci ani czasu ci tego wyjaśniać, bo i tak twój niemedyczny umysł tego nie pojmie. Następny!

    To dobrze, że Łukasz zachował pełną dokumentajcę, bo wiele z tych osoób powinna zwyczajnie ponieść odpowiedzialność karną, choćby za poświadczanie nieprawdy w opiniach sądowych.

    Najbardziej cieszy, że jego historia być może dotrze do wielu młodych zmanipulowanych ludzi, wyznających ideologię gender (bo właśnie w kategoriach fałszywej religii najłatwiej zrozumieć to szkodliwe społecznie zjawisko). To nie przypadek, że Łukasz wielokrotnie używa określeń „sekta” i „psychomanipulacja”.

  62. Super, bardzo się cieszę, że się ujawniłeś. To musiał być cios dla szantazystów. Niemniej wspłczuję całej sytuacji, która jest dla mnie jednoczesnie szokująca, jak i wcale nie dziwna. Sama mam juz naprawdę sporo lat i kiedy ogądam, co się obecnie wyprawia, to jestem zdumiona. Kiedy byłam młoda, miałam wśród znajomych kilku gejów, ale tylko raz widziałam osobę transseksualną. Obecnie wydaje się to zjawiskiem tak popularnym, że wzbudza zastanowienie. Przecież nawet, jeżeli weźmie się pod uwagę, że dzisiaj ludzie mniej boją się wyjścia z ukrycia, to skala wydaje sie szokująca. Dlatego uważam, że młodym ludziom robi się wodę z mózgu. A Tobie gratuluje odwagi, życzę powodzenia i mam nadzieję, że życie Ci się ułoży.

  63. Niesamowite wyznanie. I brawo za odwagę. Ta historia pokazuje jak ważne jest korzystanie z bardzo dobrych specjalistów, którzy kierują się zasadami etyki zawodowej. Z tekstu wyłania się też przestroga, aby nie sięgać po rady nieuprawnionych osób i nie ordywować sobie samodzielnie leków. Autor miał wyjątkowego pecha, że trafił na Ewę i potem na tych pseudo profesjonalistów.

  64. Nie jestem miłośnikiem środowiska trans-ale autor powinien sobie zadać pytanie też o swoją odpowiedzialność
    W końcu to on jednak przez kilka lat brał otrzymywane od obcej osoby środki hormonalne, nikt go do tego nie zmuszał
    Teraz ma pretensje do wszystkich-a powinien przede wszystkim do siebie

    1. Nastolatkowi, bez solidnej opieki rodzicielskiej (adekwatnej do specyfiki osoby) można wiele głupot wmówić, a co dopiero, gdy boryka się on z tak ciężkimi problemami tożsamościowymi jak Autor. Piszę to jako ojciec dwóch synów, jeden w szkole średniej, drugi na studiach. Obydwaj w najlepszych krajowych szkołach/uczelniach na kierunkach ścisłych, a mimo to naprowadzanie ich na drogę rozumienia otaczającego ich świata, logiki i intelektualnej niezależności to naprawdę ciężka harówka. Podsumuję krótko, ciężar otaczającej nas głupoty jest naprawdę wielki i powoduje wielkie szkody, a brak zrozumienia podstawowych praw natury i słabe kształcenie w zakresie nauk przyrodniczych zbiera fatalne żniwo.

  65. Te historia przypomina mi moje własne doświadczenia z tematem mniej-więcej w tym samym okresie czasu co autora. Jestem przekonany, że nawet byliśmy u tej samej psycholog i psychiatry. Również miałem rozmowy na gadu gadu gdzie byłem namawiany do kobiecych zachowań i ubioru. Na szczęście nie zaszło to nigdzie dalej dla mnie, otrząsnąłem się i poukładałem sprawy inaczej. Jest to niemniej jednak przerażające i wznowiło pewną traumę czytając Twoją historię! Nie wiem co o tym wszystkim myśleć na chwilę obecną.

  66. Cała historia nie trzyma się kupy. Ze zdrowym rozsądkiem nie ma nic. Okłamywałeś rodziców. Brałeś jakieś leki niewiadomego pochodzenia. Mogły to być też narkotyki. Byłeś tak głupi, żeby je łykać? Do kogo teraz pretensje. Wszystko było wiele lat temu. Mało było wiadomo na temat tranzycji. Zresztą w tej chwili nie ma też testów diagnozujących te trudne sprawy. Jednocześnie wielu ludzi zmaga się z problemem. Dlaczego usiłujesz pozbawić ich pomocy? Zachowujesz się jak rozkapryszony gówniarz, który chce znaleźć winnych swojego problemu. Z obrzydzeniem mówisz o osobach LGBT i gejach. Za kogo się masz? Nie jesteś lepszy ani gorszy od gejów czy LGBT czy niby normalnych. Każdy zasługuje na szacunek i ma prawo podejmować decyzje. Ale nie może obarczać odpowiedzialnością za swoje decyzje innych. Zajmij się sobą. Określ wreszcie. Daj żyć innym. Mieszasz innym w głowach, bo dałeś zamieszać kiedyś sobie? To jest zemsta za Twoje wybory na innych ludziach z problemami?

