Wśród teorii spiskowych o antynaukowym charakterze mógłbym wyróżnić te, które są bardzo szkodliwe, umiarkowanie szkodliwe oraz teorie spiskowe mało lub w zasadzie w ogóle nie szkodliwe. Dzisiejszy, lżejszy tekst właśnie temu chcę poświęcić – najgroźniejszym według mnie ruchom antynaukowym i antyracjonalistycznym.

teorie spiskowe poglądy pseudonaukowe

Numer dziewięć: Kreacjonizm i inteligentny projekt

Kreacjoniści i wyznawcy inteligentnego projektu, czyli osoby negujące teorię ewolucji biologicznej na rzecz religijnych i parareligijnych wyjaśnień różnorodności biologicznej, są zagrożeniem głównie intelektualnym. Nie czynią bezpośrednich szkód, w przeciwieństwie do zwolenników wszystkich dalszych poglądów antynaukowych. Przeciwnicy biologii ewolucyjnej muszą nieźle się dziś natrudzić aby przekonać kogokolwiek do swoich poglądów, bo o ile sto lat temu i wcześniej genetyka dopiero raczkowała, tak dzisiaj przeczenie ścisłym wynikom z sekwenatorów DNA i programów bioinformatycznych jest w zasadzie niemożliwe. Dlatego ofiarami kreacjonistów i zwolenników inteligentnego projektu padają głównie osoby bez podstawowej wiedzy z genetyki czy zoologii lub osoby nie ufające biologom. W Polsce zagrożenie kreacjonizmem jest znikome – w przestrzeni publicznej reprezentują go głównie osoby medialnie skompromitowane. Sytuacja ma się gorzej w USA, gdzie radykalnie religijne odłamy protestanckie agresywnie zwalczają wiedzę z zakresu biologii. „Wolna amerykanka” temu sprzyja – w szkołach prywatnych w USA niejednokrotnie kreacjonizm jest nauczany na równi z teorią ewolucji biologicznej. Jest to świetny przykład na to, że skrajna prywatyzacja i wolnorynkowość bez wyraźnego nadzoru mogą być bardzo szkodliwe.

Przeczytaj także: Jak wyewoluowały wieloryby?

Numer osiem: Medyczna homofobia

O ile homofobię samą w sobie można oceniać moralnie, etycznie i subiektywnie jako złą, tak medyczna homofobia, postulująca że homoseksualizm to choroba lub dewiacja seksualna (parafilia), którą można leczyć, jest po prostu niezgodna z faktami i szkodliwa. Homoseksualizm (czy biseksualizm) nie jest ani chorobą ani dewiacją seksualną i nie podlega leczeniu. Nie jest przyczyną fizjopatologii czy psychopatologii, nie jest też sam w sobie źródłem zaburzeń społecznych i nie może być uznawany za chorobę. Wszelkie terapie „leczenia” homoseksualizmu (np. terapia reparatywna, konwersyjna) są pseudomedyczne i szkodliwe dla osoby, która się im poddaje. Zważywszy na skalę problemu i fakt, że osoby homoseksualne stanowią około 5% społeczeństwa, antynaukowy pogląd o patologiczności tej orientacji seksualnej jest bardzo szkodliwy i dla pojedynczych jednostek i dla ogółu społeczeństwa, w którym te jednostki funkcjonują. Dodatkowo skupia uwagę wielu ludzi w mediach na nieistniejącym problemie „chorobliwości” homoseksualizmu, która mogłaby być poświęcona prawdziwym wyzwaniom współczesnej cywilizacji.


Numer siedem: Otyłościowy negacjonizm

Temat otyłościowego negacjonizmu w polskim mainstreamie pojawia się od względnie niedawna, ale w krajach gdzie osób z nadwagą i otyłych jest więcej niż osób zdrowych lub mniej więcej pół na pół, istnieje już dłużej. Otyłościowy negacjonizm polega na negowaniu lub deprecjonowaniu szkodliwego wpływu nadwagi i otyłości na zdrowie oraz na normalizowaniu nadwagi i otyłości, czyli różnymi działaniami (np. medialnymi, happeningowymi) dążeniu do uznawania ich przez społeczeństwo za coś prawidłowego, normalnego, a nawet fajnego i pozytywnego. Otyłościowi negacjoniści podpinają się często pod ruch ciałopozytywności (body positive), który sam w sobie jest bardzo korzystny ze społecznego punktu widzenia (ideologia ciałopozytywności postuluje, by porzucić absurdalne ideały piękna, takie jak np. wymóg by kobieta zawsze była umalowana, a mężczyzna bez ogolonej klaty był uznawany za zapuszczonego), ale niektóre jego zwolenniczki i zwolennicy ulegają pseudonauce. Negacjonizm otyłościowy uważam za bardzo niebezpieczny dlatego, że otyłość jest coraz powszechniejszą chorobą cywilizacyjną, wynikającą z szybko zmieniającego się środowiska i nawyków: łatwego i taniego dostępu do wysokokalorycznych produktów przy jednoczesnym ograniczeniu aktywności fizycznej. Jesteśmy w takiej sytuacji, w której każda walka z otyłością jest na wagę złota, a sabotowanie jej jest niedopuszczalne.


Numer sześć: Antyszczepionkowość i antyszczepionkowcy

Słynni antyszczepionkowcy zajmują w moim rankingu „dopiero” (bo nadal wciąż wysokie) szóste miejsce. Dlaczego? Głównie ze względu na ogólny społeczny, medialny i polityczny sprzeciw wobec poglądów antyszczepionkowców niemal we wszystkich krajach, gdzie jest z nimi problem. Nawet stosunkowo populistyczne rządy wprowadzają obowiązkowe szczepienia dla dzieci i restrykcje związane z miganiem się od tego nakazu. Stąd, choć działania antyszczepionkowe są groźne, bo prowadzą nie tylko do uszczerbku na zdrowiu poszczególnych osób, ale także całego społeczeństwa – są zagrożeniem dla zdrowia publicznego – to prawidłowa reakcja ogółu w znacznym stopniu przeciwdziała negatywnym skutkom działań antyszczepionkowców. Nie wolno ignorować problemu i w tym przypadku na szczęście tzw. opinia publiczna odpowiada właściwie, dzięki czemu pomimo pojedynczych, złych wieści związanych np. z lokalnymi epidemiami odry, jestem pełen nadziei.


Numer pięć: Pop-kołczing (coaching), mentoring 

Trudno jednoznacznie zdefiniować kołczing (coaching). Istnieją jego naukowe podstawy (chociaż wciąż mocno krytykowane w środowisku psychologów czy specjalistów od neuronauk oraz przez etyków i filozofów), jednak obecny w kulturze masowej kołczing jest z reguły niczym więcej, jak rozprowadzaniem szkodliwych sloganów o tym, że jeśli tylko się czegoś chce, to można to osiągnąć, że można być kim się chce i wybierze, niezależnie od okoliczności i faktów. Wiele zagubionych i młodych osób łyka to, a nietrudno dostrzec, że za kołczami często stoją bardzo drogie konsultacje i warsztaty, sklepy z książkami o tym jak osiągnąć w życiu „sukces”, czy różnego rodzaju biznesy (w tym słynne MLMy, ale nie tylko). Ideologie popularnych w Polsce kołczów niestety krążą mocno wokół tzw. samorozwoju i to w dodatku źle rozumianego, bardzo egoistycznego, narcystycznego i egocentrycznego, nastawionego na szeroko pojęty konsumpcjonizm jednostki, a nie na dobro bliskich, rodziny, społeczeństwa, przyrody i środowiska. Co więcej, kołcze promują pseudomedyczne, parapsychologiczne metody leczenia. Sam jako nastolatek wpadłem w sidła kołczerskich bzdur wierząc, że pozytywnym myśleniem można się uzdrowić z tego i owego. Swego czasu pewien popularny kołcz zasłynął nawet z twierdzenia, że polipy można usuwać siłą woli.


Numer cztery: Pseudomedyczne terapie alternatywne

Różnego rodzaju pseudomedyczne metody leczenia, które w najlepszym wypadku działają na organizm neutralne, ale zwykle są po prostu szkodliwe, i wiara w ich skuteczność, również są bardzo groźne. Wiele nieświadomych, zdesperowanych chorych (lub ich rodziny) chcąc sobie lub najbliższym pomóc, bo zawiedli się na źle działającej służbie zdrowia, sięgają po porady w Internecie, gdzie znajdują dające nadzieję terapie sokowe, suplementowe i inne. Zwykle produkty służące „leczeniu” w medycynie alternatywnej to tanie w produkcji wywary i ekstrakty pochodzenia roślinnego, których cena jest jednak absurdalnie wysoka – niejednokrotnie dużo wyższa niż prawdziwe leki. Konsultacje z szarlatanami zalecającymi spożywanie takich specyfików też potrafią kosztować dużo więcej niż prywatna wizyta u dobrego lekarza. Biznesy tego typu, prowadzone np. przez Jerzego Z., mogą przynosić rocznie dziesiątki milionów złotych zysków. Nie chodzi w nich o pomoc pacjentowi, a o łatwy, wysoki zarobek.

Przeczytaj także: Kim jest Jerzy Z.?

Numer trzy: Sprzeciw wobec GMO, pestycydów i nawozów

Trzecia najgroźniejsza teoria spiskowa mówi o tym, że GMO, nawozy i pestycydy są z natury złe. Uważam tak, ponieważ sprzeciw wobec odmian GMO, które mogłyby już od ładnych paru lat zapobiegać chorobom związanym np. z niedoborem witaminy A (kwestia złotego ryżu), bezpośrednio przyczynił się do cierpienia milionów ludzi. Pestycydy i nawozy zaś są źródłem tzw. zielonej rewolucji, która istotnie zmniejszyła głód w wielu krajach. Odżywiając rośliny i chroniąc je przed szkodnikami, pozwalają im się w pełni rozwinąć, zwiększając plony. Osoby (aktywiści) dążące do zakazów stosowania tych środków niemal zawsze pochodzą z bogatych krajów i nie muszą się martwić problemami związanymi z niedożywieniem i głodem. Nie obchodzi ich jednak, że ich działania są śmiertelnie groźne dla milionów Afrykańczyków i Azjatów, szkodzące także rozwojowi rolnictwa w Europie. Odmiany GMO, pestycydy i nawozy stosowane zgodnie z przepisami są bezpieczne i bardzo korzystne rolniczo i społecznie. Antynaukowe poglądy na tematy rolnicze są dodatkowo o tyle groźne, że mainstreamowe media często chętnie powielają nieprawdziwe informacje w tym zakresie.

Przeczytaj także: Czy glifosat powoduje raka?

Numer dwa: Demonizowanie energetyki jądrowej

Współczesna, nowoczesna energetyka jądrowa jest bezpieczna. Chociaż ewentualnych awarii nie da się w stu procentach wykluczyć, to ich ryzyko i tak jest o wiele mniejsze niż ryzyka związane z energetyką węglową oraz energetyką wiatrową. Przypadek Czarnobyla jest mocno wyolbrzymiany, a do tego często zapomina się, że działo się to na Ukrainie w czasach sowieckich. Katastrofa w Fukushimie z kolei pozwoliła wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale też trzeba podkreślić – ona również była niezwykle przekoloryzowana. Z powodu promieniowania po wydarzeniach w Fukushimie nie umarł nikt, zaś przez ewakuację spowodowaną strachem przed promieniowaniem zmarł ponad tysiąc osób. Dlaczego energetyka jądrowa jest tak ważna? Po pierwsze, jest praktycznie bezemisyjna, czyli bezpieczna dla klimatu – w przeciwieństwie do energetyki węglowej czy gazowej. Po drugie, energetyka jądrowa nie szkodzi środowisku tak, jak czynią to wiatraki. Przez wiatraki ginie wiele zwierząt latających, w tym ptaki i nietoperze. Elektrownie jądrowe są też niezawodne – nie zależą od kaprysu pogody, co jest w przypadku elektrowni wiatrowych i słonecznych niewątpliwym i ogromnym minusem. Do tego nowoczesne fuzyjne elektrownie termojądrowe wymagają niezwykle małych ilości surowców, mogąc produkować w nieskończone w ludzkim wyobrażeniu ilości energii. Kraj bez energetyki jądrowej wykorzystywanej w celach pokojowych ciężko nazwać w pełni nowoczesnym.


Numer jeden: Denializm klimatyczny

Najgroźniejszy w mojej ocenie jest denializm klimatyczny, polegający na negowaniu globalnego ocieplenia i/lub jego antropogenicznego pochodzenia. Pomiary prowadzone w różnych częściach świata od XIX wieku, a także współczesne badania klimatologiczne i meteorologiczne oraz glacjologiczne i geologiczne jasno pokazują, że globalne ocieplenie ma miejsce i jest spowodowane emitowaniem do atmosfery gazów cieplarnianych, pochodzących głównie ze spalania paliw kopalnych. Skutki globalnego ocieplenia to rozległe pożary, nawet na kołach podbiegunowych, topnienie ogromnych mas lodowców, długotrwałe susze i mniejsze plony rolne oraz ich gorsza jakość, rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych, a także patogenów groźnych również dla człowieka. Negowanie globalnego ocieplenia i jego przyczyn utrudnia ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, znacząco przyczyniając się przez to do ekologicznej katastrofy na skalę globalną. Dlatego według mnie denializm klimatyczny jest zdecydowanie najbardziej niebezpieczny spośród wszelkich powszechnych teorii spiskowych o charakterze antynaukowym i pseudonaukowym.


Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

42 komentarze :

  1. Masakra jakaś ten kanał. Dokładnie jest Odwrotnie niż to co piszą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co? Czyżbyś był wszystkimi na raz?

      Usuń
    2. Widocznie masz bardzo sprany umysł antynaukowymi bredniami i teoriami spiskowymi.

      Usuń
    3. Kreacjonizm to zagrożenie intelektualne? W jednej komórce liczba szacowanych bitów informacji to 2^512 czyli więcej niż 10^80 atomów w widzialnym Wszechświecie. Przy II zasadzie termodynamiki "w układach zamkniętych entropia nie maleje" powstaje pytanie skąd bierze się tak zorganizowana struktura czyli informacja. Jesteście manipulantami i ignorantami. Rynsztok.

      Usuń
    4. Możesz rozwinąć swoją wypowiedź? Jest tak chaotyczna, że trudno zrozumieć o co w ogóle w niej chodzi w odniesieniu do ewolucji biologicznej. O drugiej zasadzie termodynamiki w kontekście ewolucji pisałem m.in. tu:
      https://www.totylkoteoria.pl/2018/03/argumenty-kreacjonistow.html
      a temat jest dobrze rozwinięty w podręcznikach.

      Usuń
  2. Ad 7:
    Pierwotnie problem nie tkwił w otyłości, lecz w złym traktowaniu ludzi otyłych oraz w promocji „ideałów piękna” w postaci nierealnej chudości – co powodowało z kolei bulimię i anoreksje u młodych dziewczyn.
    Myślę, że nauka kultury osobistej, która zabrania chamskiego traktowania innych z powodu np. wyglądu może być przez niektórych mylona z twierdzeniem o braku szkodliwości otyłości. Tym czasem są to dwie różne rzeczy. W zeszłym roku na przystankach komunikacji miejskiej wisiały plakaty na ten temat i kilkakrotnie spotkałem się z komentarzami, że jest to hejt, a nie zachęcanie do zdrowego trybu życia.
    Czasem po prostu trzeba bardziej myśleć nad formą, nie tylko nad treścią.
    Ad 1:
    Klimat się zmienia i ciężko tego nie zauważyć, tylko klimat zmienia się od miliardów lat, a ludzki przemysł na większą skalę istnieje zaledwie od dwustu. Jest zatem oczywiste, że procent ludzkiej „winy” ludzi nie jest dokładnie obliczony i nie jestem przekonany, by był większościowy. Problemem mogą też być konkretne propozycje rozwiązania tego problemu, które mogą być drogie i niepraktyczne dla pojedynczych ludzi – przez co budzące sprzeciw. A tak się jakoś składa, że to zwykli ludzie płacą za walkę z ociepleniem (np. wyższe ceny prądu), chociaż to nie oni zawinili.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimowy,


      Odnośnie twojego kontrargumentu na zmiany klimatyczne to pozwolę sobie rozmontować go od końca:
      Masz rację, że Ziemia i klimat na niej od zawsze się zmieniał. Ziemia była kiedyś kulą przegrzanej magmy bez atmosfery. Była śnieżną kulką ze średnią temperaturą na równiku ok -20 stopni. Miała atmosferę bez tlenu. W bliższych ludzkości czasach była tropikalnym "rajem" gdzie temperatura mokrego termometru znacząco przekraczała 37 stopni, ale była też pokryta w znaczącej większości lodowcami. W żadnym z powyżej opisanych warunków współczesna cywilizacja człowieka nie może funkcjonować. Po drugie naukowcy zajmujący się badaniem klimatu są zgodni niemal w 100 procentach - tak, klimat zmieniał się naturalnie w przeszłości ale aktualnie zmienia się w kierunku skrajnie dla nas niekorzystnym oraz, że zmiany te, ich dynamika i bezpośrednie przyczyny to efekt postindustrialnej cywilizacji. Innymi słowy wina nasza, jako gatunku. Zmiany które już zaszły są widoczne gołym okiem i kosztują grube miliardy dolarów rocznie na zwalczanie skutków. Nawet gdyby te zmiany były całkowicie naturalne to i tak chcielibyśmy z nimi walczyć bo w tej chwili cierpi na tym nasza ekonomia a w przyszłości może cierpieć nasza cywilizacja.
      Reasumując - nie robimy krzywdy planecie, ona była tu długo przed nami i będzie długo po nas, a klimat wielokrotnie będzie się jeszcze na niej zmieniał. Szkodzimy samym sobie, naszej cywilizacji, nam samym za 20-30 lat, i naszym dzieciom (już nie wnukom, dzieciom!), które nawet jeśli dziś zaimplementowalibyśmy wszystkie dostępne nam środki (a jest przed tym gigantyczny opór) będą musiały mierzyć się z takimi problemami jak podnoszący się poziom mórz, pustynnienie wielu regionów (np. Polska), masowa ucieczka ludzi z półkuli południowej gdzie nie będzie nie tylko warunków do rolnictwa, ale wręcz do życia, i oczywiście gigantyczne niepokoje społeczne wywołane napływem imigrantów, niedoborami żywności i pitnej wody, chorobami. To co piszę to nie straszenie, to nie najczarniejszy scenariusz - to scenariusz w zasadzie gwarantowany w tej chwili i tylko jeśli natychmiast w niego uwierzymy i zaczniemy działać (nie jako jednostki, jako społeczeństwa) możemy te problemy zminimalizować, albo choć dobrze przygotować się na nie.

      Usuń
    2. Ponieważ większość faktów została tu już wyjaśniona dopowiem tylko dwa niewyjaśnione. Dlaczego dzisiaj nie obserwujemy powstawania nowych prakomórek? Prakomórki powstawały w atmosferze beztlenowej, obecność tak agresywnego gazu jak tlen powoduje ich rozpad. W dziejach Ziemi powstało prawdopodobnie wiele typów prakomórek. Wskutek fotodesocjacji wody bombardowanej promieniowaniem UV powstał pierwszy filtr tlenowy chroniący akurat polimery białkowe. Dzisiaj każda prakomórka jest niszczona przez tlen, który wchodzi z nią w reakcję.

      Co zaś się tyczy szczepionek: obecne szczepionki to martwe organizmy chorobotwórcze które dostarczone do krwi powodują powstanie antyciał które je zwalczają. W przypadku zakażenia się chorobą organizm posiada już antyciała i potrafi przeciwstawić się zagrożeniu na początku choroby zanim pacjent poczuje jej objawy. Podkreślam słowo " martwe" . Znam natomiast jeden przypadek gdzie wystąpiły problemy zdrowotne - nie wiązało się to jednak z zawartością szczepionki tylko sposobem jej aplikacji. Przepraszam za uproszczenia, trudno w komentarzu zawrzeć precyzyjną wiedzę bez ich stosowania.

      Usuń
    3. Klimat zmieniał się zawsze, a mimo tego, e nas wtedy nie było, mniej więcej wiemy, dlaczego. Badając pozostałości po minionych epokach poznajemy nie tylko ich klimat, ale też poznajemy przyczyny zmian. Nie wierząc w te badania nie można mówić, że klimat zmieniał się zawsze, bo niby skąd byśmy mieli o tym wiedzieć?
      No więc skoro już wiemy, to możemy przyjrzeć się klimatowi w ciągu ostatnich 200 lat - a tu dysponujemy już bezpośrednimi pomiarami wielu wielkości - i sprawdzić, czy jego zmiany odpowiadają warunkom, jakie panowały w przeszłości. Czy Słońce mocniej świeci (świeci słabiej), czy może to wpływ cykli orbitalnych (powinno się dziś ochładzać), czy może to wina emisji gazów cieplarnianych (bingo!). A jeśli emisja gazów, to może winne są wulkany (tak, emitują aż jedną setną tego, co my!), czy może my (99% wzrostu stężenia CO2 to nasza robota). Ale może to wcale nie CO2, tylko H2O? Cóż, H2O rzeczywiście bardziej ogranicza wypromieniowywanie ciepła niż CO2, ale gdy robi się chłodniej, H2O się skrapla i opada na powierzchnię, a gdy robi się cieplej, np. przez CO2, to paruje i wzmaga efekt ocieplenia.
      Jeśli martwimy się kosztami walki z ociepleniem klimatu, to porównajmy je z kosztami samego ocieplenia. Kosztem ostatecznym jest zagłada życia na Ziemi. Dalszy wzrost temperatury może doprowadzić do sytuacji, w której ilość odparowanej wody tak skutecznie utrudni Ziemi wypromieniowywanie ciepła, że będzie się ogrzewać dalej, aż do 1400 stopni, bo dopiero promieniowanie odpowiadające tej temperaturze jest dla wody przezroczyste i może ulecieć w Kosmos. Tego nie przeżyją nawet niesporczaki. "Na szczęście" to tego czasu zdążymy umrzeć ze starości. Zdążymy też umrzeć ze starości do momentu, aż ciepła woda na małych głębokościach z racji różnicy temperatur przestanie mieszać się z głębinami, które się odtlenią, stwarzając warunki to rozwoju bakterii siarkowodorowych. Siarkowodór w powietrzu oznacza, że życie może przetrwa, ale nie my. Zresztą, mordercze upały i susze, a także różne gwałtowne zjawiska pogodowe doprowadzą do tego takich ruchów społecznych, jak wojny i migracje, że możemy nie zdążyć umrzeć ze starości. Ale są też koszta zupełnie bliskie, jak pomysł budowy 500km zapory, odcinającej od oceanu morza północne i bałtyckie, aby chronić nisko położone tereny Europy przez zalaniem wskutek podnoszącego się coraz szybciej poziomu morza. Zarówno zapora jak i ewentualne zalanie to bezpośrednie koszta ocieplenia klimatu, który fundujemy sobie sami.
      Czy zatem koszta walki z ociepleniem są - w porównaniu do kosztów samego ocieplenia - tak wysokie? Również dla jednostek, które także - a może przede wszystkim - będą zmagać się z efektami zmian klimatu? Jedno jest pewne - im później weźmiemy się do roboty, tym większą zapłacimy cenę za epokę węgla i stali.

      Usuń
    4. Fajnie fajnie sie gada. Panowie "eksperci". Link do badań naukowych - nie artykułów. Najepiej różnych bo póki co, tak jak wy tu pięknie jednogłośni jesteście, to nie są żadni naukowcy :)

      Usuń
  3. Tekst dla ćwierć inteligentów. Kilka przykładów:
    1. Obecnie teoria ewolucji Darwina jest zaorana i dominuje przekonanie o skokowych, rewolucyjnych zmianach oraz długich okresach przestoju, gdzie ewolucji praktycznie nie było. Kreacjonizmem zajmują się również ludzie z tytułami i bynajmniej nie wszystko jest aż tak proste, jak by się mogło wydawać (np. złożoność pojedynczego białka, niezdolność (za pomocą eksperymentów, gwarantowana nagroda Nobla) stworzenia nowej żywej komórki z "niczego", brak powstawania prakomórki w dzisiejszym świecie, gdzie materiałów biologicznych jest dużo więcej w np. oceanach).
    2. Jest faktem, że osoby homoseksualne tworzą związki mniej trwałe. Wobec czego przykładowo dawanie im tych samych praw - np. adopcji dzieci będzie złe dla społeczeństwa. Jeżeli ktoś podważa, że są mniej trwałe - polecam statystyki dotyczące zachorowań na HIV u homoseksualistów i heteroseksualistów.
    3. Zdecydowana większość "antyszczepionkowców" nie jest przeciw szczepieniom, ale jest za wolnością wyboru i ma ku temu podstawy natury prawnej jak i etycznej. Jeszcze tego brakowało, by mieszać przymus (jakikolwiek) z nauką. Edukacja, a nie przymus. Chyba, że środowisko naukowe chce silniejszych ruchów "antyszczepionkowych".
    4. A co autor powie o Gender Studies? Bo poruszone tematy są względnie łatwe i przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, teoria ewolucji nie jest zaorana, bo też nie ma nic wspólnego z różnym tempem zmian ewolucyjnych w różnych okresach historii Ziemi. Syntetyczna teoria ewolucji, czyli fundament nowoczesnej biologii, tłumaczy jak dobór naturalny (selekcja), mutacje, dryf genetyczny i cały szereg innych zjawisk zmienia frekwencję alleli w populacji i jak to się przekłada na zmiany fenotypów w czasie. W jaki sposób miałoby to zaprzeczać, że tempo zmian (lub w ogóle obecność jakichkolwiek zmian) różni się między poszczególnymi okresami, skoro w stabilnym środowisku może niekiedy nie być żadnych zmian, zaś w bardzo szybko zmieniającym się środowisku, przy dużej presji konkurencyjnej lub drapieżniczej, tempo tych zmian może pędzić jak popieprzone.
      Co do powstania komórki czy w ogóle życia, to nie jest to przedmiot syntetycznej teorii ewolucji, bo ona nie zajmuje się abiogenezą, ale ewolucją już żywych organizmów.
      Nie mam pojęcia w jaki sposób coś co powstawało miliony lat, miałoby zostać stworzone w jednym pojedynczym eksperymencie. Nie rozumiem też skąd pomysł, że w dzisiejszych oceanach miałyby powstać jakieś prakomórki, skoro wszystkie "materiały biologiczne" są od razu zużywane przez istniejące żywe organizmy, zaś atmosfera - w przeciwieństwie do pierwotnej Ziemi - jest silnie utleniająca. Tak więc niespełnienie tych oczekiwań w niczym nie falsyfikuje teorii ewolucji.

      Usuń
    2. Odpowiedź dla mniej-niż-ćwierćinteligentów, stworzona przez osobę uważającą się za geniusza, tymczasem pozbawionej elementarnego wykształcenia, dokładnie tak, jak opisano w artykule. Negowanie realności ewolucji biologicznej jest właśnie dlatego takie groźne, że daje przyzwolenie na podejście, w którym widać wręcz kult głupoty i pogardę dla wiedzy, dokładnie takie, jakie prezentuje autor komentarza.

      Doświadczenie uczy, że z ludźmi tego pokroju nie ma co dyskutować, bo oni po prostu nawet nie są w stanie zrozumieć argumentów, albo są przekonani, że takich argumentów nie ma, i nawet nie czytają tego, co się do nich pisze. Pomimo przekonania, że to, co teraz robię, jest stratą czasu, jednak spróbuję, może ktoś mimo wszystko zastanowi się nad treścią.

      Usuń
    3. Pisanie, że obecnie teoria ewolucji jest teorią ewolucji Darwina dowodzi skrajnej niekompetencji. Dzisiejsza teoria ewolucji, aczkolwiek oparta na tezach Darwina, wyszła tak daleko poza nie, że nazywanie jej wciąż teorią Darwina jest nieporozumieniem. A zaorany to jest co najwyżej mózg komentującego. Radziłbym zacząć czytać choćby podręczniki szkolne zamiast idiotycznych broszur kreacjonistów w rodzaju ŚJ.

      Jeśli ktoś nie chce zostać do końca życia ostatnim cymbałem, powinien chyba zadać sobie nieco wysiłku i zacząć od sprawdzenia, co tak naprawdę głosi teoria ewolucji. Przypomnę w skrócie myśl rozumowania Darwina, aktualną po dziś: w przyrodzie istnieje zmienność; organizmy produkują więcej potomstwa, niż jest w stanie przeżyć; różne osobniki danego gatunku są w różny sposób dopasowane do środowiska; przeżywają statystycznie przede wszystkim te, które są lepiej dostosowane; to one przekazują swoje cechy potomstwu; z biegiem czasu zmienia się zatem zakres zmienności osobników danego gatunku, gdyż osobniki mniej dostosowane do warunków życia są eliminowane. Gdzie tu mowa o nieskokowych zmianach? Gdzie tu mowa o powstawaniu białka? Gdzie tu w ogóle mowa o powstawaniu życia? I którą z tez Darwina „zaorano”?

      I właśnie dlatego zanim się coś napisze publicznie, to warto wziąć do ręki choćby książkę do biologii do klasy ósmej (lub starą do trzeciej klasy gimnazjum), a nie wypisywać takie bzdury i się totalnie kompromitować.

      Usuń
    4. Teoria ewolucji sama w sobie nie głosi, że procesy zmian są bardzo powolne, a wręcz przeciwnie, zawsze podkreślano, że jest to proces dostosowawczy, zatem tempo zmian będzie zależeć od tempa zmian środowiska. Dziś po prostu wiemy, że zmiany środowiska mogły zachodzić szybciej niż kiedyś myślano, stąd i ewolucja miała swoje okresy gwałtownego przyśpieszenia - ale to jeszcze nie powód, by zachodzące wtedy zmiany nazywać „rewolucyjnymi” w znaczeniu filozoficznym, tj. przeciwstawiać je zmianom „ewolucyjnym”, tj. powolnym. Powolnym to znaczy jakim? Jak powolnym? Trzeba mieć na tyle inteligencji, by rozumieć, że to pojęcia względne. Szympans nie wyda na świat człowieka, zmiany byłyby zbyt gwałtowne, by można je w ogóle opisać teoretycznie. Ale jeśli będziemy rozpatrywać nie zmianę w czasie jednego pokolenia, a na przykład 100 tysięcy pokoleń, to może być ona całkiem gwałtowna. I właśnie o takich zmianach mówi się, że są skokowe. Bo w okresach stagnacji niewiele zmienia się w ciągu milionów pokoleń. Na tym polega różnica, a nie na żadnych rewolucjach.

      Jeśli ktoś mówiąc o ewolucji odwołuje się do powstania życia, to od razu dowodzi swojej skrajnej ignorancji. Problem biogenezy, czyli powstania życia, nie ma bowiem bezpośredniego związku ani z Darwinem, ani nawet z ewolucją biologiczną. Kreacjoniści są na tyle uparci, że ich zorane móżdżki nie chcą jakoś tego przyjąć do wiadomości, choć im się to tłumaczy jak małym dzieciom. Ewolucja biologiczna zajmuje się zmianami żywych organizmów, a nie ich powstaniem.

      Kreacjonizm po pierwsze nie jest przeciwstawny ewolucjonizmowi, wbrew przekonaniom internetowych półgłupków (np. można wierzyć w udział czynników nadnaturalnych w powstaniu Wszechświata, a nawet w powstaniu życia, a mimo to być ewolucjonistą, bo ewolucjonizm zajmuje się rozwojem życia, a nie jego powstaniem), po drugie nie jest i nigdy nie będzie poglądem naukowym, bo odwołuje się do czynników nadnaturalnych, których istnienie nie zostało i nigdy nie zostanie udowodnione i może być co najwyżej kwestią czyjejś wiary. No i powiedzmy sobie szczerze: źródłem kreacjonizmu są pewne starożytne księgi, w których spisano mitologię ludzi żyjących kilka tysięcy lat temu. Jeśli dla kogoś ta mitologia jest źródłem wiedzy o świecie... to takie podejście wyklucza go od razu z kręgu intelektualistów.

      Usuń
    5. ad 1. Mam wrażenie, że nawet nie wiesz o czym mówi teoria ewolucji, bo żaden z twoich argumentów jej nie obala, a niektóre wręcz potwierdzają.
      ad 2. Jest też faktem, że do nie dawna rozwód był nieakceptowalny społecznie, a rozwód kościelny nadal jest niemal nieosiągalny. W związku z tym starsze statystyki, porównujące małżeństwa heteroseksualne i pary homoseksualne rzeczywiście wskazują na mniejszą trwałość związków jednopłciowych. Jeśli jednak spojrzeć na nowe dane, gdy w 21 wieku ludzie nie czują przymusu trwać w nieszczęśliwych związkach okazuje się, że znaczących różnic między orientacjami nie ma.
      Co do zachorowań na HIV to wskazujesz korelację między orientacją a zachorowaniami, która rzeczywiście istnieje, ale nie oznacza jeszcze przyczynowości. Jeśli spojrzysz na historię ruchów gejowskich zrozumiesz, że wiąże się to z trzecim, niezależnym czynnikiem - mianowicie z amerykańską rewolucją seksualną z lat 60-tych i 70-tych. Homoseksualizm jeszcze 50 lat temu był traktowany jako choroba psychiczna, a ludzie homoseksualni byli prześladowani przez społeczeństwo. Rewolucja seksualna, głosząca wolną miłość i równość wszystkich orientacji naturalnie przyciągnęła takie osoby. Niestety, hipisowskie hasła o wolnej miłości miały negatywne konsekwencje w postaci szalejącego w tych społecznościach AIDS, która to choroba dotykała wszystkich niezależnie od orientacji, ale w skali całego społeczeństwa nieproporcjonalnie więcej homoseksualistów, bo nie mieli oni innych społeczności w których czuli by się bezpiecznie. Znów jednak chcę zauważyć że są to dane historyczne, nie wywołane bezpośrednio przez orientację i współcześnie problem został z grubsza rozwiązany i nie ma znaczących różnic w zachorowaniach między osobami różnych orientacji.
      3. Większość antyszczepionkowców została okłamana przez pseudonaukowców i szarlatanów próbujących sprzedawać magiczną wodę i lewoskrętną witaminę C. Dawanie możliwości wyboru osobom, które nie mają pełnej wiedzy na temat szczepionek jest robieniem krzywdy ich dzieciom, oraz całemu społeczeństwu. Ruchy antyszczepionkowe są bezpośrednio odpowiedzialne za przywrócenie bardzo niebezpiecznych chorób, które jeszcze 20 lat temu były całkowicie zwalczone. I robią to w imię nie "wyboru", a kłamstw i interesów szarlatanów. Zawsze mnie bawi, że antyszczepionkowcy najeżdżają na "big farmę" która "zarabia na szczepionkach miliardy" (btw. nie zarabia, wystarczy spojrzeć na ich sprawozdania finansowe, stanowcza większość szczepionek jest sprzedawana niemal po kosztach produkcji a kasę robią na suplementach diety). Tymczasem ci sami ludzie którzy krzyczą "follow the money" nie potrafią zauważyć ile pieniędzy na ich niewiedzy zarabia taki Zięba.

      Usuń
    6. To nie jest prawda, że ruchy "antyszczepionkowe" (przeciwne przymusowi) są bezpośrednią przyczyną powrotu starych, czy niebezpiecznych chorób. Bezpośrednią przyczyną jeśli już jest masowa (wielo milionowa) migracja ludzi w młodym wieku (re)produkcyjnym z krajów o lichym standardzie życia do bardziej rozwiniętych. Mimo to Niemcy otwarcie sprzeciwiły się przymusowi szczepień (z ust Merkel). Kilka tygodni temu doszły słuchy o powrocie syfilisu do Europy, tak swoją drogą. Nie bez znaczenia mają tu też zmiany klimatu i pełzające migracje fauny i flory. Co do szczepionek polecam też książkę Song Hong Binga Wojna o Pieniądz. Ze szczepionek są miliardy i jest to bardzo łatwa kasa, bo po pierwsze od rządu, a po drugie abonamentowa (rok w rok rząd zamawia tyle i tyle). Nie musi to być główne źródło zarobku koncernów. A jeśli już o kasie - akurat w Polsce wszyscy lekarze zaangażowani w dopuszczanie szczepionek brali jakieś pieniądze od koncernów - na zachodzie takie praktyki są nielegalne. U nas nie. I nasz Stop NOP podaje nazwiska i kwoty (często nie wielkie, ale jednak). I bardzo dobrze. I główną przyczyną powstania środowisk przeciwnych odgórnym szczepieniom są zaniedbania rządu i ogólne patologie systemowe (brak sprawdzania przeciwwskazań u dzieci, Polska jest liderem jeśli chodzi o szczepienia przeterminowanymi lub wadliwie składowanymi szczepionkami itd.). Zamiatajcie dalej pod dywan patologie, ciśnijcie bardziej z przymusem i się dziwcie, że ktoś może być "antyszczepionkowcem".

      Problem został z grubsza rozwiązany, lol, dobre sobie. No tak, rozwiązał się sam, ale na zgubę narodów, ludzkości, hetero zrównali w dół do homo i jesteśmy na drodze do wyginięcia, z każdym rokiem drodze coraz bardziej stromej, bo dzietność nie skończyła spadać...

      Nigdzie nie skreśliłem teorii ewolucji więc nie bardzo wiem jak mam odpowiadać... W każdym razie to kreacjoniści lepiej wypunktują błędy teorii ewolucji niż ewolucjoniści i są jak najbardziej pożyteczni. Swoją drogą ewolucjoniści też mają swoje za paznokciami (np. fałszywych "odkryć" "form pośrednich" było w historii bardzo wiele, często z premedytacją kłamliwych).

      Usuń
    7. Odpowiedź do ostatniego posta:

      Ad. 1 Powrót starych, niebezpiecznych chorób jest spowodowany masową migracją ludzi w młodym wieku z krajów o lichym standardzie życia - masz całkowita rację, tylko że jest to argument na rzecz szczepień. Te choroby docierają do nas, bo migranci nie byli szczepieni i przy pewnej ilości takich przybyszy spada tzw. odporność zbiorowiskowa, która polega na tym, że odpowiedni procent zaszczepionych osób w społeczności chroni również tych, którzy nie mogli być zaszczepieni z uwagi na jakieś przeciwwskazania. Taki próg bezpieczeństwa jest różny dla różnych chorób i niekiedy może zostać łatwo naruszony. Z przymusem trzeba cisnąć, właśnie z powyższego powodu.
      Oczywiście z patologiami systemu opieki zdrowotnej trzeba walczyć, ale nie w taki sposób, jak robią to antyszczepionkowcy - rozpuszczając informacje wyssane z palca na temat powiązań autyzmu i szczepionek. Wolne żarty.

      Ad. 2 W jakim sensie "hetero zrównali w dół do homo"? Co to w ogóle za stwierdzenie i jak ono się ma do faktów? Ludzie z natury lubią seks, bo tak są skonstruowani. To, że rodzi się coraz więcej ludzi, wynika nie z jakiejś szczególnej rozwiązłości naszych czasów - rzekomo podpatrzonej u homoseksualistów - tylko z faktu, że w obszarach skrajnej biedy i braku edukacji posiadanie dziecka jest kwestią z jednej strony impulsu (i braku zabezpieczeń oraz jakiejkolwiek wiedzy o seksualności), zaś z drugiej kwestią potrzeby siły roboczej (bo dziecko od najmłodszych lat może wyręczyć rodziców w pracy na roli). Zauważ, że największy przyrost naturalny odnotowuje się w krajach biednych (gdzie nawet nie ma tolerancji wobec homoseksualizmu), a nie o wysokim standardzie życia, gdzie dzietność systematycznie spada.

      Ad. 3 Pierwsze słyszę, żeby kreacjoniści dobrze punktowali błędy teorii ewolucji. Zazwyczaj zajmują się wykrzywianiem faktów, przeinaczaniem wypowiedzi prawdziwych naukowców i ogólną dezinformacją, która ma raczej zaciemnić obraz dyskusji naukowej niż przynieść cokolwiek twórczego. Polecam w tym temacie książkę Stephena Jaya Goulda "Niewczesny pogrzeb Darwina" - tam są pięknie wyjaśnione machinacje kreacjonistów. Nie wiem w ogóle jak mogą być postrzegani jako "pożyteczni" ludzie, którzy zwyczajnie kłamią, albo nie stosują się do wypracowanych z mozołem rygorów nauki. Najlepiej to punktują teorię ewolucji sami ewolucjoniści, bo z zasady w środowisku naukowym jest parcie na wskazanie braków w istniejącej już teorii, więc ta zdrowa rywalizacja przekłada się na ciągły postęp w zdobywaniu wiedzy. To, że "fałszywych odkryć" było wiele, może wynikać z tego, że na początku wiele kwestii nie było do końca jasnych, więc łatwiej było o pomyłkę, a poza tym każdy chciał dołożyć swoją cegiełkę i stać się sławnym - co jest naturalne. Niemniej jednak, w miarę postępu nauki i dostępności coraz bardziej precyzyjnych metod badania (w sensie technologicznym - lepsze urządzenia, rozwój genetyki), takie przypadki zdarzały się coraz rzadziej. Nauka sama doskonale usuwa swoje błędy - nie potrzebuje do tego osób mącących wodę. Oni są jeszcze bardziej szkodliwi, bo wmawiają przeciętnemu człowiekowi (oderwanemu od najświeższych wyników), że coś tam nie styka, że są jakieś wątpliwości, że (nomen omen) to tylko teoria.

      Usuń
  4. "Elektrownie jądrowe są też niezawodne – nie zależą od kaprysu pogody, co jest w przypadku elektrowni wiatrowych i słonecznych niewątpliwym i ogromnym minusem."

    Do schładzania gorącej wody z obiegu zamkniętego elektrowni jądrowej jest wykorzystywana woda płynąca w rzece lub morzu, więc jej działanie jest zależne od pogody. Co się dzieje w przypadku znacznego obniżenia się poziomu wody w rzece podczas suszy? Czy elektrownia nie jest wyłączana?

    Mimo to elektrownie jądrowe są prawdopodobnie jedynym możliwym wyborem do momentu, kiedy fuzja termojądrowa będzie rozwinięta na tyle, że będziemy mogli korzystać z niej na skalę masową. Na razie słabo raczkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do schładzania tej wody można użyć czegokolwiek. Nawet powietrza. Na pustyni w USA stosuje się wodną frakcję ścieków z miejskiej instalacji komunalnej. O tym, jaką wybierze się metodę chłodzenia, decyduje się w trakcie budowy elektrowni - planując to z zapasem na 60 lat do przodu.

      Czasem te szacunki nie przewidują dobrze zmian (np. w dostępności płynącej wody). W Kozienicach w Polsce tak było, elektrowni wtedy się nie zatrzymuje, tylko zmniejsza jej moc - żeby chłodzenie stało się wydajniejsze - a w dłuższej perspektywie modernizuje układ chłodzenia. Na przykład powiększa się go albo buduje chłodnie kominowe.

      W przypadku chłodzenia płynącą wodą niski poziom wody sam w sobie nie jest problemem, bo wodę prawie bez strat oddaje się do rzeki. Problemem jest, że woda jest za ciepła (kiedy jest płytka, to jest też cieplejsza), po użyciu w elektrowni ma jeszcze kilka stopni więcej. A pozwolenie środowiskowe dokładnie określa, ile stopni może mieć woda, kiedy się ją oddaje z powrotem. Kiedy ma za dużo, elektrownia musi zmniejszyć moc.

      Ale elektrownie budowane przy odpowiednio dużych zbiornikach albo nad morzem raczej nie będą mieć tego problemu.

      Usuń
    2. We Francji podczas upałów wyłącza się reaktory... Z postępem ocieplenia może to się stać co najmniej upierdliwe...

      Usuń
  5. Gdzie te elektrownie fuzyjne juz postawili?

    OdpowiedzUsuń
  6. Brakuje jeszcze osób które uważają że jajka można obierać od tego grubszego końca

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy pisząc o rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych (w kontekście denializmu klimatycznego) masz na myśli migrację ludności muzułmańskiej do Europy?

    OdpowiedzUsuń
  8. >Kreacjonizm i inteligentny projekt<

    No nie tam, w Polsce to margines, znacznie liczniejsi i bardziej aktywni są turbosłowianie/turbolechici.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Demonizowanie energetyki jądrowej" Jedno to _techniczna_ mozliwosc wybudowania i dbania potem o efektywność i bezpieczeństwo, a _DRUGIE_ to bajzel, pomyłki, niedbalstwo oraz różne dziwne sytuacje, typu ataki terrorystyczne itd. Szczególnie w Polsce i innych krajach o podobnej kulturze pracy. Kolega nie uwzględnia tzw. czynnika ludzkiego. Elektrowniom jądrowym w Polsce mówię: NIE, SKĄD, W ŻYCIU, CO ZA POMYSŁ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Pana zaskoczę ale czynnik ludzki odpowiedzialny np za Czarnobyl jest już słabym argumentem. W Polsce jest wielu wykwalifikowanych energetyków którzy z chęcią pracowaliby w elektrowni jądrowej. Niestety z braku możliwości wyjeżdżają albo zostają na doktoratach. Praca przy materiałach jądrowych jest również usystematyzowana przez prawo, same elektrownie posiadają też kilku albo kilkunastostopniowy system bezpieczeństwa. Takie systemy uwzględniają odcięcie chłodzenia, zasilania i wiele innych składowych. Jeśli są jakieś wątpliwości polecam serdecznie katedrę jądrową na wydziale energetyki i paliw na AGH😉

      Usuń
  10. A dlaczego w zestawieniu zabrakło antynaukowego podejścia do kwestii substancji psychoaktywnych?

    Z jednej strony mamy miliony osób represjonowanych prawnie, utrudniony dostęp do pomocy medycznej z powodu strachu przed odpowiedzialnością karną. Warto tu wspomnieć że nawet WHO zaleca politykę redukcji szkód zamiast represji prawnych.

    Z drugiej strony mamy kolejne miliony osób cierpiących na depresje, PTSD oraz podobne dolegliwości którym potencjalnie terapia z użyciem psychodelików mogła by pomóc, ale nie mają zablokowany dostęp do tego typu terapii z powodu ANTYNAUKOWYCH zapisów w polskim prawie.
    Warto wspomnieć że terapia z użyciem MDMA z leczeniu PTSM zyskała w USA status terapii przełomowej i w ciągu najbliższych kilku lat substancja zostanie tam zarejestrowana jako standardowy lek. A badań wskazujących na antydepresyjne działanie psylocybiny i lsd jest cała masa.
    Tymczasem wszystkie 3 substancje zostały w polskim prawie sklasyfikowane jako NIE MAJĄCE ŻADNYCH ZASTOSOWAŃ MEDYCZNYCH, a dodatkowo o dużym potencjale do nadużywania mimo że wszystkie badania zgodnie wskazują psylocybine jako najbezpieczniejszą i najmniej uzależniająca substancje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wejdę w polemikę w dwóch kwestiach:
    1. Otyłościowy negacjonizm "Otyłościowy negacjonizm polega na negowaniu lub deprecjonowaniu szkodliwego wpływu nadwagi i otyłości na zdrowie oraz na normalizowaniu nadwagi i otyłości, czyli różnymi działaniami (np. medialnymi, happeningowymi) dążeniu do uznawania ich przez społeczeństwo za coś prawidłowego, normalnego, a nawet fajnego i pozytywnego." Zgadzam się, że negowanie szkodliwego wpływu otyłości na zdrowie jest złe. Nauka dość obiektywnie zbadała pewne związki nadmiaru tłuszczyku tu i ówdzie z chorobami. Ale też nie ma co hiperbolizować - od 10 nadmiarowych kilogramów nie kipniemy na zawał, może szybciej kipnie chudy co za dużo pije ;) Ale tak, trzymajmy się faktów, nie oszukujmy siebie i innych, że im grubszy tym zdrowszy. Ale jeśli mówimy o byciu otyłym jako kwestia wyglądu - to nie widzę nic złego w mówieniu "akceptuję swoje ciało i wam wszystkim wara od tego jak wygląda" Wygląd to kwestia gustu, kwestia kultury. Nikt nie ma prawa wytykać innych "ty brzydki grubasie". Fajne i pozytywne jest akceptowanie swojego wyglądu na tu i teraz co stoi na przeszkodzie, żeby go ulepszać. UWażam, że jeśli ktoś kocha swoje ciało (nawet otyłe) to szybciej bedzie miał motywację, żeby o nie dbać- chodzić na siłownię, badać się regularnie. To osoby, które nienawidzą swojego ciała wolą ukryć się w domu i pocieszyć kolejną paczką czekoladek skoro 'i tak jestem brzydka wiec co mi szkodzi". Otyłość to wieloczynnikowy, złożony problem. Po drugie uważam, że każdy ma prawo o decydowaniu o sobie. Jeśli świadomie utrzymuję się w stanie otyłości i jestem z tym szczęśliwa mimo wiedzy o medycznych konsekwencjach to co to innym szkodzi? Może wolę żyć 10 lat krócej ale nie być na wiecznej diecie?
    2. Pop-kołczing (coaching), mentoring - no własnie rozdzielmy grubą krechą czym jest "prawdziwy" coaching" a co jest własne tym pop-kołczingiem. To drugie jest głupie, śmieszne, szkodliwe (jeśli kołcze udają terapeutów) ale nie róbmy czarnego PRu coachnigowi, który jest zdefiniowaną metodą nie mającą NIC wspólnego z tymi ludźmi od polipów. Ci od polipów mocno zepsuli rynek i chyb tylko zmiana nazwy tej metody ją uratuje (a osobiscie uwazam ją za bardzo wartościową jesli jest stosowana zgodnie z przeznaczeniem)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dziękuję za ten artykuł i wszystkie komentarze. Warto raz się czegoś dowiedzieć a dwa poczytać argumenty za i przeciw i wyrobić sobie własne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O ile mogę jeszcze zgodzić się ze stwierdzeniem, że wiara w kreacjonizm lub inteligentny projekt to pewne zagrożenie, to widzę, że popełnia Pan błąd poznawczy próbując rozszerzać teorię ewolucji do jedynej alternatywy wierzenia w wymienione teorie. Być może nie do końca świadomie próbuje Pan uznać, że nauka przeczy istnieniu Boga. Otóż nauka, drogi Panie, się tym nie zajmuje. Dla nauki nie istnieje coś takiego jak inteligentny projekt lub Bóg, bo nie są to teorie, a jedynie sztuczki językowe. Bóg nie ma definicji odnoszącej się do konkretnego obiektu, czynności ani cechy, więc nie można go obalić tak jak homeopatię i biorezonans. Algorytm na Boga jest prosty. Bóg jest wszystkim innym niż to co znamy lub możemy sformułować i "odpowiada" na pytania, na które aktualnie nie znamy odpowiedzi. Dla wierzących ewolucja może być programem napisanym przez Boga, a dla naukowców jest aktualną HIPOTEZĄ ROBOCZĄ na temat powstania gatunków, aczkolwiek jest w niej kilka luk, które nurtują wiele myślących głów.

    Weźmy pod lupę czynniki tworzące mutacje. Ponoć są losowe, ale z tą losowością jest podobny problem jak z nieskończonością czy... z Bogiem. To co nazywamy losowością, tak naprawdę jest pseudolosowością. Losowość, którą znamy, to inaczej wpływ jednego systemu logicznego na drugi w sposób nieprzewidywalny z pkt widzenia logiki obu systemów. Dziewczyna wracała z pracy i była świadkiem wypadku samochodowego. Z jej pkt widzenia zdarzenie losowe, ale tak naprawdę wypadek musiał się zdarzyć, a ona musiała tamtędy przechodzić. W maszynie losującej w grze mamy do czynienia ze ściśle zdeterminowanymi algorytmami i siłami fizyki. Ich losowość polega na tym, że są dla nas nieprzewidywalne. Losowość w komputerze opiera się na generatorze liczb pseudolosowych. Jest to logiczny algorytm ale niezwiązany logicznie z samym losowaniem i nieprzewidywalny dla losującego. Losowość nie przeczy determinizmowi. Przeczy mu zdrowy rozsądek, bo determinizm jest obarczony błędem regresu w nieskończoność i potrzebą wyjaśnienia spoza deterministycznego systemu, tzn gdyby wszechświat był algorytmem, to gdzieś poza wszechświatem musiałaby istnieć odpowiedź dlaczego to akurat taki, a nie inny algorytm. W logicznym umyśle naukowca musi powstać dysonans. Z jednej strony nie znamy przykładu realnej losowości, a to co nazywamy losowością, tak naprawdę nią nie jest. Z drugiej strony losowość jest potrzebna żeby uniknąć determinizmu, którego przyczyny ciągną się nieskończenie wstecz. Logicznie rzecz biorąc świat nie powinien istnieć, a jednak istnieje.

    Praktycznie wszystko jedno czy ktoś wierzy, że świat stworzył Bóg i w ten sposób tłumaczy sobie istnienie świata i gatunków, czy też wierzy w rzeczywistą losowość, choć nigdy jej nie zobaczył ani nie doświadczył. W tym przypadku napisałbym, że szkodliwe jest wierzenie w coś ślepo, bez sprawdzenia, albo pomimo istnienia dowodów przeczących tym przesądom.

    OdpowiedzUsuń
  14. C.D.
    Załóżmy, że mutacje rzeczywiście są losowe lub nawet pseudolosowe, choć to drugie już poważnie uderza w teorię ewolucji. Cóż to bowiem za czynniki, które generują mutacje? Ile musi ich wystąpić żeby dać korzyść ewolucyjną i się zaadaptować i ile niekorzystnych mutacji przypada na te korzystne? Ha, już tu jest poważny problem. Konkurencja i dobór naturalny w przypadku bardziej złożonych organizmów nie prowadzą do wykluczenia minimalnie gorszych cech ani nie wyłaniają optymalnych cech, lecz tylko te dostosowane minimalnie dobrze żeby przekazać geny. Przewaga lub przegrana wynikająca z mikromutacji nie mogłaby decydować o obecnym stanie gatunków. Tak mogłoby ewentualnie być przy mikroorganizmach. Widzimy to w przypadku wirusów. Większe organizmy np gady i ryby są już na tyle złożone, że przypadkowa mutacja w ogóle nie powinna przejść dalej. To tak jakby programista postanowił edytować program zmieniając losowe komendy. W ogóle trzeba by się jeszcze zastanowić czy w miejsce jednych wpisywałby losowe inne, czy w ogóle losowe literki, ale to już abstrahując. W zależności od tego co by zmienił, program przy większości zmian działałby nieprawidłowo lub wcale. Zmiany muszą być przemyślane i kompleksowe, ale to wyklucza losowość lub pseudolosowość mutacji! Np nie mogło powstać gotowe skrzydło ptaka służące mu do latania. Musiałoby się dostosowywać stopniowo, ale wtedy nie byłoby przewagi wynikającej z jakiegoś pra-mini-kikuta. No i te dobre cechy musiałyby się rozmnożyć, a szansa na to jest bardzo niewielka. Poza tym organizmy są wyposażone we właściwości, które daleko wykraczają poza przekazanie genów i wychowanie potomstwa. Pozwala im to przetrwać w ekstremalnych sytuacjach, w których nie mogły żyć całe społeczeństwa by taka cecha mogła się wyłonić. Przykładem jest mózg człowieka w trakcie śmierci klinicznej. Kolejne następujące procesy mają na celu oszczędzanie energii jakby na wypadek, że jednak przeżyje, a dopiero niedawno pojawiła się możliwość ratowania tych ludzi. Dawniej by umierali.


    Ponadto zmiana jakiegoś genu skutkuje pojawieniem się innej cechy i ludzie nawet nauczyli się mieszać geny różnych gatunków roślin, choć nie mają zielonego pojęcia jak to naprawdę działa. Po prostu zaobserwowano korelację konkretnych genów z danymi cechami, eksperymentowano. Coś jednak musi sprawiać, że te geny są interpretowane tak, a nie inaczej, w uniwersalny sposób, jakby wszechświat był programem, który czyta taką pestkę i na tej podstawie rośnie dokładnie ta roślina, która była zapisana w kodzie. Chyba nie powiesz Pan, że w samej pestce jest instrukcja jak krzaczek ma rosnąć i jak mają wyglądać owoce. I tu kolejna sprawa czyli tradycyjne pytanie: jajko czy kura? Jajko MUSIAŁO zostać zniesione przez kurę, ale skąd pojawiła się kura znosząca jajka? MUSIAŁA wykluć się z jajka. Jeszcze pestkę można jakoś wytłumaczyć, że procesy fizyczne powodują lawinę procesów, która skutkuje powstaniem rośliny, choć to bardzo naciągane. Jak wytłumaczyć to w przypadku dziecka w brzuchu kobiety i skąd wzięło się rozmnażanie płciowe? Pokrętne wytłumaczenia neodarwinistów są pod tym względem wypisz wymaluj jak dowolny system religijny. Stoi za nimi to co w przypadku ludzi religijnych - chęć wytłumaczenia sobie zjawisk, które tworzą dysonans poznawczy, a czasem po prostu warto przyznać się do niewiedzy. Nauka nie ogarnia metafizyki, która jest bardziej pytaniem niż odpowiedzią, ale powstaje wiele pseudonaukowych nurtów, które bazują na realnych obserwacjach, ale rozszerzają normalną naukę na metafizykę i tutaj widzę większe zagrożenie niż w bzdurnym skądinąd kreacjonizmie. Większe ponieważ inteligentni ludzie nie wierzą w kreacjonizm, a w metafizyczne rozszerzenie nauki często tak, ale nadal błąd pozostaje błędem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. ad 7) - myli Pan ciałopozytywność z negowaniem szkodliwości otyłości, tak jak już ktoś wcześniej napisał. Jest to pożyteczny nurt, który uczy kobiety czucia się dobrze w swoim ciele. W tym wypadku należy odgraniczyć piękno od zdrowia i coś niezdrowego od samej choroby. Pod tym względem otyłość można porównać do innych niezdrowych czynników jak np palenie papierosów, picie alkoholu, życie w dużym mieście, stres itd. Pozytywny obraz swojego ciała jest na pewno zdrowszy od przejmowania się wyglądem, od którego nikt jeszcze nie schudł, a osoby mające tendencję do zajadania problemów często właśnie przez to tyją jeszcze bardziej. Każdy wie, że otyłość szkodzi, ale nie każdy umie być szczupłym i istnieje wiele innych czynników mających wpływ na zdrowie. Ciałopozytywność jest po to żeby nauczyć kobiety kochać swoje ciało i uniezależnić je od opinni społeczeństwa oraz żeby wychować społeczeństwo, że nie należy publicznie komentować czyjegoś wyglądu, a bycie grubszym (lub niezdrowym) nie czyni nikogo gorszym człowiekiem.

    ad 8) samo pojęcie orientacji seksualnej jest mocno naciągane. Czym homoseksualizm różni się od innych parafilii? Przecież ludziom heteroseksualnym nie podoba się każdy przedstawiciel płci przeciwnej. ZAWSZE jest jakiś filtr, a osoby homoseksualne też przecież mają swój typ i nie ślinią się do każdego osobnika własnej płci. Dlatego płeć należałoby uznać za jeden z parametrów, a to zmienia postać rzeczy. Poza tym inne parafilie też nie muszą być chorobami i tutaj akurat niezmienność preferencji nie jest żadnym argumentem świadczącym, że to nie choroba. Powinniśmy uwzględnić dwa kryteria: szkodliwość dla siebie i dla innych. Jeżeli białemu mężczyźnie podobają się tylko Murzynki albo tylko Azjatki, to niewątpliwie mowa o parafilii, ale nie ma w tym nic złego i nie trzeba by tego leczyć, nawet gdyby istniała taka możliwość. Jest zdrowy podobnie jak typowy mężczyzna, który bardziej zwraca uwagę na urodę niżeli na typ etniczny. Za zdrowe uznamy więc to co typowe lub to co nietypowe, ale nieszkodliwe dla siebie lub innych. Homoseksualizm jest chorobą dla kogoś kto czuje się z tym źle i chciałby założyć normalną biologiczną rodzinę i nie jest nią dla kogoś kto czuje się z tym dobrze i nie ma takiej potrzeby, nie chce wychowywać dzieci albo zadowala go adopcja. Coś mi podpowiada, że jest jeszcze trzecie kryterium. Ktoś może bowiem być zadowolony (nie szkodzi sobie) i spełniać zachcianki partnerki (nie szkodzi jej, bo chcącemu nie dzieje się krzywda), ale dana preferencja jest ogólnie po ludzku "chora". Nie wiem jak nazwać ludzi, którzy np podniecają się cudzymi odchodami albo sado-maso. Ciężko sklasyfikować feedersów i związki narkomanów, w których ćpanie wspólnie z partnerem jest elementem więzi i czynnikiem wpływającym na seksowność (są dziewczyny, dla których partner wciągający kreskę jest seksowniejszy od takiego, który tego nie robi).

    Z pozostałymi punktami zgadzam się w 100% :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Te 'nowoczesne fuzyjne elektrownie termojądrowe' to chyba najmniej wyrafinowane kłamstwo w tym artykule.
    No chyba, że autor potrafi podać przykłady gdzie takie konstrukcje funkcjonują komercyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie, co Pan tu wypisuje? Jakie elektrownie termojądrowe? Co za bzdury, reaktory tego typu są dopiero testowane i rozwijane w projektach badawczych. Jeszcze skoro lat nim będzie można postawić komercyjny reaktor termojądrowy. Szybciej reaktor oparty na torze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ad.5 Marzę o tym, by zostać coachem Einsteinów przyszłości. Centralnie tak bym gadała niemal unosząc się nad ziemią wybałuszając oczęta:

    "Albercik. Albercik posłuchaj teraz o co chodzi. Zasadniczo małymi kroczkami. Po każdym nagradzaj, na przykład snickersem. Jutro rano po basenie siadasz do biurka i lecisz tak – od przekształceń ortogonalnych w układach kartezjańskich abstrahuj przez wektory do tensorów. Nie jaraj się za bardzo niezmiennikami, tensorami rzędu 0. Trust me, pojutrze zajarzysz, że równania Maxwella-Lorentza nie są kowariantne względem transformacji Galileusza. Czaisz?"

    https://jackiebranc.wordpress.com/2016/09/21/coach-einsteinow-przyszlosci/

    OdpowiedzUsuń
  19. ICD-10 homoseksualizm jest zaburzeniem psychicznym. To wiedza podstawowa a nie teoria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to doucz się tej podstawowej wiedzy, bo sam masz braki. Operujesz przestarzałym ICD-10. W ICD-11 nie ma w ogóle całej kategorii F66 w której był homoseksualizm. ICD-11 będzie niedługo oficjalnie obowiązywać. W samym ICD-10 jest napisane, że homoseksualizm to nie zaburzenie.
      https://www.who.int/bulletin/volumes/92/9/14-135541/en/

      Usuń
  20. Miejsce 1 - subiektywne rankingi w sieci

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha, ten tekst potwierdza mój pogląd, że nauka, którą zawsze traktowałam jak zabawę w piaskownicy czterolatków (nieszkodliwa + pozwala zabić nudę) teraz zaczyna jednak szkodzić. Tak jak sekta, która dostaje kurwicy na samą myśl, że ludzie wydostają się poza jej ograniczone ramy.
    Stary - odstaw używki, mięso i spaliny, wyjedź na wieś, zamknij oczy i pomedytuj, a zrozumiesz, że to co widzą twoje małe zmysły to nawet nie jedna miliardowa rzeczywistości. Jak może istnieć ewolucja bez kreacjonizmu? Jak możesz w tym małym móżdżku (nie, to nie jest obraza, człowiek po prostu jest niedorozwiniętym gatunkiem) snuć teorie dotyczące egzystencji świata, skoro nawet swojej własnej egzystencji nie potrafisz wytłumaczyć? Nie wiesz, skąd się wziąłeś, co tu robisz i dokąd zmierzasz, a masz ambicje teoretyzowania na temat historii życia? :D Jesteś dziełem laboratoryjnym takich skurwieli, przy których jesteś jak mrówka przy Tesli i tak jak mrówka nie widzisz nawet wszystkich wymiarów, z którymi się stykasz. Nie mówiąc już o tych, z którymi się nigdy nie zetkniesz, dopóki nie wyjdziesz z tej swojej ciasnej, naukowej jaskini.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli homoseksualizm to nie choroba to inne zboczenia też nie należałoby zaliczać do chorób, a tym samym zalegalizować m. in. pedofilię.

    OdpowiedzUsuń