  67. Dziękuję Panu za szczegółowe i rzetelne opisanie swojego losu. Współczuję i jestem głęboko przejęty. Jestem trochę starszy i internet pojawił się w moim życiu gdy byłem już dorosły. Moja osobowość zdążyła już w miarę okrzepnąć. Wspominam o tym nie bez powodu. Internet stał się bowiem ważnym medium, które wpłynęło na moje życie. Byłem bardzo nieśmiały w realu. Ale jednocześnie bardzo ciekawy różnych spraw (bardzo wysoka otwartość na doświadczenie wg big five, bardzo niska sumienność, wysoka neurotyczność, stosunkowo niski ekstrawertyzm i bardzo wysoka ugodowość). Mówiąc potocznie: „Kozak w necie, pi*** w świecie”. Dziś wiem już, że bardzo wiele osób, równolegle ze mną, przeżywało poważne problemy socjalizacyjne, lęki, stereotypy itd. Ale wtedy był to koszmar. Mój dom był przemocowy. Przemoc psychiczna, fizyczna, alkoholizm rodziców, chaos. Chciałem być silny. Bałem się wszystkich i chciałem żeby to inni się mnie bali. Trenowałem jak szalony. Sporty walki, siłownia, biegi. Równolegle totalna ucieczka: gry komputerowe, książki fantastyczne, reportaże, muzyka. Próbowałem odnaleźć się w subkulturach. Skinheadzi, potem punki. Byłem też przez jakiś czas kibolem. Ale marny był ze mnie chuligan. Bałem się za bardzo. Strach paraliżował i nie było ze mnie pożytku w starciach ulicznych. Na treningach też kiepsko. Wytrenowanie i warunki świetne, ale nie umiałem mocno bić, nie umiałem znokautować nawet jak ktoś się odsłonił. Wahanie. I za moment mnie zbierali z podłogi bo rywal nie miał wątpliwości. Potem były studia filozoficzne i to mnie w końcu uratowało, ale nie od razu. Jeszcze wiele lat chaosu i zaburzeń w życiu moim i moich bliskich. Mój własny alkoholizm, nieciekawe, mało rozwijające towarzystwo. Jedynie to mnie chyba jakoś ratowało, że kilkukrotnie mogłem zmienić miejsce zamieszkania i mieć „nowy start”. Bo jako człowiek bardzo strachliwy i ugodowy bywałem uwięziony w oczekiwaniach innych ludzi – znajomych, sąsiadów, współpracowników, partnere, kumpli – jak owad w bursztynie. Były terapie, była duchowość. Od 2017 był Jordan Peterson i on mi sporo pomógł zrozumieć. Ale trzeba dodać, że gdzieś do 2020 słuchałem go dość ironicznie. Z pozycji lewackich. Taki śmieszny, choć elokwentny, prawacki profesorek z zadupia. No ale dla podszkolenia angielskiego warto. 🙂 W końcu coś dotarło. Moja partnerka jest bardzo konserwatywna i to ona go najpierw polubiła. Mam taką refleksję pod wpływem tego co wiem o tych różnych zaraźliwych (wiralnych) modach, memach, trendach, czy jak to nazwać. Zawsze jest „coś”. Ludzie zawsze coś sobie wymyślą. Jak nie satanizmy i opętania, to jakieś subkultury i wojny między nimi, wojny religijne, wojny między narodami, między rasami itd. Coś musi być. Tym bardziej, że divide et impera. Sąsiadów warto skłócić wewnętrznie. Niech się sami między sobą napierdalają. Po co się z nimi bić? Niestety część młodych ludzi w okresie dojrzewania padnie ofiarą tych różnych bieżących podziałów i wariactw. Oberwą rykoszetem. Pan oberwał nielicho. I dalej obrywa. Za prawdę. Podziwiam Pana! Niech się Pan trzyma dziarsko. Będą słabe chwile, będą słabe dni. Ale ratuje Pan setki albo i tysiące przed wciągnięciem przez złowrogi wir w tym najgorszym okresie. Jako dorośli, dojrzali ludzie – tak po 25 czy po 30tce, niech sobie ludzie eksperymentują, szukają swojej tożsamości. Indywiduacja wg Junga itd. Ci, którzy manipulują młodzieżą i dziećmi, mieszając im w głowach to zbrodniarze lub pozyteczni idioci. Ale nie poddajemy się. Niech Bóg ma Pana w swojej opiece Panie Łukaszu! Pozdrawiam serdecznie!

  68. Czytało się jak dramat psychologiczny. Bardzo ciekawa i jednocześnie przykra historia. Życzę zdrowia.

  69. Widzę dużo żalu w Tobie,
    A czy zastanawiałeś się nad tym, ile złego może zrobić Twój pseudo dobry artykuł?
    Niestety transpłciowość jest, był i będzie.

  70. Wielki szacunek za wysiłek, jaki podjąłeś pisząc ten tekst, widzę w nim bardzo pokrzepiającą dawkę zdrowego rozsądku i uczciwości. To bardzo ważne, że tekst ten jest dostępny publicznie, w natłoku informacji i manipulacji emocjami naprawdę można się pogubić – taka wiedza jest nam wręcz niezbędna. Życzę Tobie wytrwałości i dalszej wnikliwości!

  71. Ciekawy tekst. Choć brak umiejętności odmiany jednego z popularniejszych zaimków jest załamujący. Jeśli ktoś nie potrafi odmienić „ów”, może użyć innego zaimka – takiego, który potrafi odmienić.

    Co do meritum: właśnie dlatego trzeba rozmawiać publicznie o seksualności, tożsamości płciowej, orientacji itp., a nie zakazywać tęczowych piątków w szkołach i udawać, że na świecie są tylko „męscy mężczyźni” i „kobiece kobiety”, a „normalna rodzina to chłopak i dziewczyna”, jak by chciał kościół i faszolsko-kościółkowe środowisko.

    Jeśli społeczeństwo będzie świadome, to dzieciaki z opisanymi w tekście problemami, pójdą do swoich rodziców, pedagogów szkolnych i innych bliższych dorosłych, a nie do obcych ludzi poznanych w internetach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *